Chcą uratować kościół w Lututowie

 

DSC_0069Data 5 stycznia 2012 roku zapisze się na trwałe w pamięci mieszkańców Lututowa i wiernych z parafii p.w. Apostołów Piotra i Pawła. Tego dnia doszło do zawalenia frontonu zabytkowego kościoła. Fragment kościoła, który runął wprawdzie został odbudowany, jednak jak się okazuje konieczny jest gruntowny remont świątyni.

Jest to ogromne dziedzictwo, które to pokolenie musi zachować. Pradziadowie wznieśli tak imponującą świątynię kosztem wielu wyrzeczeń. Teraz ci, którzy to dziedzictwo otrzymali muszą je zachować – mówi proboszcz parafii ks, Piotr Szkudlarek. Kościół w Lututowie to bastion polskości tamtych czasów. Budowa tak okazałej świątyni to była manifestacja polskości – mówi Wójt Gminy Lututów Pan Józef Suwara.

Parafianie na czele z proboszczem i ogromnym zaangażowaniem wójta gminy, który stanął na czele komitetu odbudowy i wielu innych osób robią wszystko, aby ten kościół uratować. Świątynia wymaga gruntownego remontu. Sprawa jest pilna, ponieważ po katastrofie na murach świątyni pojawiły się nowe pęknięcia.

„Pewne pęknięcia były, to mieszkańcy wiedzą, pewne powstały po katastrofie, są też na stropie. Na tych pęknięciach założyliśmy plomby, czyli takie szklane płytki i na bieżąco sprawdzamy czy nie powstają kolejne pęknięcia. Gdyby nie daj Boże, na którejś plombie pojawiło się pękniecie musimy kościół zamknąć mimo, że jako budynek użyteczności publicznej mamy badania prowadzone na bieżąco i stan techniczny jest dobry, ale na zimne musimy dmuchać.

Uzgodniłem z dyrektorem GOK, że gdyby była taka potrzeba nabożeństwa przeniesiemy do domu kultury. Nabożeństwa tam już były, kiedy wydarzyła się katastrofa. Na te pęknięcia złożyło się wiele rzeczy: bomba, która wybuchła w górze podczas wojny, poszukiwania ropy naftowej oraz to, że zmieniono na kościele dachówkę na blachę. W minioną środę przyjechali profesorowie z Łodzi, którzy mają wiedzę i doświadczenie, prowadzili nadzór nad kościołem w Zgierzu, gdzie występuje podobny problem. Nasi miejscowi doradcy, którzy znają się na budownictwie wskazali fachowca z Sieradza. Musimy mieć solidne ekspertyzy, żeby ten kościół ratować” – mówi proboszcz ks. Piotr Szkudlarek.

Kościół w Lututowie, jak poinformował nas ksiądz Piotr jest ewenementem w skali krajowej, jeśli chodzi o architekturę. Jest to styl neoromańsko-mauretański.

„Ten strop, te rozwiązania nie występują w żadnych polskich podręcznikach architektury. Mamy style romańskie i gotyckie, ten okres wypracował różne rodzaje sklepień. Zupełnie inne są sklepienia z architektury arabskiej, idzie tu zauważyć, że matematyka i fizyka była wtedy na wysokim poziomie. Dokładnie wyliczono, jakie ma być obciążenie dachu, nośników, filarów, łuków, żeby stanowiło to integralną całość.

Nasi fachowcy pracują obecnie na programach komputerowych, te wyliczenia mają gotowe, a sto lat temu być może jeden człowiek był takim geniuszem, że opracował taką właśnie budowlę, mimo, że liczył się z tym, że grunt może być różny. Mieszkańcy zwracają uwagę, że tereny Lututowa, to praktycznie bagna, więc na takim terenie należało wybudować solidnie taką wielką budowlę. Na inny kościół nie zgodziły się ówczesne władze carskie. Ż{eby utrudnić budowę świątyni, a poprzedni kościół był maleńki, drewniany to gubernator w Kaliszu wprawdzie zgodził się na budowę, ale narzucił tak ogromną bryłę i tak skomplikowany styl, by mieszkańcy nie byli w stanie wybudować tej świątyni. Z przekazów wiadomo, że ogromny koszt budowy kościoła ponieśli mieszkańcy, parafianie. Tutaj były dwa majątki ziemskie. Było to też swego rodzaju ewenementem, żeby tak uboga ludność zebrała środki, w czynie społecznym przy kościele pracowali wszyscy, pracowały całe rodziny, aby kościół wznieść. Nie było żadnych maszyn, cegły ludzie nosili na plecach, nie było dźwigów, takiego sprzętu, jak dzisiaj mamy. Miejscowi fachowcy nie wychodzą z podziwu, że wówczas potrafiono sobie poradzić z takim projektem. Taka ciekawostka; cały strop był wysypany patyczkami. Kiedy była odbudowa uznano, że te patyczki naniosły ptaki i to wszystko uprzątnięto. Okazuje się, że 100 lat temu wysypano strop tymi patyczkami, bo nie było innej możliwości izolowania, żeby strop przepuszczał powietrze, a zatrzymywał wilgoć. Dziś stosuje się watę czy inne rozwiązania. Uprzątnęliśmy to, a teraz się okazuje, że musimy to czym prędzej czymś innym zastąpić, aby nie usuwać wilgoci, bo kiedy usunie się wilgoć automatycznie kruszy się zaprawa będąca spoiwem tych cegieł. Nie daj Bóg jakieś tąpnięcie i strop leci, bo ściany nie są stabilne. Szczęście, że w tej strefie geograficznej takich tąpnięć nie ma” – mówił dalej ks. Piotr.

