,,Tęsknił za swoimi stronami, za swoją Prosną,, – kolejna relacja z obchodów 110. rocznicy urodzin Księdza mjr Szczepana Walkowskiego

Prelekcję dla szerokiego grona w Sanktuarium Miłosiernego Jezusa Pięciorańskiego nt. życia i działalności Księdza mjr Szczepana Walkowskiego wygłosił Ksiądz dr Kamil Kęsik.

 

 

tęsknił za swoimi stronami, za swoją Prosną” .

Wielce Szanowny Przeorze i Proboszczu o. Piotrze wraz ze współbraćmi, przedstawiciele władz państwowych, wielce Szanowni żołnierze Wojska Polskiego, droga rodzino ks. mjr. Szczepana Walkowskiego,p. Prezesie SH im. ks. mjr. Sz. Walkowskiego, mieszkańcy Wieruszowa.

1. Skąd źródła?
2. Temat
Chciałem rozpocząć od słów, które w 1994 r. skierował w liście przyjaciel ks. Walkowskiego Karola Konicki do Zofii Bratuszewskiej w Cieszęcinie, sam będąc już „w pełni wieku”, gdzie odnośnie do ks. Walkowskiego pisał: „tęsknił za swoimi stronami, za swoją Prosną”.

Nie będę przytaczał szczegółowego życiorysu ks. mjr., sądzę że jest dość dobrze znany, chociażby z Wieruszowskiego słownika biograficznego, łamach „Ilustrowanego Tygodnika Powiatowego”. Pozwolę sobie tylko w sposób chronologiczny – w oparciu o posiadane dokumenty – przywołać tą tytułową tęsknotę księdza Walkowskiego za tą swoją Prosną, która w jego emigracyjnej tułaczce uosabiała to wszystko co Polskę stanowiło, i miejmy głęboką nadzieję, że nadal stanowi.

Ks. Szczepan Walkowski należy do grona jednego z bardziej enigmatycznych i tajemniczych duchownych diecezji częstochowskiej okresu międzywojennego. Wynika to z faktu, że koleje losu na bardzo krótki czas związały jego pracę kapłańską z ziemią wieluńską, mimo tego, że urodził się na jej historycznym terenie. Z biegiem lat stał się postacią niemalże zapomnianą wśród duchowieństwa diecezjalnego, Święcenia kapłańskie przyjął pod koniec czerwca 1939 r., a już za dwa miesiące rozpoczęła się II wojna światowa. Krótko przed dziejową hekatombą został mianowany wikariuszem w Lututowie k. Wielunia, gdzie 1 września 1939 r. doświadczył niemieckiej agresji. Już 2 września, ratując swoje życie przed najeźdźcami, rozpoczął ewakuację, kierując się w stronę Rumunii i Jugosławii, aby przedostać się do Włoch a stamtąd do Wielkiej Brytanii. Po zakończonej wojnie nie mógł wrócić do Polski, gdyż został nazwany przez komunistów wrogiem systemu. W 1949 r. wyjechał do Argentyny, gdzie oddał się całkowicie pracy duszpasterskiej wśród Polonii skupionej w prowincji La Plata. Tutaj działał w sposób wzorowy i wyczerpujący, jego oddanie sprawom kościelnym i polonijnym było doceniane przez społeczność argentyńską i polską.

3. Patriotyczne epizody
W latach 1933-1939 – idąc śladami brata Mieczysława – wstąpił do Częstochowskiego Seminarium Duchownego w Krakowie z równoczesnym podjęciem studiów teologiczno-filozoficznych na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym czasie brał udział w organizacjach młodzieży akademickiej i był prezesem Bratniaka Teologów, który był częścią Bratniej Pomocy Studentów. Za zgodą kard. Adama Sapiehy klerycy mogli zapisywać się do tej organizacji, dzięki czemu ta lewicowa organizacja z racji dużej liczby kleryków stała się związkiem na wskroś katolickim i narodowym. Członkowie bractwa 24 maja 1936 r. w czasie pielgrzymki na Jasną Górę złożyli specjalne ślubowanie. Wydarzenie to było na tyle silne w świadomości ks. Walkowskiego, że przywołał treść tej przysięgi religijnej w kazaniu zatytułowanym Do moich słuchaczy wygłoszonym w Seland 3 maja 1945 r.:

„Przyrzekamy przeto i ślubujemy Chrystusowi Królowi i Tobie Królowej naszej, Patronce polskiej młodzieży akademickiej, że zawsze i wszędzie stać będziemy przy świętej wierze Kościoła katolickiego w synowskiej uległości dla Stolicy Apostolskiej, że wiary naszej bronić i według niej rządzić się będziemy w życiu naszym osobistym, rodzinnym, społecznym, narodowym i państwowym”.

