Ciekawostki Lututowa cz. II.

Z  Lututowa powiat Wielunski 

 

 

 

Strona tytułowa tygodnik  informacyjno – społeczny przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA. Fot. Autor

Na sygnał alarmowy zebrało się po 15 minutach 18 strażaków z ogólnej liczby 50. Z powodu dużego błota nie można było przerobić nawet ćwiczeń rzędowych. Utrzymywanie narzędzi pozostawia dużo do życzenia; winna temu remiza, której stan jest opłakany. Jest wznoszony nowy gmach, nawet kosztowny. Narzędzia posiadane są ciężkie. Niezbędne jest nabycie lekkiej sikawki zdejmowanej.

Strona tytułowa tygodnik  informacyjno – społeczny przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA. Fot. Autor

Z Lututowa, pow. Wieluńskiego.

Dzień 12 czerwca r. b. był niezwykłą uroczystością w naszem miasteczku. Niezwykły ruch na ulicach od samego rana: stawianie bram tryumfalnych, wysadzanie ulic drzewami, dekorowanie domów chrześcijańskich zwiastowały przybycie do nas Drogiego Gościa. O godzinie 5 po południu wyruszyła z kościoła procesja na powitanie J. E. ks. Krynickiego, Biskupa – Sufragana djecezji Kujawsko-Kaliskiej. Powitanie nastąpiło przy bramie tryumfalnej, pobudowanej na granicy powiatu przez gospodarzy rolnych. Stąd wyruszyła procesja do kościoła przy udziale licznych tłumów wiernych, przy dźwiękach pieśni nabożnych i orkiestry strażackiej.

Żywe zainteresowanie wzbudziła u J. E. ks. Biskupa nowa świątynia, wzniesiona niedawno w Lututowie z dobrowolnych ofiar parafjan za staraniem ks. kan. Kazimierza Ucieklaka(?), który nie szczędząc swego zdrowia, nie działając przymusowo, wybudował powyższy kościół taki wspaniały, jakim nie może się poszczycić żadne miasto powiatowe w gub. Kaliskiej. Z powodu braku nowego ołtarza, konsekracja kościoła została odłożona na czas późniejszy. Natomiast J. E. ks. Biskup raczył poświęcić dom strażacki, wybudowany w Lututowie w rynku staraniem zarządu straży, na czele którego stoi p. Klemens

Krenn, miejscowy sędzia Pokoju. Dom ten robi bardzo miłe wrażenie, zbudowany bowiem w stylu czysto polskim (zakopiańskim) mieści w sobie salę teatralną, remizę i pomieści biuro T-wa Pożyczkowo – Oszczędnościowego i bibliotekę. Przez wybudowanie nowego kościoła, domu strażackiego oraz elektrowni, Lututów znacznie się upiększył. Natomiast oświata u nas nisko postawiona: oprócz 2 szkół elementarnych, nie ma wyższej uczelni, nie ma również sklepu spółkowego, kółka rolniczego, a czasby o tem pomyśleć.

Czytelnik.

Pismo tygodniowe, poświęcone sprawom kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce – GŁOS EWANGELICKI Nr 16 z dnia 22 kwietnia 1923 r.

W sprawie zwrócenia ewangelikom domu modlitwy w Świątkowicach.

W Nr. 100 Kur, War. znajdujemy list otwarty p. Prezesa Konsystorza Ew.-Augs. J. Glassa, który jest odpowiedzią na fałszywe oświetlenie poruszonej sprawy w „Gazecie Warszawskiej”. Przytaczamy go dosłownie.

W jednem z pism w artykule, omawiającym polecenie przez władzę zwrócenia ewangelikom domu modlitwy w Świątkowicach, ziemi wieluńskiej, napiętnowano działalność obecnego ministra W. R. i O. P. za rzekome „ograbianie polskiej większości, ażeby się przypodobać ewangelickiej mniejszości”.

W sprawie tej, gdzie poruszono tak szerokie hasła, a zarazem zakwestjonowano uczucia narodowe ewangelików polskich, proszę o gościnę dla tych słów kilku, opartych na zasadzie materjałów, znajdujących się w aktach konsystorza ewangelicko – augsburskiego.

Aktem notarjalnym z dnia 3 maja 1862 r. ówczesny właściciel dóbr Swiątkowice Pelagjusz Cielecki, wypuszczając część dóbr w dzierżawę wieczystą Janowi Bellermanowi, z części tej przeznaczył bezpłatnie na cmentarz ewangelicki morgę jedną oraz pod budowę szkoły i na użytek nauczyciela wiejskiego mórg sześć (punkt 6 aktu), zastrzegając, że „nad szkołą tą, w której nauczyciel ma wykładać po polsku, a dodatkowo i po niemiecku, opieka główna ma należeć do właściciela dóbr i bez jego zezwolenia nauczyciel, ani wybrany, ani zmieniony być nie może” (punkt 13 aktu).