Jak się okazuje zagrożenie może się pojawić w monecie, kiedy ruszy kopalnia węgla brunatnego w Złoczewie.

„Ten lej będzie dotyczył też Lututowa, to zaledwie 13 km. Jeśli obniży się poziom wód gruntowych różnie to może być, chociaż te fundamenty są solidne, o czym przekonaliśmy się je odkopując. Ale musimy na ten temat rozmawiać, bo kiedy zaczną kopać i te zjawiska zaczną występować będzie za późno. Chcemy zainteresować tym tematem inwestorów, że taka sytuacja w naszym przypadku może nastąpić. A nie ma wątpliwości, że kiedy kopalnia zacznie działać stan wód zmieni się i na zimne trzeba dmuchać. Kopalnia ma ruszyć po 2020 roku. To daleka perspektywa ale i taką ewentualność należy brać pod uwagę. Stąd te nasze zabiegi, stąd bijemy na alarm i chcemy pozyskiwać i szukać środki” – mówił wójt Lututowa Józef Suwara.

„Nasz kościół jest wpisany w rejestr zabytków, stąd też wszelkie prace wymagają zgody konserwatora zabytków. Podobna sytuacja jest w Zgierzu, tam nie był kościół tak uszkodzony, jak u nas, koszty remontu wyniosły ok 300 tys. zł.

Naszą małą parafię czeka coś podobnego musimy kościół sklamrować, czekają nas duże wydatki. Będzie to podobna kwota, tam z pomocą przyszedł magistrat, my tej kwoty nie udźwigniemy, lokalna społeczność nie jest zamożna, musieliśmy już pokryć koszty remontu, szczęście, że z pomocą przyszło wiele instytucji. Ostatecznie nas uratował wojewódzki konserwator zabytków. Gdyby nie było tej dotacji parafia musiałaby zaciągnąć kredyt , trudno byłoby ze spłatą. Z racji tego, że kościół jest wpisany jako zabytek został złożony wniosek do Urzędu Marszałkowskiego na dotację z tytułu programu, który ma na celu ratowanie zabytków. Wcześniej na remont, odbudowę frontonu kościoła uzyskano środki z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi ” – mówił proboszcz Szkudlarek.

Remont świątyni obejmuje też zabytkowe organy i zabytkowy ołtarz Matki Bożej z 1699 roku zwany „Pani Lututowska”.

„Tak, to prawda, że w opłakanym stanie mamy zabytkowy ołtarz Matki Bożej z wieku XVII, przepiękny ołtarz z pierwszego kościoła lututowskiego. On trzyma się tylko dlatego, że oparł się o ścianę. W priorytetach też jest ratowanie tego zabytku. By otrzymać dotacje na remont ołtarza połowę środków musi posiadać parafia. Potrzeb jest wiele, mieszkańcy zgłaszają, że chcą ogrzewanie w kościele i to im się należy, to jest ich kościół, chcieliby modlić się w ciepłym kościele. Na dzień dzisiejszy mamy niestety poważniejsze sprawy. Wszystko się skumulowało.