Po dotarciu do Rzymu 9 października 1939 r. korespondował z rodzicami pozostałymi w Polsce. Zachęcali go do studiowania i cieszyli się, że udało mu się uciec z polskiej gehenny, bo w tym momencie, jak pisała matka: […] wybrałeś sobie miejsce najlepsze”.

Duchowny przerażony rozwojem sytuacji wojennej i swoją ewakuacją, pisał do bpa Kubiny 16 grudnia 1939 r.:

„Przypadek chciał, że od dwóch miesięcy znajduję się w Rzymie. Parafię opuściłem na skutek wyraźnego polecenia mojego proboszcza, który również placówkę opuścił. Jako młody kapłan odczuwam wielką przykrość, że po paru tygodniach pracy byłem zmuszony opuścić parafię”.

Wyraźnie można zauważyć niepewność podjętej decyzji o opuszczeniu parafii, co było powodem jego wewnętrznego niepokoju.

W Coetquidain we Francji na pierwszy turnus szkoły podchorążych. W stopniu kaprala otrzymał przydział do Brygady Podhalańskiej, ale szybko bp Gawlina mianował go kapelanem Zapasowego Ośrodka Oficerskiego w Sables-d’Or-les Pains. Po zdobyciu Francji prze Hitlera w czerwcu 1940 r., przeniósł się do Anglii gdzie niebawem został przydzielony do lotnictwa polskiego. W latach 1940–1941 współpracował z ks. dr Leonem Broel-Platerem, ówczesnym szefem duszpasterstwa polskiego lotnictwa przydzielonego do RAF-u.

Będąc kapelanem w szkole pilotażu odbył kurs latania samolotami wojskowymi. Służąc w różnych jednostkach lotniczych szczególnie zżył się z 304 Dywizją Obrony Wybrzeża. Duszpastersko udzielał się również przy jednostkach lotniczych w Davidstow Moor (1943), Sealand (1944–1945), Dunholme Lodge (1945–1948) i okazjonalnie w miejscowościach Hereord i Blakpool. Po wojnie był kapelanem Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. W jednostce lotniczej w Sealand, za wiedzą polskiego Ministerstwa Oświaty w Londynie, zorganizował czteroklasowe gimnazjum, gdzie uczył religii i łaciny. Wielu wiernych francuskojęzycznych i anglojęzycznych w tych latach garnęło się do niego, aby skorzystać z sakramentu pokuty, gdyż bezproblemowo mógł w tych językach rozmawiać z penitentami.

Pobyt duchownego na terenie Wielkiej Brytanii w latach 1940–1949 obfitował w sporą ilość kazań i homilii wygłoszonych przez niego podczas uroczystości religijnych i patriotycznych. W forcie Davidstow Moor wygłosił większość przemówień, które są dostępne w formie pisanej. W Święto Żołnierza Polskiego 15 sierpnia 1943 r. akcentował waleczność polskich sił zbrojnych i zapisał:

„Rok trzeci minął i czwarty dobiega końca, jak z kraju poszliśmy na daleką tułaczkę, by ponownie chwycić za broń i walczyć dalej o Polskę”.

Ubolewał, że wróg nadal panoszył się w Polsce bezkarnie. Z przerażeniem komentował:

„Kraj niegdyś kwitnący, zmienia się w kraj ugorów”.

Mimo tej tragedii narodowej apelował do polskich żołnierzy, przywołując chlubne epizody z historii Polski, aby brali udział w odtwarzaniu państwowości. Odwoływał się do największej glorii polskiego oręża z walk w 1940 r. w obronie Francji i Anglii. Zachęcał, by w nowe grancie powojennej Polski wnieśli takie same dostojeństwo polskiego żołnierza, jakie było zauważone wówczas na zachodzie Europy.