Tym sposobem w tym już akcie pierwotnym miał ofiarodawca na myśli dzieci ewangelickie, skoro obok głównego wykładu polskiego włożył na nauczyciela obowiązek wykładania dodatkowo po niemiecku. Do gruntów powyższych, w myśl aktu z dnia 28 czerwca 1863r. Bellerman dołączył bezpłatnie jeszcze mórg pięć dla szkoły elementarnej ewangelickiej, aktem zaś z dn. 20 lutego 1865 r. Bellerman zawarł z kolonistami akt zamiany gruntów i przeznaczył na wieczną własność na szkołę elementarną ewangelicką i na cmentarz mórg piętnaście w kolonji Świątkowicach.  Akt ten do hipoteki wniesiony jednak nie został.

Na mocy powyższej fundacji założona została w r. 1864 w Świątkowicach w budynku, wzniesionym na ofiarowanym w tym celu gruncie, z zezwolenia konsystorza ewangelicko-augsburskiego, jako w myśl ustawy kościelnej z r. 1849, mającego prawo zwierzchniego nadzoru nad szkołami religijnemi, szkoła religijna ewangelicka wraz z domem modlitwy. Zgodnie z warunkami fundacji oraz ze względu na to, że większość dzieci ewangelickich należała do narodowości polskiej, wykłady odbywały się zawsze przeważnie w języku polskim. WJr. 1877 miejscowe zebranie włościańskie uchwaliło przekształcić dotychczasową szkołę religijną na ewangelicką szkołę początkową publiczną, do której tem samem mogły uczęszczać i dzieci katolickie, z pozostawieniem przy niej domu modlitwy dla ewangelików.

Wykłady prowadzono stale przeważnie w języku polskim, liczba zaś dzieci katolickich z biegiem czasu stopniowo wciąż wzrastała.

Przewrót w tych stosunkach wywołała okupacja niemiecka. Dotychczasową szkołę początkową przyłączyły władze okupacyjne do niemiecko-ewangelickiego Związku szkolnego, wprowadziły język nauczania niemiecki i usunęły dzieci katolickie, które stanowiły w szkole znaczną większość.

Gdy, niby ciężka zmora, ustąpiła w końcu z ziemi polskiej okupacja niemiecka, ludność katolicka starała się budynek szkolny zająć gwałtem, wyłącznie na szkołę i wówczas to—dn. 25 kwietnia 1921 r.—zaszedł ubolewania godny fakt, że gromada ludzi, wyłamała drzwi świątyni i zniszczyła ją, zrzuciwszy na ziemię krzyż i wyrzuciwszy na dziedziniec przedmioty kultu religijnego.

Winni, oddani pod sąd z art. 74 ust. 2 kod. kar. mocą wyroku sądu okręgowego w Kaliszu z dnia 31 marca 1922 ponieśli zasłużoną karę, ministerjum zaś wyznań religijnych i oświecenia publicznego, jak to oświadczyło w odezwie z d. 12 marca 1922 r. Nr 29633/1 do rady szkolnej powiatowej w Wieluniu, postanowiło, „dopóki sprawa własności budynku szkolnego nie będzie ostatecznie rozstrzygnięta, pozostawić salę modlitwy ewangelikom do właściwego użytku”.

Ten to akt sprawiedliwości w stosunku do ewangelików świątkowickich, polegający na restytucji sali modlitwy i przedmiotów kultu religijnego, zniszczonych przez ciemny tłum, akt, zadecydowany zresztą już wiosną 1922 r.

Dodać należy, że prawo własności budynku szkolnego nie było dotychczas przedmiotem rozpoznania sądowego. Sąd apelacyjny w Warszawie odmówił jedynie przepisania części dóbr świątkowickich na szkołę w drodze hipotecznej, jako w tym wypadku niewłaściwej wobec niewniesienia w swoim czasie do księgi hipotecznej aktu z r. 1865, wszakże, o prawie własności budynku szkolnego bynajmniej nie rozstrzygał. Zresztą powołana wyżej decyzja ministra wyznań i oświaty, jak się co do tego minister wyraźnie zastrzega, prawa własności budynku szkolnego również bynajmniej nie przesądza, pozostawia ewangelikom jedynie używalność świątyni, zabranej im przez ciemny tłum w drodze gwałtu, napiętnowanego, jak widzieliśmy, wyrokiem sądu karnego.