Te prace remontowe się nie skończyły. To, co w wyniku katastrofy było szkodą nie wszystko jest odbudowane, wyremontowane. Nie jest wyremontowany plac przed kościołem, przecież ten gruz runął na plac przed świątynią. Jesienią wnosiło się błoto do kościoła, latem piach. Nie ma w tej chwili środków, aby tym się zając, cierpi na tym zabytkowa posadzka. Kiedy wydarzyła się katastrofa było mnóstwo pyłu, osiadł on na organach, które przez rok były wyłączone z użytku. To są organy pneumatyczne i dla tego typu instrumentu była to katastrofa. Odmówiły one teraz posłuszeństwa. Także czeka nas też renowacja zabytkowych organów, są to też ogromne koszty. Jestem realistą i wiem, jak wielkie wydatki są przed nami. Przez rok poznałem to społeczeństwo, które przecież nie jest zamożne. My tego wszystkiego nie udźwigniemy. Priorytetem jest ratowanie świątyni. Zbieramy teraz środki na ekspertyzę, będzie to koszt ok 50 tys. zł. Kolejny koszt to niwelowanie tych pęknięć i to koszt ok 300 tys. zł. To nas przerasta, parafia jest mała.

W innych kościołach też są pęknięcia i wtedy w te pachwiny wrzuca się gruz. Obciąża się pachwiny gruzem i to sprawia, że kościół jest znów stabilny. Gdybyśmy to zastosowali u nas, kościół by runął. Tutaj w zupełnie w innych miejscach potrzebny jest nacisk. Jesteśmy pełni podziwu dla tego typu architektury i tegoż sklepienia. To wszystko jest dokładnie wyliczone, jaka mądrość była przed 100 laty, jak potrafiono to wszystko wyrysować. Ciekawostka, że do wiązania cegieł używano zaprawy robionej z jaj.

Na budowę tego kościoła zużyto mnóstwo jaj, wtedy nie znano zaprawy wapienno – cementowej. Będą ekspertyzy robione, które wykażą, jaki materiał użyto do budowy naszego kościoła. Ludzie starali się, aby ten materiał był solidny. Dobrze, że pan wójt nam pomaga, do tego dochodzi sprawa ubezpieczyciela” – mówił dalej proboszcz.

Ksiądz Piotr wyraził zadowolenie, że parafianie mocno są zaangażowani i duże oparcie ma w panu wójcie.

„Ubezpieczyciel wypłaci tyle, na ile jest szkoda, żaden ubezpieczyciel nie wypłaci więcej niż wynosi szkoda. Co do tego, że szkoda była, nie ma żadnej wątpliwości. Staramy się, aby ubezpieczyciel tę szkodę nam wypłacił. Wszystkie kościoły są ubezpieczone, robi to Kuria, w tym przypadku nasza kaliska. Ta szkoda związana była z wiatrami, które występowały w dzień katastrofy i wcześniej. Nastąpiło przechylenie i to spadło. Szczęście, że nikt nie zginął. Gdyby zdarzyło się to godzinę wcześniej mogłoby być różnie, bo ludzie wychodzili z mszy” – mówił wójt Suwara..

„Problem jest tego typu, że te pęknięcia są od 40 lat, zmiana dachu i to, że w ścianę uderzył pocisk i bomba. Kościół taki, jaki był został ubezpieczony. I przyszła ta nieszczęsna wichura. Nie mamy środków na te czekające nas remonty. Od katastrofy minęły dwa lata, podobnie jak w roku ubiegłym wszędzie, gdzie tylko można będziemy składali wnioski. Mamy fachowców w parafii i nie tylko, będzie dokładna dokumentacja. Parafia wzięła na siebie ciężar odbudowy, główny trzon jest odbudowany. Należałoby teraz plac zrobić. Wnosząc błoto i piasek, jak już powiedziałem szkodzimy zabytkowej, ceramicznej posadzce. W 2017 roku będziemy obchodzili 100 -lecie świątyni, do tego czasu chcemy wyremontować kościół. Chcemy uratować to dziedzictwo, które otrzymaliśmy” – mówił proboszcz.

„To jest zabytek, tu trzeba wziąć pod uwagę, że same chęci nie wystarczą, to nie jest stodoła, na którą można wejść i sklamrować. Tu na każdą czynność, którą się wykonuje trzeba mieć zgodę konserwatora zabytków. Konserwator w jakimś stopniu też ponosi winę, powinien się czuć za to odpowiedzialny, bo jeśli kiedyś zmieniono dachówkę na blachę, to spowodowało, że ciężar dachówki jest inny niż ciężar blachy, być może teraz na podstawie tego błędu ktoś będzie zwracał uwagę, aby nie doszło do podobnego zdarzenia. Nikt w latach 70. nie wiedział, że tutaj jest taki ewenement, jeśli chodzi o konstrukcje nośne. Ci, którzy projektowali ten kościół obliczyli, że ta dachówka, ten kościół trzymała. Ksiądz, który zmieniał dachówkę na blachę nie mógł przewidzieć tego, że to może być poważna ingerencja w ten kościół i spowoduje jakieś skutki uboczne.

Ksiądz nie musiał tego wiedzieć, ale konserwator zabytków powinien powiedzieć „dobrze ja wam wydam zgodę na założenie blachy, ale wy musicie ten kościół sklamrować”” – mówił wójt Lututowa.

„To jest ewenement tego kościoła, bo w wielu kościołach chociażby w rodzinnych Błaszkach zdjęto ciężką dachówkę, założono blachę miedzianą. W tym kościele się nic nie dzieje. Podobnie w innych kościołach, gdzie wymieniono dachy. To ewenement architektoniczny jeśli chodzi o strop, tu konieczne były takie, a nie inne siły nacisku w tym, a nie w innym miejscu.

Któż mógł to przewidzieć, przecież od czasów zaborów poginęły wszelkie projekty, my nie mamy żadnych projektów tej świątyni. Próbowaliśmy odnaleźć te projekty, niestety bez skutku, chociaż niektóre kościoły odnalazły projekty swoich świątyń. Mój kolega, który jest proboszczem w Przespolewie odnalazł w archiwum w Łodzi szczegółowe projekty swojej świątyni, która też powstała 100 lat temu. Gdybyśmy mieli te projekty, być może na tych projektach byłoby to uwypuklone, jaki jest specyficzny styl architektoniczny naszej świątyni. Z ubezpieczycielami to jest tak, my chcemy żeby nam oddali pieniążki, a oni szukają kruczków, żeby ich nie dać lub ograniczyć. Ubezpieczyciel też nierzadko ubiega się do wywodów, że pewne zdarzenia należałoby przewidzieć” – mówił ks. Piotr.

W tym momencie nasuwa się powiedzenie” gdybym wiedział, że się przewrócę to bym się położył”.

„Każdy z proboszczów, administratorów świątyni ma inne zdolności, predyspozycje. Poprzednik mój być może nie na wszystkim się znał. Z czasem okazało się, że tego nie udźwignął.

Ratujemy zabytek, który jest ewenementem w skali Europy, chodzi o tę domieszkę stylu mauretańskiego. Takiego stropu, z takim rozwiązaniem nie ma w żadnym kościele w Polsce. Na terenach, gdzie byli Maurowie, w obecnej Hiszpanii powstały świątynie w stylu mauretańskim, ponieważ muzułmanie to narzucili katolikom. „My wam na kościół katolicki pozwolimy, ale warunek ma być taki, że zostanie zbudowany w naszym stylu, wypracowanym przez kulturę arabską”. W Europie Środkowej takich świątyń nie ma, ponieważ tutaj był zawsze konflikt pomiędzy chrześcijanami a islamem. W stylu mauretańskim budowane były świątynie żydowskie, jednak nie mogły być one podobne do świątyń katolickich. Najbliżej nas taka świątynia jest w Ostrowie Wielkopolskim. Kiedy chodziłem po kolędzie parafianie wyrażali zadowolenie, że udało się przeprowadzić ten remont, nie miałem serca im mówić, że to dopiero jest początek, że czeka nas drugie tyle. Kwestia ubezpieczenia, my nie chcemy nic naciągać, chcemy to, co nam się należy, potrzebujemy pieniędzy na ratowanie świątyni. Na początku musimy zrobić ekspertyzę, zbadać grunt, czyli badania geologiczne. Badania na ulicy Wieruszowskiej wykazały, że jest tu tzw. kurzawka, nic gorszego niż taki grunt nie mogłoby się zdarzyć, musimy wiedzieć czy są jakieś wody podziemne, aby mieć w przyszłości takie patrzenie, tym bardziej, że mają ruszyć te kopalnie w okolicy, wtedy zmienia się poziom wód gruntowych i może źle się dziać z naszym kościołem. Przy budowie kościoła pracowali wszyscy mieszkańcy, pracowały całe rodziny. Ludzie cegły na plecach nosili. Jest to ogromne dziedzictwo, które to pokolenie musi zachować. Pradziadowie wznieśli tak ogromną świątynię, kosztem wyrzeczeń, dlatego robimy wszystko, żeby ten kościół uratować. ” – mówił proboszcz Szkudlarek.

„Kościół w Lututowie to jest bastion polskości tamtych czasów .

Budowa takiej ogromnej świątyni to była też manifestacja polskości. Wiemy, że wtedy, kiedy budowano kościół, to 60-80% mieszkańców Lututowa było narodowości żydowskiej. Polacy w Lututowie byli w mniejszości. Słynne powiedzenie „wasze ulice nasze kamienice” w Lututowie miało miejsce. W tym czasie społeczeństwu parafii Lututów zależało na pokazaniu, że „my jesteśmy tutaj gospodarzami”, że ten kościół będzie górował nad mniejszymi cerkwiami i synagogami. To był wzór patriotyzmu, pokazanie polskości. Taka była motywacja, aby pokazać Ż{ydom, że to Polacy są tutaj gospodarzami tych terenów. Maleńkie miasteczko Lututów, tych katolików było tutaj naprawdę niewiele. Parafia Lututów miała trzech dziedziców: z Lututowa, Świątkowic i Niemojewa. Kiedy przychodził nowy proboszcz musiała być zgoda większości, dziedzic z Niemojewa z dziedzicem ze Świątkowic zawierali sojusz i przegłosowali dziedzica z Lututowa, mimo, że ten dziedzic z Lututowa był potężniejszy materialnie” – mówił wójt Józef Suwara.

„Tak, jak mówiłem Polak to katolik, zaborca był prawosławny, stąd też i ten kościół świadczył o tym, że Polska żyje mimo, iż Polski nie ma na mapach Europy. Chcemy ratować zabytek o unikalnej w Polsce architekturze. Taki nasz ból i wołanie!

Chcemy ratować naszą świątynię! Dla nas katolików jest to miejsce kultu, jest to dziedzictwo narodowe. To miejsce spotkań ludzi” – powiedział na zakończenie naszej rozmowy proboszcz parafii Lututów ks. Piotr Szkudlarek..

Ilustrowany Tygodnik Powiatowy, jako jedno z lokalnych mediów na tym terenie dołącza się do apelu proboszcza, wójta i parafian.

Zwracamy się do instytucji, urzędów, firm, mediów lokalnych i ogólnopolskich, ludzi dobrej woli – uratujmy kościół w Lututowie.

Uprzejmie zwracamy się do Pani Elżbiety Nawrockiej radnej Sejmiku Województwa Łódzkiego, która dla naszego powiatu i regionu uczyniła bardzo dużo. Pomogła uratować wiele zabytków w powiecie wieruszowskim.

Apelujemy o pomoc i wsparcie w działaniach do pani radnej, aby ratować kościół w Lututowie.

Anna Świegot

E. Tomaszek

Pomoc w odbudowie kościoła http://www.parafia-lututow.pl

Nasz kościół 5 stycznia 2012 r. uległ katastrofie. Tego dnia zawalił się frontowy szczyt naszej świątyni. Każdy chętny może pomóc w odbudowie!

„Darmowym” sposobem jest przekazanie 1 % swojego podatku z zeznania rocznego PIT na odbudowę kościoła.

Aby to zrobić, należy wpisać do odpowiedniej rubryki w zeznaniu rocznym PIT:

nr KRS: 0000216852

na rzecz: Stowarzyszenie Ruch Samorządowy im. prof. Mariana Falskiego w Kuźnicy Grabowskiej

dopisek: „Remont Kościoła w Lututowie”.

Każdy człowiek dobrej woli może też wpłacić dowolną ofiarę na specjalnie utworzone konto remontowe prowadzone w Rejonowym Banku Spółdzielczym w Lututowie:

Parafia Rzymskokatolicka w Lututowie

nr konta: 38 9256 0004 0000 9449 2000 0030

tytułem: „Ofiara na remont kościoła”.

Za wszystkie ofiary składamy serdeczne „Bóg zapłać”

Foto: Archiwum ITP

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wieruszów. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Chcą uratować kościół w Lututowie

  1. Czytelnik pisze:

    Jedyny Kościół w Polsce! No proszę taki mały Lututów! Kto by to pomyślał, że kościół o tym stylu architektonicznym jest jedyny taki w Polsce i zapewne rzadkością w Europie. Życzę powodzenia w ratowaniu tej wyjątkowej świątyni!

  2. Tomasz pisze:

    Przykre to, ale nalezy miec świadomosc, że remont takiego kosciola to ogromny naklad finansowy. chwali się, że nowy proboszcz jest operatywny i z tego powodu zapewne biskup dal go do Lututowa. Nalezy skladac wnioski o dofinansowanie gdzie się da. Myslę, ze jesli wójt dziala wspolnie to sprawy ruszą.