Ponadto w swoich wypowiedziach podejmował szeroką tematykę spraw polskich, które stanowiły sedno interesów narodowych. 5 września 1943 w kazaniu Oto, Matka twoja zwrócił uwagę na polskie kobiety-matki, które doświadczały niemieckiego terroru poprzez masowe mordy. W narracji duchownego, nader słusznej, ich śmierć była wynikiem pobożnego trwania na posterunku matek wychowujących dzieci w duchu katolickim, czego nie mogli znieść Niemcy. 19 września 1943 r. w kazaniu Dekalog relacjonował aktualną sytuację w następujący sposób:

„Wkroczyliśmy w piaty rok wojny, która z całą swą grozą i wszystkimi okropnymi następstwami spadła na świat. […] Cztery lata już Polska w ciężkiej żałobie, opłakuje jak Rachel, synów swych […]. Prawdziwy Polak-katolik nie zrzuca odpowiedzialności za wojnę na Boga, bo wie, że wywołali ją ludzie, dla których niczym było prawo natury, prawo Boże […]. Wierzymy, że z bólów, łez i krwi bieżącego pokolenia wyrośnie wielkość Narodu Polskiego”.

Przebywając w Sealand, 27 lutego 1944 r. w kazaniu pt. Czy tedy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko ku chwale Boga czyńcie podjął tematykę moralnej misji narodu polskiego, wyprowadzając ją z analizy wielu wątków historycznych. Uważał, że misją narodu jest dążenie do przyszłości jako bytu państwowego: „Misja narodu to nie to co było, ale to co będzie”.

W kazaniu W Tobie Panie, położyłem nadzieję, nie będę zawstydzony na wieki, stwierdził, że Polska „i dziś jest przedmurzem chrześcijaństwa”. Nie szczędził również słów krytyki względem epizodów z historiografii polskiej, które doprowadzały do jej osłabienia. Mówił, że przyczyną upadku państwowości nie były zapędy misyjne w Europie Wschodniej, ale niestałość w „łasce Bożej”, bo między chwalebnymi incydentami (zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem) były też sytuacje karygodne (ślub księcia Aleksandra syna Zygmunta Augusta z carówną moskiewską), co określił „brakiem szaty godowej” narodu polskiego w poszczególnych momentach historii.

Po przejściu na północ Wielkiej Brytanii do Dunholme Lodge, 23 grudnia 1945 r. wygłosił kazanie o znamiennym tytule zapożyczonym z suplikacji i wiersza-hymnu Jana Kasprowicza – Od powietrza, głodu, ognia i wojny i od szatana, który w dom przychodzi i dusze zwodzi – zachowaj nas Panie. W bolesnym tonie mówił o porażce człowieczeństwa, które dokonało się za sprawą narodu niemieckiego w obozie koncentracyjnym w Dachau. Pisał:

„Pragnę dziś mówić o jednym z największych na świecie castrum dolores – obozie boleści, przerastającym mityczne męki Tantala, męczeństwa pierwszych chrześcijan, który na zawsze będzie znany jako Dachau”.
Kontynuował:

„Sprawcy tej zbrodni wystawili sobie pomnik trwalszy niż spiż, choć zbudowany z popiołów i ciał ludzkich”.

Analizując całość homilii dostrzega się głęboki i niemy szok Polaka nad tym, czego dokonali Niemcy w tym miejscu kaźni.

Duchowny doniośle celebrował polskie uroczystości trzeciomajowe. 3 maja 1945 r. w homilii, mającej charakter manifestu, zatytułowanej: Drodzy Rodacy pisał:

„Jak te ptaki wyrzucone przez czarnych orłów z gniazd swoich rodzinnych, po wszem świecie rozproszeni, tęsknotą za stronami rodzinnymi pożerani, rozglądamy się nieśmiało wokoło, azali nie świta już zorza wolności”.

Pod koniec wojny wysunął propozycję zebrania rodaków w celu wspólnego świętowania obchodów 3 Maja. Owocem uroczystości miało być wypracowanie programu na przyszłość powojenną w Polsce, który miała zaproponować Polonia. Po definitywnej porażce Niemców, 14 kwietnia 1946 w kazaniu pasyjnym Ojcze mój, jeżeli może to być, niech odejdzie ode mnie kielich; wszak nie jak ja chcę, ale jako Ty błagał słowami własnej modlitwy:

„Przez cierpienia Twoje, niech cierpienia Polski staną się lżejsze. […] Przez Twoją śmierć krzyżową, niech Polska pocznie żyć”.

Świadectwem pobożności maryjnej ks. Walkowskiego była homilia z początku października 1948 r. – Królowo Różańca Świętego – Módl się za nami. Mówił w tonie tęsknoty polskiej emigracji rozsianej po świecie:

„U nas w Polsce, miesiąc mieniący się złotem i czerwienią, a w naszych górach grający fioletem. Miesiąc rozmodlony „zdrowaśkami”, miesiąc Królowej Różańca Świętego”.