Jaki jest związek całej tej smutnej sprawy z walką stronnictwa, z lewicą sejmową, z mniejszościami narodowemi, zrozumieć trudno, jak wogóle nie łatwo jest zrozumieć przyczynę wyciągnięcia na widownię publiczną pożałowania godnego czynu, popełnionego przez ciemny tłum, złożony z ludzi z natury dobrodusznych, ale wyprowadzonych z cierpliwości przez intrygi okupantów.

Już to wogóle trudno się oprzeć wrażeniu, że cały ten przykry incydent wygląda, jak gdyby specjalnie zainscenizowany był pour le roi de Prusse. Oto zatruty posiew, rzucony czasu wielkiej wopy przez chytre rządy krzyżackie, które z ewangelików w Polsce usiłowały wykuć klin do rozbicia jedności narodowej, i dzisiaj w odrodzonej Polsce nie przestaje zatrutych wydawać owoców: bałamuci ciemnego chłopa polskiego, krzewi nietolerancję relgijną. ku wielkiej radości endeckiego klubu sejmowego usiłuje podciąć dobre stosunki z polskimi ewangelikami, stawia pod znakiem zapytania uczucia narodowe ewangelików cieszyńskich, a wszystko na tle gromkich haseł parlamentarnych.

W dodatku jeden jeszcze szczegół wyjątkowo przykry: owa restytucja, którą autor wspomnianego artykułu tak wyrzuca ministerjum wyznań i oświaty, dotychczas de facto nie nastąpiła Zamierzone na dzień 21 marca r. b. oddanie ewangelikom sali modlitwy zostało wstrzymane.

Strona tytułowa tygodnik  informacyjno – społeczny przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA. Fot. Autor

Nieco o komunikacji.

W ostatnich czasach, jadąc szosą z Sieradza do Wielunia i Lututowa zauważyłem, że szosa zaczyna się zupełnie rujnować. Są powybijane kołami dziury na przeszło pół łokcia głębokie, a nigdzie niema przygotowanego kamienia na konieczną reperację. Wiemy z praktyki w czasie rosyjskiej gospodarki, co się z szosą robi, gdy w odpowiedniej chwili nie jest reperowaną. W obecnym zimowym czasie trzeba pomyśleć o zwózce kamienia, gdyż wiosną nie będzie można żądać od ludności zwożenia takowego, wskutek niezupełnie wykonanych robót polnych w jesieni, wiosna nadchodząca każdego rolnika przejmuje strachem, jak się roboty gospodarcze przeprowadzi przy ogólnym braku i złym stanie inwentarza roboczego. Trakty tak pierwszego, jako też drugiego rzędu są również w opłakanym stanie. Wszędzie brak rowów odpływowych. Drogi na środku są wklęsłe z ogromnemi kałużami, z których woda odpływać nie może. Są przecież szarwarki, tak konne, jak ręczne w każdej gminie. Siłę tę trzebaby umiejętnie i celowo użyć.

Wiemy o tern wszyscy, że dobrobyt ogólny zależy w dużym stopniu od dobrej komunikacji. — O ile mi wiadomo przy Sejmiku Powiatowym jest Komisja drogowa, której z pewnością sprawa naszych szos i dróg leży na sercu. — Niech- że energicznie bierze się do czynu, a najważniejsza, korzystając z obecnej dobrej drogi, do zwożenia kamienia. Ludność zaś powinna chętnie spełniać jej polecenia, gdyż doprawdy wstydby było, żeby dobre szosy, które nam Niemcy pozostawili, przez nieudolną naszą gospodarkę nie były utrzymane w należytym porządku! Niestety, zanosi się na to.  –  m.Białecki.

Podobnej treści ukazało się jeszcze kilka artykułów, a urzędnik jak zacięta płyta, wszyscy winni tylko nie On. Odpowiedz inżynier drogowego pow. Sieradzkiego Wł. Stachlewskiego na krytyczny opis stanu dróg

Strona tytułowa tygodnik  informacyjno – społeczny przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA. Fot. Autor

Z ziemi Sieradzkiej.

