Trochę się zagubiłem

Trochę się zagubiłem. Czasy wydają się nawet dla mnie, który co nieco przeżyłem naszej zmiennej historii, niezrozumiałe. Jakby przyszły z najodleglejszych obszarów kosmosu i stanęły obok. Nie wiem co mam powiedzieć. Jak obronić się przed nacierającym ze wszystkich stron świata Czarnym Ludem, który próbuje objąć mnie swoimi lepiącymi mackami i już z nich nie wypuścić. A przecież tyle jest we mnie pragnienia wolności. Tylko, że ja sam tak do końca nie wiem czym ta wolność jest? Czy może lepiej jej nie szukać. Nawet nie rozmyślać o niej. Tylko od czasu do czasu uciec gdzieś w gęstwinę otchłani leśnych, zagubić się, zbudować szałas i tam zamieszkać. Nauczyć się śpiewać jak ptaki i być przekonanym, że śpiewa się równie pięknie. Ale czy to jest wolność, czy raczej tylko jej mit? Skłaniam się ku mitowi i dlatego zawsze potem powrócę do swojego matecznika. Tutaj najwięcej bywa tej wolności. Czyli poczucia bezpieczeństwa.

W piąty dzień listopada, kiedy już załatwiło się ważne sprawy z najbliższymi zmarłymi i pozostawiło ich w spokoju, pozwalając im tam, gdzieś w nieboskłonach wić swoje gniazdka; wybraliśmy się z żoną na jesienną wycieczkę rowerową. Przedzieraliśmy się naszymi pojazdami o dwóch kołach każde i grubych oponach przez piaszczyste ścieżki, przez błota, kałuże, podmokłe łąki i pięknie wijącymi się między drzewami strumieniami. Poczułem się nagrodzony. Chociaż na chwilę wylądowałem w raju. Jeżeli te miejsca i tę chwilę tak nazwałem, to tak było. Przecież wszystko, co zostało nazwane po prostu się staje. I wtedy na chwilę się stało. Byłem w takim miejscu, gdzie droga pod górę i przez mokradła, przez podmokłą łąkę, przez strumień dawała więcej radości niż gdybym jechał szeroką autostradą. W pewnym momencie skończyły się zarośla i otworzyła się się łąka jak polana, o bardzo soczystej listopadowej trawie, a niej stado krów. Nie wiem jak było ich dużo. Może nawet sto, a może tylko dwadzieścia? Ale było ich tak dużo, że zniechęcało do liczenia. Patrzyłem na te zwierzęta jak urzeczony, a krowy patrzyły na mnie. Patrzyłem na ich wielkie i piękne oczy. A te wielkie jak srebrne dolarówki wpatrywały się we mnie. I to zdziwienie w ich oczach jakby pojawili się przed nimi kosmici, jakby wylądowali obcy na swoich dwukołowych pojazdach. Bo nagle coś wpadło do ich zielonego świata i zakłóciło spokój. Do tej pory nie potrafię zapomnieć tego ich zdziwienia. Każde zwierzę podniosło głowię, zesztywniało i patrzyło w naszą stronę.

A my trochę przestraszeni, że w tym tak pokojowo przyglądającemu się nam stadu może znaleźć się byk i z ochotą ruszy w naszą stronę mocniej naciskając na pedały dotarliśmy do znajdujących się po drugiej stronie zarośli. I spojrzeliśmy jeszcze raz na te zwierzęta, które cały czas patrzyły na nas ze zdziwieniem wielkim. I przypomniało mi się wielokrotnie powtarzana prawda, że tylko ci co potrafią się dziwić dotknąć istoty świata. Rozumiem, że ludzie, ale że krowy potrafią się dziwić tego nie uświadamiałem sobie nigdy. Może dziwiły się, bo ktoś obcy z innej planety, na zadziwiających pojazdach dotarł do ich zdawałoby się niezmiennego pokoju. Dziwiły się, bo może i one potrzebują swojego stabilnego świata. Tak samo jak i ludzie. Przemieszczać się z miejsca na miejsce, omijać się, pozdrawiać wychodzić, wchodzić odjeżdżać i wracać. Ludzie jak mrówki wcale nie chcą, żeby ktoś wkładał w ich świata kij i nim zakłócał spokój, tak samo jak krowy, żeby ktoś z batem biegał po łące. Dlaczego więc jest tylu intruzów, wysadzających się, wjeżdżających w tłumy samochodami, strzelających za węgła czy podpalających się w imię swoich wyobrażeń? Kilku ludzi próbuje mnie i moich sąsiadów szantażować, a mówi się o nich tyle jakby byli głównymi bohaterami sztuki teatralnej zwanej życiem? A tak mało o reszcie, którzy w mozole dnia codziennego pchają wózek zwany dobrym życiem. Tak mało cenimy dobro w innych a wciąż poszukujemy zła i dajemy tak wiele szans tym, co tym złem chcą nas przestraszyć.

Jędrzej Kuzyn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felieton. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.