Uliczki znam w Wieruszowie – „Historyczne wędrówki”

Z cyklu: Dawny Wieruszów

Ponownie zagłębiliśmy się w uliczki dawnego Wieruszowa. Zatem opuszczamy na chwilę dzisiejszy Wieruszów i piękne odnowione ulice, tętniące życiem i ruchem samochodowym i przemieszczamy się na uliczki wybrukowane „kocimi łbami” i błotniste drogi, po których jadą konne wozy.

W podroży w czasie towarzyszy nam pan Jerzy Maciejewski, historyk, dokumentalista, autor książek o Wieruszowie: „Z Paulinami przez wieki”, „Almanach Ziemi Wieruszowskiej” i „Nad Prosną i Niesobią”, którą to książkę zabieramy ze sobą.

Anna Świegot: Naszą historyczną wycieczkę rozpoczęliśmy od ulicy Krakowskiej, która to muszę panu powiedzieć stała się tematem polemiki wśród Wieruszowiaków. Niektórzy twierdzą, że takiej ulicy nigdy w Wieruszowie nie było.

Jerzy Maciejewski: Oczywiście, że ulica Krakowska była w Wieruszowie. Dowodem na to jest, że właśnie na ulicy Krakowskiej stoimy i rozmawiamy. A tak na poważnie- to mogę powiedzieć, że na potwierdzenie istnienia tej ulicy miałem w swoich rękach ponad sto dokumentów. Na ulicy Krakowskiej w Wieruszowie pod numerem 177 urodził się Paweł Bryliński, jeden z najsłynniejszych rzeźbiarzy ludowych Wielkopolski. Jest on twórcą dziesiątek monumentalnych krzyży przydrożnych i licznych słupowych kapliczek. Przyszedł na świat 21 czerwca 1814 w Wieruszowie, w rodzinie rzemieślniczej. Jego ojciec Piotr w roku 1815 sprzedał dom i wraz z rocznym synem opuścił Wieruszów. Prawnuczka Pawła Brylińskiego pani Józefa Pawlik z Latowic koło Ostrowa wspominała, że „podobno ojciec Pawła uciekł z Wieruszowa wraz z całą rodziną na stronę pruską, a małego Pawła przeniósł w prześcieradle przez Prosnę”. Osiedli potem w Ostrowie.

Anna Świegot: Krajobraz Ziemi Wieruszowskiej obfitował w liczne rzeźby, kapliczki i krzyże ustawione na rozstajach dróg, którego twórcą był Paweł Bryliński. Niektóre dotrwały do czasów dzisiejszych. Na cześć tego XIX wiecznego rzeźbiarza jedna z ulic Wieruszowa nosi nazwę Pawła Brylińskiego. Kontynuujemy nasz spacer panie Jurku?

JM. Tak. Opuszczamy więc ulicę Krakowską, na którą dotarliśmy w drodze powrotnej z ulicy Klasztornej spoglądając w boczne uliczki: Tylną, Rogową, Gołębią i kierujemy się do Rynku. O proszę spojrzeć; właśnie trwa wymiana koni przy pocztowym dyliżansie. Powiem pani, że w Rynku pod numerem 21 mieszkał ekspedytor poczty pan Efraim Dehnel i właśnie tu naprzeciw siedziby starozakonnych mieściła się poczta, którą nadzorował. Trakt pocztowy prowadził z Warszawy do Drezna właśnie przez Wieruszów. Pocztylionowie zjawiali się w naszym mieście niemal codziennie, skręcając z ulicy Warszawskiej na Pocztową, a na zapleczu Rynku czekali na nich zmiennicy, wypoczęte konie, adresaci przesyłek i pasażerowie dyliżansu.

AŚ. Wieruszowski rynek cechował się wielokulturowością i zróżnicowaniem wyznaniowym mieszkańców miasta. Specyficzny klimat panujący na rynku jest odzwierciedleniem relacji polsko- żydowskich, czyli obywateli zamieszkujących XIX- wieczny Wieruszów.

JM. Jest to bardzo interesujące. Analizując dostępne źródła, na ich podstawie można przedstawić historie tych ludzi, a nawet odtworzyć dawny wieruszowski rynek. Znaczna część posesji usytuowanych w rynku była własnością starozakonnych.