Przywołał swoją pracę kapelana wśród żołnierzy i formę pobożności jaka wtedy wśród nich była praktykowana. Dowiadujemy się, że zabitym lotnikom kompani wkładali w ręce koronkę różańca, tę samą, którą podczas lotów mieli przy sobie. W małych kapliczkach wojskowych w Anglii na biało-czerwonej szachownicy widniał obraz Matki Bożej Częstochowskiej przed którym klękali lotnicy modląc się „zdrowaśkami” szykując się do podjęcia kolejnej misji powietrznej.

Jedno z ostatnich kazań wygłoszonych przez ks. Walkowskiego na angielskiej ziemi miało miejsce w 1948 r. z racji święta 11 Listopada. W homilii Najmilsi w Chrystusie ubolewał nad Polską, że po wojnie znowu straciła niepodległość „ale tylko fizycznie, bo w duszach i sercach naszych święte imię Ojczyzny głęboko jest wyryte złotymi zgłoskami”.

4. Segunda Patria
W latach 1945–1950 przybyło do Argentyny ok. 20–22 tys. osób, zwłaszcza żołnierzy z II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, a także lotnicy z RAF-u i innych formacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W tej grupie przybyli Polacy, którzy nie mogli zgodzić się na sytuację polityczną, jaka zaistniała w Polsce po 1945 r. Ten sprzeciw był najbardziej integrującym impulsem dla polskiej emigracji w Argentynie. Jeszcze istotniejszym czynnikiem scalającym stały się wartości religijne.

Po dotarciu do Argentyny 7 marca 1949 r. przez trzy miesiące mieszkał w domu dla księży emerytów w Buenos Aires, do którego skierował go ks. Aleksander Michalik SVD, wieloletni duszpasterz polonijny w tym kraju. Był tam już obecny ks. Stanisław Byliński, więzień obozu niemieckiego w Dachau. Duchowny ten przedstawił polskiego przybysza kard. Santiago Luis Copello w Buenos Aires w celu uzyskania dla niego misji kanonicznej. Argentyński kardynał doskonale znał położenie wojenne i powojenne Polaków, dlatego bez przeszkód zaakceptował plan duszpasterski duchownego dotyczący pracy wśród tamtejszej Polonii.

Ostatecznie ks. Walkowski osiadł w Quilmes 1 czerwca 1949 r. i stąd roztaczał opiekę duszpasterską nad Polakami rozsianymi wzdłuż linii kolejowej Buenos Aires – La Platta (Wilde, Don Bosco, Bernal, Bernal-Oeste, Florida, Florencio Varela, Quilmes, Ezpeleta, Berazategui, Parada, Plátanos i Hudson). Quilmes – zwłaszcza dzielnica Ezpeleta – stała się mimo tych przeszkód miejscem docelowym ks. Walkowskiego. Rozpoczął organizować szeroko pojęte duszpasterstwo w miejscowościach stanowiących parafię, i szerzej – obejmujące całą Polonię. Aktywność była wielowymiarowa, jednak posługa sakramentalna i kaznodziejska stanowiły szczególny punkt duchowości polskiego kapłana.
W kazaniu na Nowy Rok 1 stycznia 1952 r. mówił:
„Kilka lat dzieli już nas od zakończenia wojny. Niestety, stwierdzamy dziś ze smutkiem, że gmach naszej nadziei był tylko domkiem z kart, który rzeczywistość obaliła”.
Wypowiedź ta dotyczyła sowieckiej dominacji w Polsce. Mobilizował Polonię do wiernego upominania się o prawa wolnościowe w Ojczyźnie, zapewniając o wiernym towarzyszeniu rodakom w tym nierównym starciu:

„Emigracja polska na swoich wygnańczych szlakach dotrzyma w tym kroku Macierzy”.

20 stycznia 1952 r. w Collegio San Jose w Quilmes ks. Walkowski przygotował jasełka, które zostały odegrane przez dzieci z polskiej szkoły, które dopiero nauczyły się podstaw języka polskiego. Odwołano się w nich do staropolskiej tradycji chodzących kolędników. Wydarzenie miało silny akcent patriotyczny dla lokalnej społeczności.

