Felieton Jędrzeja Kuzyna

Orły na wałki – dobiegło do mnie stwierdzenia mojej żony. Wyszła pokoju gdzie pozostawiłem włączony telewizor. I rzuciła we mnie tym hasłem. Spojrzałem na nią swoimi wielkimi, krowimi oczyma jak na kogoś, kto właśnie wylądował z obcej planety. O co jej chodzi? Wyrwał mnie z mego zamyślanie, jakby chciał przekazać ważną wiadomość. Jakie orły i na jakie wałki je ona wysyła? Przez myśl przeszły mi nawet te słynne papiloty Halinki z serialu Świat według Kiepskich. Nie potrafiłem połączyć faktów. Uruchomiłem wyobraźnię i pamięć. Ale pamięć nie chciała wzbogacać mnie obrazami. Mimo, że biorę środki na poprawianie pamięci i tak szwankuje. I nie zawsze potrafię poskładać podążających w moją stronę informacji.

Już samo słowo orły jest bardzo podejrzane. Bliżej mi do wron, sójek, czy srok. Nawet wróbli. Orły to raczej na sztandarze, czy w godle. Szlachetne ptaki, ale obce i nietowarzyskie.

Dopiero po chwili zrozumiałem, że powtarza telewizyjne hasło o tych orłach, co wezmą udział w zbliżających się mistrzostwach świata w piłce nożnej. Także tęsknie, za meczami naszej reprezentacji. Im i sobie życzę tego samego; sukcesu. Ale po co to wszystko, te tysiące informacji, co jedli, co myśleli, czego się boją, i czy stres nie zaprowadzi ich do ślepych uliczek. A kontuzja jednego z piłkarzy przez wiele dni ściągała sen z oczu połowie Polaków. Pamiętam mistrzostwa w Korei. Do dzisiaj mam niesmak do szybkich zup, które reklamowały poprzednie orły. Wyjechały wtedy te nasze dzielne ptaszyska jak Zawisza Czarny na swoim rumaku, a wróciły na tarczy. Dzisiaj kiedy pojawia się chociażby jakaś mała wzmianka o przygotowaniach do mundialu w Rosji, automatycznie przełączam na inny kanał. Także tęsknię do mistrzostw, ale odkładam te najpiękniejsze chwile na potem. Staram się być głodny piłki, a nie przesycony nią do tego stopnia, że aż grozi to odbiciem się czkawką, czy nawet niestrawnością. Zobaczę ich dopiero podczas śpiewania hymnu. Bo śpiewanie hymnu, obojętnie przez kogo, dorosłych, dzieci, sportowców, małolatów, czy seniorów zawsze mnie wzrusza i gniecie gdzieś, pod serduchem w dołku.

A potem niech gryzą trawę. Chcę się upić piłką jak dobrym winem, a nie przez cały czas chodzić na kacu. Trzeba szanować swoje emocje. Nie rozmieniać je w kurniku codzienności.

Kiedyś chłonąłem każdy szczegół, czytałem wiadomości i nowinki. Człowiek się zmienia i to chyba dobrze. I dobrze, byśmy zdawali sobie z tego sprawę, że każdy musi przejść przez różne labirynty, by dość do swojej stabilizacja, aprobaty i zadowolenia, co nazwać można po prostu szczęściem. Na razie upijam się winem niewiedzy i radości z wolności jaką sobie narzucam, potem mam nadzieję będą w mojej głowie buzować bąbelki z szampana sukcesu?

Jędrzej Kuzyn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felieton. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.