AŚ. Starozakonni czyli obywatele Wieruszowa pochodzenia żydowskiego, którzy żyli według starego prawa żydowskiego. Spróbujmy przybliżyć Naszym Czytelnikom, kto zamieszkiwał kamienice i domy w Rynku.

JM. Pod numerem 9 na rogu Rynku mieszkał starozakonny Szaja Zejdeman, a pod nr 10 Jakub Faitel. Ciekawostką jest, że w roku 1791 uzyskał prawo do domu pod nr 9 starozakonny Mendel Szaja od Michała Walewskiego, po którego śmierci w wyniku licytacji w roku 1800 połowę domu nabył Szaja Izaak zwany Siederman, a drugą Jakub Faitel. W roku 1806 dom ten spłonął w wyniku pożaru, który wybuch na ulicy Farnej. Obaj właściciele odbudowali odrębne domy: pod nr 9 – Szaja, a pod nr10 – Jakub. Z dokumentów możemy dowiedzieć się, że w latach 1809-1810 pod nr 9 zamieszkiwał Szaja Zejdeman, który był krawcem. Prawdopodobnie nazwisko zostało zniekształcone od Siederman. Tenże Szaja w roku 1826 zapisał swemu synowi Salomonowi Siedermanowi 300 zł i „izdebkę na górze” oraz pozwolił aby bezpłatnie przez 6 lat „mieścił swoje towary w kramnicy”, która była po lewej stronie domu. Szaja zmarł w roku 1835. Dom jego oszacowano na kwotę 3000 zł. Burmistrzem był wtedy Józef Wolski. Odnośnie domu Szai toczyło się przed burmistrzem postępowanie. Dom ten wraz z prawem do miejsca w Buźnicy zamierzano sprzedać. Po uregulowaniu zobowiązań wobec wierzycieli pozostała kwota miała być podzielona pomiędzy spadkobierców. Z dokumentu tego dowiadujemy się, że dom Szai mieszczący się w rogu Rynku i ulicy Zamkowej miał wymiary: 30 łokci długości, 10 łokci szerokości, 8 łokci wysokości. Natomiast po śmierci Jakuba Faitela w roku 1826 dom pod nr 10 należał do jego syna także Jakuba.(* łokieć – 0,6 m)

AŚ. Mieszkać w Rynku miało swoje dobre i złe strony. Szlachta np. zamieszkiwała przy ulicy Klasztornej. Pokusiłabym się o tezę, że być może woleli cichą i prestiżową dzielnicę ze względu na lokalizację klasztoru niż gwar handlujących w Rynku i sąsiedztwo starozakonnych. Kto jeszcze zamieszkiwał w Rynku?