Wielkim przeżyciem dla miejscowej Polonii były zorganizowane po raz pierwszy w Berazategui Zaduszki 4 listopada 1951 r. według typowych polskich zwyczajów. Wierni w wielkim napięciu zebrali się przy mogile gen. Rakowskiego – miejscu łączącym Polaków w tej szerokości geograficznej. Duchowny, o którym wówczas pisano – „niestrudzony duszpasterz” – odmówił modlitwy wstępne, odśpiewał w języku łacińskim Salve Regina i wygłosił kazanie. Relacjonowano je w następujących słowach:

„Słowa były tak rzewne i tak przekonywujące, że wydawało nam się, że znajdujemy się w danej chwili u nas w Polsce – na naszych cmentarzach”. Miejscowy chór odśpiewał pieśni w W mogile ciemnej i W dzień ów dzień gniewu Pańskiego.

Wzruszającym momentem dla wiernych był Apel Poległych odczytany przez ks. Walkowskiego.

Okazale wypadły również święta Wielkanocne w 1954 r. Tłumy wiernych uczestniczyły we mszy i procesji rezurekcyjnej w Quilmes. Śpiewał chór im. F. Chopina. Kunszt śpiewaczy był komentowany przez rodaków, jak i przez Argentyńczyków, co spuentowano słowami: „inicjatywa zapoczątkowana przez ks. Walkowskiego jest najlepszą propagandą kultury i tradycji polskiej wśród katolików Argentyny”.

Był:
– organizatorem Samopomocy Lotniczej, której był prezesem przez trzy lata.
– członkiem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów (SPK)
– udzielał się w Klubie Polskim im. I. Paderewskiego w Quilmes,
– Towarzystwie Polskim im. gen. Sikorskiego w Berazategui,
– Bibliotece Polskiej im. I. Domeyki
– Kole Przyjaciół Harcerstwa Polskiego w Quilmes.
– przewodniczącym komitetu redakcyjnego gazety „Głos Polski. La voz de Polonia”

Lokalna społeczność odnosiła się do niego z wielkim szacunkiem i w nim widziała swego duchowego łącznika z Ojczyzną. Na kilka miesięcy przed jego śmiercią pisano o nim:

„Jest człowiekiem głęboko wykształconym i stale swe wiadomości pogłębiającym. Zna wszystkie tendencje społeczne, zna nowe prądy filozoficzne, znane jest mu szamotanie się człowieka, które by mogły przybliżyć doskonałość i pokój Boży dla skonwulsowanych społeczeństw”.

Ceniono jego elokwencję i wiedzę teologiczną. W czasie Soboru Watykańskiego II na łamach „Głosu Polskiego” tłumaczył zagadnienia patrystyczne. Wpoił wiernym, że kościół w Quilmes miał dowodzić, że polska obecność w tej części świata nie była daremna, bo „nie tylko wołaliśmy o prawa Boże wolności i niepodległości dla naszej Ojczyzny, ale wznosiliśmy również dzieła Boże”.

W 1969 r. Zarząd Związku Polaków w Argentynie podjął starania o uczczenie 20 lat nieprzerwanej pracy ks. Walkowskiego dla sprawy polskiej na emigracji. W „Głosie Polskim” pisano:
„ksiądz Walkowski odprawił przez te dwadzieścia lat tysiące Mszy świętych, udzielił nieznaną ilość pociech religijnych, otarł wiele łez i wielu z nas emigrantów, odprowadził na wieczny spoczynek, z układaniem numerów „Głosu Polskiego”, z pisaniem artykułów po nocach, z czytaniem licznych ksiąg i pism. Wszystko to w atmosferze wielkiej samotności kapłańskiej służby”.
Ostatnim akcentem łączności z Londynem było włączenie go do grona Kawalerów Orderu Odrodzenia Polski za zasługi na polu pracy duszpasterskiej i wychowawczej wśród wychodźstwa polskiego w Argentynie.
Gdyby niefortunny wypadek samochodowy, jeszcze przez wiele lat Polonia argentyńska mogłaby cieszyć się jego zapałem kapłańskim i uczyć się od niego patriotyzmu. W prywatnych rozmowach usilnie zdradzał wielką tęsknotę za Ojczyzną – „tęsknił za swoimi stronami, za swoją Prosną”. Jeszcze 1 marca 1969 r. matka ks. Walkowskiego wysłała list do syna, w którym zdała relację z przebiegu uroczystości swoich 80. urodzin i informowała o sprawach iście prozaicznych z okolicy Cieszęcina i Wieruszowa.

Ks. Walkowski w niedzielę 8 czerwca 1969 r. wyjechał do Sarandi, aby odprawić mszę dla Polaków

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments