Felieton Jędrzeja Kuzyna

Dzisiaj tak na poważnie. Wszyscy, myślę, że nie ma takiego, co nie wierzy, albo nie ma chociaż nadziei, że tam po drugiej stronie granicy zwanej śmiercią, coś jednak istnieje.

Jakiś haczyk, chociażby jak ten na ręczniki, gdzie można powiesić nasze przebrzmiałe życie jak nowe, by ono już trwało przez wieczność. Po co nam to pragnienie wieczności? Dziwię się tym wszystkim oczekiwaniom, a jednocześnie nie potrafię zrezygnować z takich konfabulacji.

Nie chciałbym umrzeć tak do końca. Coś z tego, co w sobie wypracowałem, jednak przenieść na poziom wyższy. I tam zachwycać się własnym istnieniem i dumnym być, że udało się stworzyć coś takiego jak ja i temu, że zostało przeniesione do nieznanego panteonu. Zachować moje ja ego, z którym nie potrafię się rozstać, a wszystko czynię by trwało, rozbrzmiewało wokoło mnie jak dźwięk instrumentu, który potrafi przenikać nawet przez ściany.

Ale czy warto te tysiące, miliardy bezimiennych istot, w większości bez wyrazu, gromadzić w jakieś niebiańskiej bibliotece i przechowywać przez wieczność? Nie znam odpowiedzi.

Czasami tylko zadaję sobie to pytanie. Nawet wciąż zadaje sobie to pytanie, kiedy próbuję wyobrazić to miejsce, do którego w strachu przed śmiercią czekam. Ale gdy podglądam wyobraźnię innych jeszcze większe wypełniają mnie wątpliwości. Jak bardzo jesteśmy bezradni w swoich marzeniach. Są one jak reklamy piwa, albo grilla. Skaczący młodzieńcy i obok równie radosne panienki, w rytm łatwej muzyki i ze szkłem w ręku, kręcące się wokoło własnej osi, przeświadczeni, że tylko taniec jest obrazem szczęścia i mogliby tak w nieskończoność.

Nie wiem czy chciałbym, żebym w niebie przez cały czas śpiewał i słuchał piosenek, i tańczył? Albo bym śpiewał w jakimś chórze ocierając o szaty prawdziwych aniołów. Więc co ta nasza powszechna codzienność może nam jeszcze zaproponować. A może intelektualną głębię przebijająca nieskończone obszary egzystencji? Tylko czy tam po drugiej stronie to jeszcze będzie egzystencja?

Jędrzej Kuzyn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felieton. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.