Liryczna uczta w kępińskim kinie

Urzeczony imprezą poetycką w Kępnie, której dobrym duchem była ostrzeszowianka Ania Nieobska. Po tej lirycznej uczcie w kępińskim kinie, zapytałem Pana Google cóż takiego się stało, że opuściła nasze miasto i musiała swoją wrażliwością roznosić i rozdzielać na obczyźnie. Na początku w Wieruszowie, a obecnie w zaprzyjaźnionym po sąsiedzku Kępnie?

Wiemy, że nie łatwo było dotychczasowej p. dyrektor pożegnać się z dyrektorskim fotelem, nawet się rozchorowała. Cóż, przywiązanie do miejsca pracy to piękna rzecz, ale co począć, skoro ktoś uznał, że dziesięć lat ukulturalniań ostrzeszowian wystarczy. Trzeba obiektywnie przyznać, że było w tym dziele wiele sukcesów, wśród nich powołanie do życia festiwalu Baszta.(abstrahując od oceny pojedynczych edycji) – ukochanego dziecka dyrektor Niesobskiej. Ale były i porażki. Za najistotniejszą z nich uważam ( a nie jestem z tym odosobniony ) – współpraca z ludźmi, pracownikami OCK.

Pan Google oczywiście wiele więcej powiedział i każdy może się z tym zapoznać. Ale te słowa napisane przez z jednego z redaktorów regionalnej gazety w jakimś tam stopniu świadczą o jego, i nie tylko, stosunku do sprawy.

Kiedy obchodziła Ania z OCK dopiero co zamieszkałym w tym miejscu i na wszystko patrzyłem jak na stworzenie świata. I dziwiłem się, że poprzedni burmistrz z taką łatwością oddaje swoje diamenty, przejmując się bardziej futerałem który je otacza. Bo oburzyli się pracownicy. Praca w kulturze to jak walka na pierwszych liniach frontu, trochę jak walka don Kichota z wiatrakami. To jak saper, który podchodzi do nieznanego niewybuchu i wie, że każda jego pierwsza pomyłka najczęściej bywa jego pomyłką ostatnią. Kultura to nie przechowalnia matek z dziećmi, nawiedzonych dewotek czy starszych panów, którzy bardziej lubią zaglądać do kieliszków niż do nowości wydawniczych. Zadowalają się wspomnieniami i nie potrafią patrzeć w przyszłość. To praca z artystami, niełatwa, bo bywają to ludzie nietuzinkowi, którzy nigdy siebie nie poznali do końca i zawsze gubią się między sobą a innymi. Poszukują niepopularnych i nowatorskich rozwiązań, których większość w swoim konformistycznym charakterem zwykła unikać. Nie jest to praca łatwa i tylko nieliczni się w niej sprawdza. Proszę zatem sobie wyobrazić, jaki stres jest już dla osoby będącemu szefem całej tej kulturalnej bandy. Ile charakterów trzeba złamać. Przekonać ich do rezygnacji z własnych ambicji i satysfakcję przeżywać w szacunku do siebie i zadowolenie z własnej pracy. Bo efekty są widoczne. I dlatego trochę dziwią mnie wydawane w tamtym czasie opinie dziennikarza miejscowej gazety, który nie rozumie sprawy i wydaje wyrok powielając czyjeś sugestie nie próbując znaleźć trudnej, ale prawdziwej oceny sytuacji.

Rozmawiając tak z panem Google zauważyłem jak trudną sprawą jest osiągnięcie sukcesów, trzeba wiele wysiłku, żeby ludziom dogodzić i zachęcić ich do owocnej pracy. Śledząc historię dokonań Ani Niesobskiej widać, że w każdym miejscu napotykała na mur, który musiała rozwalić. Czasami trzeba było użyć nawet pneumatycznego młota. Inaczej się nie dało. Nigdzie nie było łatwo. Tak jakby wszyscy przyglądali się z ciekawością i nastawieniem, chyba się jej nie uda. Ale udaje się i to potem wielu denerwuje. Napotyka wrogów, z którymi należy walczyć, inaczej oni osiągną swój cel. Małą kapliczkę zawiści. A jak mówi mój ulubiony filozof myśli wschodniej, Jiddu Krishnamurti w Księdze życia, mówi:
Z pewnością stajesz się tym co zwalczasz… Jeżeli jestem rozgniewany, a ty spotykasz mnie tak pełnego gniewu, co się wtedy dzieje? Gniew się potęguje. Stajesz się tym kim ja jestem. Jeżeli jestem zły, a ty zwalczasz mnie złem, wówczas ty również stajesz się zły, bez względu na to, za jak dobrego się uważasz. Jeżeli jestem brutalem a ty, by mnie pokonać posługujesz się brutalnymi metodami, stajesz się takim samym brutalem jak ja.

Jeżeli ktoś znajdzie czas i prześledzi życiorys Ani Niesobskiej ( tu jeszcze raz odwołam się do Pana Google ) stwierdzi jak kamienista była jej droga. W ilu miejscach była zwalnia, w ile popadła konfliktów, ale ile stworzyła ciekawych artystycznych imprez, których działacze kulturalni trzech sąsiednich powiatów nawet nie byli sobie w stanie wyobrazić. Może kiedyś napisze o tym książkę, byłoby to moim zdaniem bardzo interesujące studium ludzkich namiętności i kompleksów.

Ale co się odwlecze to nie uciecze. Sukcesy podążają za Panią Anią, ostatni koncert w Kępnie toczący się wokoło Wierszy z Poczekalni jest tego dowodem. Potrafiła wlać nadzieję w serca regionalnych twórców, a i miłośników regionalnej kultury do nich zbliżyć. I piątkowy wieczór uczynić czasem lirycznym ,wypełnionym krainą łagodności.
A na zakończenie cytat z Jej wiersza

Noc kręci głową
Kiedy gadam z księżycem
O bardzo ważnych bzdurach.
Przekomarzamy się
bo on kocha gwiazdy
a ja ludzi…

Może rzeczywiście wszyscy powinniśmy chcieć się tego nauczyć, i uczyć bez końca.
Kochać ludzi

Jędrzej Kuzyn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felieton. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.