JM. Południowa strona Rynku rozpoczynała się od posesji nr 11, która to w roku 1818 była własnością starozakonnego Jakuba Banasia, natomiast posesja nr 12 należała do Ignacego Młodowskiego- rolnika. Dom pod nr 13 w roku 1811 były burmistrz Kazimierz Kowalski sprzedał kotlarzowi Antoniemu Cieślakowiczowi za kwotę 2000 zł. Dom ten graniczył z domami Ignacego Młodowskiego i Jana Nowickiego. Antoni Cieślakowicz w roku 1816 sprzedał ten dom Szmulowi Abtowi za 3 600 zł, która to kwota została wypłacona „w monecie srebrnej grubej”. Posesja nr 14 była własnością rolnika Jana Nowickiego. Dom nr 15 posiada ciekawą historię: w roku 1791 dziedzic Wieruszowa, szambelan Michał Walewski nadał prawo do tego domu Jakubowi Kasrielowi, który jak wynika z dokumentu w roku 1809 był kramarzem. W roku 1803 rodzina Jakuba Kasriela nabyła dom pod nr 15 od ks. Józefa Łęckiego i jego brata. Dom ten graniczył z domem Jana Krauzińskiego. W roku 1821 syn Jakuba- Icyk Kasriel sprzedał dom wraz z placem za 2100 zł Dawidowi Galewskiemu, współwyznawcy. Już po zawarciu transakcji zgłosili się jeszcze inni spadkobiercy. Natomiast dom pod nr 16 był prawdopodobnie częścią posesji Dawida Galewskiego. Dom nr 17 odziedziczyła po matce Agnieszce z Cieszkiewiczów Brylińskiej Agata z Brylińskich Wiśniewska. W roku 1818 sprzedała ten dom Janowi Krauzińskiemu za 1900 zł, który to dał na trzy lata w zastaw Jakubowi i Etli Ossierom. Posesja ta graniczyła z domami: Icka Kasriela i Rocha Drabczyńskiego, który był właścicielem posesji nr 18, a którą to nabył w roku 1783 od Bernarda i Marianny Świeściaków. W latach 1817- 1821 prawem do posesji legitymował się Maciej Świeściak, zięć Rocha Drabczyńskiego. W 1823 spadkobiercy Rocha sprzedają dom za sumę 3420 zł Wawrzyńcowi Kamieńskiemu i jego żonie Józefie z Drabczyńskich, która to była córką Rocha. Dom nr 19 zamykał południową stronę Rynku rozpoczynając budynki usytuowane przy ulicy Pocztowej. Połowa tego domu należała do Herszlika Bergmana. Na zapleczu tej posesji przy ulicy Tylnej w roku 1823 dom miał Benedykt Bryłka. W Rynku dom pod nr 21 rozpoczynał wschodnią pierzeję Rynku. Był oszacowany na sumę 5000 talarów, a zamieszkiwał w nim Efraim Dehnel poczmistrz wieruszowski, który to w roku 1823 przeznacza na kaucje 3000 talarów jako rękojmie dzierżawy Plugawic przez swojego syna Karola otrzymanych od hrabiego Joachima Maltzana. W 1831 dawny poczmistrz zagwarantował ponownie swym majątkiem drugiemu synowi, który był dzierżawcą Pichlic. Jak wynika z dokumentów, w roku 1833 Efraim Dehel za roczną opłatę 1500 zł wydzierżawia kamienicę w Rynku pod nr 21 Mariannie Amalii z Delehów Forajterowej, żonie Augustyna oraz folwark „Za miastem”. Ciekawostką jest, że nieco bliżej miasta było „przedmieście Warszawskie”, gdzie w roku 1829 miał folwark Kasper Parnowski. W folwarku tym była stodoła oraz licząca 150 owiec owczarnia, obora i stajnia, w której trzymał 4 konie. Był też dom wraz z ogrodem fruktowym oraz przyległa ziemia. Pan Efraim prowadził tzw. „tabele gospodarska”, z której możemy się dowiedzieć, że z folwarkiem graniczyła rola Wojciecha Hąci i Pawła Mikulskiego oraz rola Rechowa granicząca z rolami Jędrzeja Maciejewskiego i pana Polaka. Dalej były łąki.

AŚ. Nie sądzi pan, że nasz wirtualny spacer to niesamowita przygoda pełna wrażeń dostarczająca mnóstwo bezcennych informacji? No i towarzystwo wyjątkowe. Spacerować z panem po dawnym Wieruszowie panie Jurku to wielka przyjemność.

J. M. Dziękuję i vice versa. To, co dalej ustalamy kto zamieszkiwał w Rynku?

AŚ. Oczywiście panie przewodniku.

JM. Otóż dom nr 22 w roku 1818 należał do Tomasza Babarowskiego, który był rolnikiem. W roku 1827 dom ten odziedziczyła jego córka Józefa, żona Jana Alprezego. Dwa lata później małżonkowie zastawili za 360 zł część domu Osierowi Kohnowi. Pod tym numerem mieszkał też szewc Stanisław Bryliński. Kolejno właścicielami domów byli: nr 23- starozakonny Izrael Tabacznik, nr 24- Mojżesz Galewski, nr 25 – Paweł Ruszkowski, który był krawcem, nr 26 – Jakub Kamiński. Dom nr 27 w roku 1800 zakupiła Marianna z Lewandowskich, wdowa po Czechlowskim. Sprzedała go w roku 1819 za sumę 1474 zł Augustynowi Rumplowi, który w roku 1830 wymieniany jest jako „fabrykant sukna”. Dom ten był narożny, kończył wschodnią pierzeję Rynku, a otwierał ulicę Warszawską. Dom nr 28 w roku 1828 jest własnością Michała i Teimy z Lewków Goldmanów. Posesja pod nr 29 należała do Pawła Ruszkowskiego, który w roku 1817 czwartą część domu zapisał swojej drugiej zonie Mariannie z wolnych. Spadkobiercy po jego pierwszej żonie Salomei z Dzięciołów zażądali spisania spadku posagowego Salomei obejmującego wspólny dom, oborę, dwie komory wartości 3000 zł oraz sprzęty i ubiór. Na podstawie tego dokumentu możemy odtworzyć wnętrze domu mieszczącego się przy Rynku.

Stół z szufladą, szafa drewniana od połowy w dole z drzwiczkami podwójnymi z zamkiem, łóżko pojedyncze, łóżko podwójne, szafarnia drewniana z zamkiem i żelaznymi antabami, stołki duże drewniane niebieskie, panew miedziana z uchem i żelaznymi nogami, kropielniczka cynowa, cztery farfurki fajansowe, tarka do tarcia chrzanu, obraz Chrystusa Pana na płótnie, trzy mniejsze obrazy z ramami drewnianymi za szkłem, kamienny imbryczek do kawy, drewniana solniczka, wilk żelazny na kominek, sito druciane, duże dębowe kłody do kapusty, kolebka, niecki, fasa, wałek drewniany, poduszki, pierzyny, perkalowe i jedwabne chusty, lichtarz mosiężny, siekiera, kamień do tłuczenia soli, skrzynia wielka niebieska, obraz Przemienienia Pańskiego”...

AŚ. Pani Salomea była zdaje się zaradną gospodynią. Szkoda, że z tych dokumentów nie możemy się dowiedzieć np. na jaki kolor pomalowane były ściany, jakie były zasłony w oknach itp. A może ma pan w zanadrzu dla nas takie informacje? Tymczasem proszę powiedzieć kto jeszcze mieszkał w Rynku, ponieważ pozostała nam pierzeja zachodnia i północna.

JM. Zanim przejdziemy na stronę zachodnią Rynku mam dla pani jeszcze jeden opis wnętrza domu tym razem rodziny żydowskiej – Lewka Wrocławskiego i jego żony Stany z Maierów, którzy byli lokatorami domu nr 29. Jako kredytorowie sumy 1872 zł zajmowali oni izbę z alkierzem i komorą od frontu domu, po lewej stronie oraz połowę góry nad izbą. Kramnicę mieli po prawej stronie frontu domu. Nie doczekawszy się zwrotu wierzytelności wymogli na właścicielu i spadkobiercach w marcu 1826 roku zbycia się całej posesji za 585 talarów, licząc talar po 6zł polskich. Dziesięć lat później oboje już nie żyli, ale ich dobra zostały spisane.

„Ważki felczerskie z drachmami i uncjami (sztuk 21), cztery pary okularów, pularesik mały, dwa żelazne instrumenty do smarowania, 3 stare kłódki żelazne, szpryca cynowa, dwie skarbonki blaszane, snopek prątków, knoty do świec, biurko olszowe, nóż i widelec, stolik olszowy, dwa stoliki drewniane i jedno krzesło, ławka sosnowa, łóżko sosnowe, lustro stare potłuczone, dwa lusterka, wanka czyli szaflik, cztery gliniane miski, sito, stolnica, drewniane konwie, szafarnia sosnowa, dwa nowe szafliki, zwijadło do nici zwijania, gliniane garnczki, pudła z anyżem, poszewki, koszul białych lnianych – 11, kaftanik, obrus, cztery ręczniki, 6 par pończoch nicianych, skrzyneczka okuta z antabami, fartuch biały perkalowy i sukienka kolorowa, sukienka zielona, sukienka popielata jedwabna, szlafrok biały, suknia jedwabna niebieska, tołubek czarny jedwabny, gatki płócienne, kuferek skórą obity, przędza gruba biała (8,5 łokacia), miedziany garnek, tasak, wilk żelazny, szczypce, flaszka do oliwy blaszana z dwiema miarkami, 4 książki, ważki miedziane, ważki mosiężne (10 szt), 3 szt wag żelaznych, dwie pary nożyczek, pudełko z goździkami, pudełko z czerwoną farbą, pudełko z angielskimi korzeniami, pudełko z pieprzem, 3paczki cykorii, pudełko z migdałami i skórkami pomarańczowymi, lubryka, książka niemiecka, młynek do kawy, różne korzenie, pudełko z grynszpanem, 15 libir papieru, dwie pary pończoch wełnianych, piecyk żelazny, nóż do kwitów, młynek żelazny do kawy, pierzyna (48zł),ważki do ważenia złota, Ponadto ma w zastawie u Augusta Rumpla dwa srebrne lichtarze, 3 złote pierścionki i 3 złote kolczyki. Miedziane brytfanny…, a u Jakuba Oszera srebrną łyżeczkę do kawy i żelazny moździerz…”

AŚ. No, tutaj mnie pan zaskoczył panie Jurku. Jeśli chodzi o gospodarstwo domowe i wystrój wnętrza izby rodziny żydowskiej to idzie zauważyć zasadniczą różnicę pomiędzy domem Pawła Ruszkowskiego. Czym zajmowali się wobec tego Lewek i Stana Wrocławscy?

JM. Trudno odgadnąć. Prawdopodobnie prowadzili różne pomyślne interesy, mieli też licznych wierzycieli. Interesy prowadzili też ze szlachtą, np. mieli niemałe „debita activa” u Myszkowskich na Galewicach.

AŚ. Stereotyp typowego Żyda to przede wszystkim prowadzenie interesu. Niedawno opowiadał mi pan Zygmunt Maciejewski, że Żydówki (chodzi o okres międzywojenny) wychodziły nawet pod Klatkę, aby odkupić od kobiet ze wsi masło, ser, śmietanę, mleko i prowadzić handel. Żydzi mieli wrodzone predyspozycje do handlu. Mój ojciec mówił mi, że przed wojną w Lututowie Żydówka wystawiała przed swoim domem wagę i kilkanaście kilogramów cebuli i już „handel szedł”. Zresztą to niebywały fenomen, że naród żydowski przetrwał tyle wieków bez swojego państwa, prawda?

JM. Oczywiście. Przedsiębiorczość starozakonnych mogę przedstawić pani na konkretnym przykładzie. Otóż przy ulicy Pocztowej wybiegającej z południowo – wschodniego narożniku Rynku były domy dwóch starozakonnych: Abrama Herszlika (nr 19) i kupca Lewka Działowskiego (nr 20). W zachowanym dokumencie czytamy:

„ Przed przybyłym do Wieruszowa rejentem stawili się osobiście:

starozakonny Gabriel Osier, kupiec zamieszkały w domu swym własnym Rynek 33, jako sprzedawca.

* Lewek Jakubowicz, handlarz z żoną Libą z Jakubowiczów Jakubowiczową, zamieszkali w domu przy ulicy Pocztowej 29 jako nabywcy i publicznie oświadczyli o zawarciu umowy, na mocy której Gabriel Osier sprzedał dom małżonkom Jakubowiczom stojący na rogu Pocztowej 20, nabyty w 1814 r. od Rozalii z Boroniów, pierwszego związku Jana Recha, drugiego szlachetnego Karola Czedermana małżonki, wdowy. Dom ten graniczy z domem Abrama Herszlika z jednej i ulicą publiczną Krakowską z drugiej strony”…

No tak, ale odbiegliśmy na chwilę od zamieszkujących w Rynku dawnego Wieruszowa. Dom pod nr 30 został nabyty z prawem dziedzicznym przez starozakonnych Józefa i Ryfkę Salomonowiczów w 1783r. od małżonków Jana i Marianny Wrzesińskich i w 1785 od księdza Kaspra Głowienkowskiego proboszcza w Myjomicach. Ich spadkobiercy sprzedali dom w roku 1826 Osierowi Jakubowi i jego małżonce Etli z Jurkow. Posesja wyceniona na 4020 graniczyła z domem Pawła Ruszkowskiego, uliczką Tylną i ulicą Kościelną.

.Dom nr 31 – w 1828 r. Antoni Szuwarski proboszcz w Woli Grzymalinej, syn cechmistrza piekarskiego sprzedał swe prawa do posesji za 3000 zł zastrzegając dożywocie dla matki małżonkom Franciszkowi i Katarzynie Dybkom. Katarzyna była jego siostrą.

Dom nr 32 – należał do zmarłego w roku 1813 Franciszka Mokwińskiego. Wdowa po nim rok później wyszła za mąż za Kazimierza Zaczyńskiego, handlarza wieprzy i rzeźnika. I to on jest później wymieniany jako właściciel tego domu.

W domu nr 33 zamieszkiwał Gabriel Oszer tutejszy kahału ( r. 1818). Dom nr 34 ma ciekawą historię. otóż: aktem darowizny z 1816r. starszy kahału Lewek Mozer Abt wraz z małżonką Hają ze Szmulów przekazali dom wraz z towarem w sklepie mieszczącym się na froncie tego domu synowi Lewkowi Abtowi. Z racji tego, że ta darowizna była krzywdząca dla pozostałych dzieci jeszcze tego samego roku ją odwołali, ale z dokumentów możemy zapoznać się z interesującą specyfikacją sklepowych towarów.

„Płótno białe kolońskie wartości 120 zł, nankin różnego koloru – 120 zł, kamlet różnego koloru – 180 zł, tyc- 300 zł, chustki – 180 zł, perkal biały – 180 zł, kitaj różnych kolorów – 120 zł, jedwabne chustki różnych kolorów – 180 zł, bawełnica- 120 zł, barakan różnych kolorów – 120 zł, pończochy wełniane – 120 zł, płótno różnych kolorów – 60 zł.”

Pod adresem Wrocławska 35 była posesja państwa Pilników.

AŚ. To znaczy, że od numeru 36 rozpoczynała się zachodnia pierzeja Rynku?

JM. Tak. Ciekawostką jest, że w roku 1809 pod tym numerem znajdował się dom gościnny, który prowadził Izrael Czarnożylski. W następnych latach praktykował pod tym nr utytułowany doktor Hirsch Enoch, ktory przybył ze Starogardu Szczecińskiego i leczył wieruszowian. Pobierał jednak wysokie opłaty i powodziło mu się dobrze skoro „miał rozległe włości, plac przy ulicy Zamkowej…a może nawet własny dom, skoro 12 września 1818 r. zanotowano, że w pokojach górnych, tu w mieście Wieruszowie u Doktora w domu przy Rynku 36 przebywał dla kuracji i poratowania zdrowia dziedzic Cisowej, sędzia pokoju okręgu piotrkowskiego Feliks Turski.”

Dom nr 37 – to chyba panią zainteresuje – jedynym znanym mieszkańcem tego domu w roku 1810 był Mateusz Moch.

AŚ. Czyżby to był przodek pana Mocha – tego pana Mocha, którego „budka” stała na Rynku aż do lat 50. XX wieku, która widnieje na starych zdjęciach, a o której pisał pan Henryk Bylka?

JM. Wszystko na to wskazuje.

AŚ. Niesamowite. Proszę opowiadać dalej.

JM. Pod numerami: 38, 39, 40 zamieszkiwali, co figuruje w różnych dokumentach: sukiennik Franciszek Borzęcki oraz zięciowie byłego burmistrza Leszczyńskiego: Bernard Aniłowicz i Jakub Kwiatkowski. Posesja Jakuba Kwiatkowskiego pod nr 41zamykała zachodnią pierzeję Rynku.

AŚ. Będąc na dawnym wieruszowskim rynku idzie zauważyć, że handlem w dni powszednie trudnili się Polacy i Żydzi, którzy mieli swoje kramnice przed domami. Fronty posesji w rynku to nie tylko sklepy ale i punkty usług, jakie świadczyli: szewcy, krawcy, piekarze, rymarze i inni. Ale nie sposób nie wspomnieć o jarmarkach.

JM. Tak, to jest bardzo istotne. Na rynku odbywały się jarmarki. Miały one wielowiekową tradycję. Już w roku 1821 burmistrz Stefan Leszczyński puścił w trzyletnią dzierżawę dochody z największego jarmarku jaki odbywał się w rynku tj. na św. Szymona i Judy.

AŚ. Przytoczmy produkty jakimi handlowano i ceny jakie wówczas obowiązywały.

JM. Podam rejestr miejscowego handlu datowany na rok 1826.

Bułka-waga (miary nowopolskie) 1 funt i 28 łutów tj. ok. 80 dag- cena 6 groszy.

Bułka – 20 łutów (ok. 26 dag) – 2 gr., bułka 10 łutów (ok. 13 dag) 2 gr,. Chleb 5 funtów 16 łutów (ok. 225 dag) 12 gr., chleb 2 funty 24 łuty (ok. 112 dag) 6 gr,. Chleb 1 funt 12 łutów (ok. 56 dag) 3 gr., wołowina najlepsza 1 funt (ok. 0,41 kg) 6 gr., krowie czyli bukat 1 funt – 6 gr., cielęcina 1 funt- 6 gr., wieprzowina 1 funt- 8 gr., łój 1 funt- 8 gr., sadło świeże 1 funt- 16 gr., słonina świeża 1 funt- 16 gr., świece rurkowe 1 kamień (ok. 10 kg) – 20 zł, świece rurkowe 1 funt – 24 gr., piwo 1 beczka – 12 zł., piwo 1 garniec – 10 gr, piwo dubeltowe 1 beczka- 20 zł. Piwo dubeltowe 1 garniec- 17 gr., mydło toaletowe 1 funt – 22 gr.,

Warto zaznaczyć, że frekwencja na jarmarku w św. Szymona zarówno kupców krajowych jak i zagranicznych była b. duża. Dzierżawca, cechmistrz krawiecki Jakub Kwiatkowski pobierał opłaty od każdej sztuki zwierzęcia wchodzącego do miasta z zagranicy zaprzęgniętego lub luzem-6 gr., od świni – 1 gr., , od każdej wiązki lnu, konopi po groszu, natomiast od fury lnu czy konopi po 4 zł polskie, od łokcia płótna krawieckiego po groszu. Zaś od sztuki np. krowy, wolu, konia wchodzącego do miasta z kraju pobierał opłatę 3gr. Ponadto od innych kramarzy także pobierał stosowne opłaty jak również od każdej fury tzw, dyszlowe.

AŚ. Skoro jesteśmy przy finansach czy opowie pan historię o „złotych dukatach pana Jakuba”?

JM. Ale historia ta dotyczy innego Jakuba, chociaż równie przedsiębiorczego jak poborca dyszlowego. Mieszczanin niejaki Jakub Kamiński miał także dom w Rynku. W roku 1823, dożywszy sędziwego wieku 92 lat postanowił rozporządzić swoim majątkiem. Wraz z małżonką Marianną z Jakubowskich mieszkał w domu pod nr 26, który wart był 1800 zł. Jego sąsiadami byli: Chlama Haskiel i August Rumpl. I tak:

„Synowi Łukaszowi dałem niegdyś z majątku swego 50 dukatów na wieprze. Synowi Piotrowi także na wieprze. Synowi Mateuszowi, nieobecnemu 80 dukatów. Córka moja Marianna Stankowska wzięła pod tytułem prawnym 58 dukatów. Córka Rozalia Słowakiewiczowa posiada dom przy ulicy Krzywej stojący, który jejże prawem własności przeznaczam, wartości 40 dukatów. Gd syn mój najmłodszy nic nie skorzystał z mojego majątku, przeto jemu – Ludwikowi przeznaczam wart 100 dukatów dom Rynek 26, z tym zastrzeżeniem, że 22 dukaty z tej sumy wyda na mój pogrzeb. Ponadto pozostawiam pieniądze dla żony – 20 dukatów, doktora Enocha – 40 dukatów, pani Marianny Wdowczyńskiej – 30 dukatów, Franciszka Giemzy z Chobanina – 10 dukatów, Józefa Rychlika – 3 dukaty, służącego Kazimierza – zasług 32 zł, dziewki Hanki – 20 zł. Reszta ma być rozdzielona między dzieci i wnuki po nieżyjącym już mym synu Łukaszu. „

AŚ. Proszę powiedzieć jakie przeliczenie na złotówki miał dukat?

JM. Na jeden złoty dukat przypadało 18 srebrnych złotówek.

AŚ. Zastanawia mnie ten zapis Jakuba Kamińskiego – jak pan myśli sprawiedliwie rozdzielił swój majątek pomiędzy swoje dzieci?

JM. Zdaje się, że tak, ponieważ dalsza historia tej rodziny jest równie zajmująca. Mimochodem można tylko wspomnieć o niecnych czynach Łukasza, trudnych kolejach życia Ludwika, który mając dom w Rynku i trudniąc się rolnictwem, piekarstwem, garncarstwem, w krótkim czasie pojął kolejno trzy żony – w końcu został żebrakiem.

AŚ. To smutna historia. Czy możemy nasz spacer zakończyć weselszym epizodem z życia dawnych wieruszowian?

JM. Wobec tego zapraszam na ulicę Piskorzewską.

AŚ. Piskorzewską czy Piskorską?

JM. Ulica Piskorzewska zwana często Piskorską. Była to najdłuższa i najgęściej zabudowana ulica dawnego Wieruszowa. Przy tej ulicy znajdowało się 30 domów. Im właścicielom poświęcimy miejsce w kolejnym wydaniu ITP poza dwoma posesjami. Otóż przy ulicy Piskorskiej pod nr 90 mieszkał Stanisław Ciszewski, a pod nr 94 Adam Zieliński. Córkę Stanisława Ciszewskiego Łucję połączyło uczucie z synem Adama Zielińskiego Andrzejem. Para zakochanych nie omieszkała swego szczęścia oznajmić przed rejentem.

„”AD 1813 – Wieluń – 3 stycznia

Szlachetny Andrzej Zieliński, w mieście Wieruszowie w domu pod numerem 94 zamieszkały, syn szlachetnego Adama Zielińskiego z Marianny Dzięciołowskiej spłodzony, z jednej strony, publicznie oświadcza, że wstępuje w związek małżeński ze szlachetną Łucją Ciszewską,córką Stanisława Ciszewskiego ze szlachetnej niegdyś Katarzyny ze Skupińskich, przy rodzicu w Wieruszowie w domu pod numerem 90 zamieszkującą.

Z drugiej strony Adam Zieliński,skoro Jędrzej mając już lata przyzwoite do zarządzania swoją osobą takie powziął postanowienie, winszuje synowi wyboru i składa najszczersze życzenia”.

W tym samym dniu przed notariuszem Lisieckim w Wieluniu stanęła przyszła panna młoda i w obecności rodziców złożyła podobne oświadczenie.

AŚ. Z tego wynika, że na Piskorskiej zanosiło się na szlacheckie wesele.

I tą romantyczną historią kończymy dzisiejszy spacer po dawnym Wieruszowie.

Ciąg dalszy nastąpi wkrótce.

Zapraszamy Państwa na wspólny historyczny spacer. W następnym wydaniu nadal będziemy kontynuować wędrówkę z panem Jerzym Maciejewskim po ulicy Piskorskiej, a także udamy się na ulicę Nadrzeczną i Zamkową. Natomiast w kolejnym wydaniu przedstawimy drzewa genealogiczne niektórych rodów wieruszowskich.

Anna Świegot

Foto: Zbiory prywatne

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Uliczki znam w Wieruszowie – „Historyczne wędrówki”

  1. Zbych pisze:

    Świetne są te artykuły historyczne. Ogromny podziw dla Pana Maciejewskiego, wspaniałych i ciekawych rzeczy można się dowiedzieć. Czekam na następne serie.

  2. czarny boa pisze:

    Proponuje taki cykl rowniez o

  3. leśny dziadek pisze:

    Orientację w usytuowaniu miejsc ułatwi podanie w nawiasach terazniejszych nazw ulic i numeracji domów.Poza tym super pomysł ,taka podróż w przeszłość Wieruszowa.Ciekawe jaka historię kryje mój dom przy ulicy Nadrzecznej 25.