W sprawie szos i dróg kołowych. W odpowiedzi na art. „W sprawie naszych opłakanych dróg”, pomieszczony w Nr. 9 „Ziemi Sieradzkiej“ daję poniższe objaśnienie:

W Sieradzkim powiecie dróg bitych szosowych jest około 170 kim. Szosy te psują się wskutek działań atmosferycznych, zwietrzania i ścierania szabru przez przejeżdżające furmanki. Dla utrzymania i ich w należytym stanie potrzeba 10—15 metrów sześciennych kamienia rocznie, z których przygotowuje się szaber. Biorąc pod uwagę, że metr sześcienny kamieni waży około 100 pudów, otrzymujemy średnią cyfrę kamieni potrzebnych do konserwacji szos, jeden miljon dwieście pięćdziesiąt tysięcy pudów (1250000). Ponieważ zaś na jednokonną zwyczajną furmankę nasz kmiotek, oszczędzając swój inwentarz, nie weźmie więcej jak trzydzieści (30 pudów, to dla zwiezienia 1250000 pudów potrzeba rocznie około 40000 furmanek jednokonnych.

Sejmik Powiatowy zarządził rekwizycje i dostawę kamieni na szosy za odpowiedniem wynagrodzeniem, stosownie do tego Wydział Drogowy zrobił jeszcze we wrześniu roku ubiegłego rozkłady na poszczególne gminy i miasta, które obowiązane są dostarczyć kamieni na odpowiednie kilometry szos.

Dotychczas jednak nietylko że kamieni na szosach niema, ale nawet zarządy gmin i magistraty miast nie zatwierdziły przedstawionych im rozkładów. Jeśli zatem nie możemy żądać od piekarzy, aby piekli chleb bez mąki, to z tej samej racji nie możemy żądać od inżynierów, aby bez kamieni w porządku utrzymywali szosy.

Gwoździem do trumny tej gminy było stałe przekonanie – słabe ziemie, słabe wyniki.

Czy(?) obiegowe powiedzenie z przeszłości, powtarzane do dziś, tutaj, że podstawowy trzon gospodarki tej ziemi – rolnictwo, z uwagi na słabe gleby jest mało rentowne – do końca stanowi prawidłową diagnozę. Czy doprawdy, gospodarka dobrze zarządzana to klęska? A urzędnik gwarantem sukcesu? Na te pytania po części znajdujemy odpowiedź w opisie upadku jednego z obszarów rolnych tej Ziemi – Skutki  parcelacji Górki Klonowskiej (1920 r.).

Mapa Szczegółowa Polski 1:25 000 [1929 – 1939], ze zbiorów 2012-06-15 18:05:44 ze zbiorów: Instytut Geografii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Fot, Autor

Strona tytułowa tygodnik  informacyjno – społeczny przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA. Fot. Autor

Skutki parcelacji Górki Klonowskiej.

Majorat Górka Klonowska, leżący gminie Klonowa, która ma 12000 mieszkańców i w sąsiadującej gminie Godynice (6000 mieszkańców) jest jedyną większą własnością na obiedwie gminy. Górka Klonowska oddaloną jest od miasta powiatowego Sieradza 29 wiorst. Majorat ten w bardzo złym i opuszczonym stanie, z walącymi się budynkami, bez inwentarza wydzierżawił w roku 1898 kurlandczyk, pan O. Kūgelgen.

Górka Klonowska ma 425 mórg ziemi ornej, 60 mórg łąk i 40 mórg sztucznego pastwiska, zrobionego przez dzierżawcę. — Sam gatunek ziemi nieszczególny, gdyż 130 mórg należy do 3 klasy, 190 do 4 klasy, 95 do 5 klasy, a 10 mórg do 6 klasy, przytem położenie takie, że ziemie gorsze nie mogły być w osobną całość wycięte, lecz po wszystkich polach są porozrzucane. Co na tak stosunkowo lichym warsztacie umiejętna i fachowa praca zrobić może, wykażą niżej podane cyfry. Nie są tutaj przedstawione rezultaty lat przedwojennych, kiedy rolnicy postępowi mieli do dyspozycji nawozy sztuczne, sole potasowe i saletrę chilijską, lecz rezultat ostatniego bieżącego roku gospodarczego.

Pan Kūgelgen w ciągu trwania dzierżawy wydrenował wszystkie pola, podniósł stan budowli i zaprowadził zarodową oborę bydła czerwonego, śląskiej krajowej rasy. W oborze tej było w r. b. 40 sztuk pięknych mlecznych krów i 30 sztuk jałowizny. Pomiędzy okolicznych włościan sprzedano 30 cieląt do chowu, przyczem miejscowy stadnik pokrył 15 krów włościańskich. Masła sprzedano 30 ctr., w majątku tym była również zarodowa stajnia. Koni było 28 i 2 ogiery. Źrebaków chowano od 8—10 sztuk rocznie. Miejscowe ogiery pokrywały rocznie około 60 klaczy włościańskich. Była też piękna chlewnia, z której 120 prosiąt miejscowi włościanie kupowali do chowu.

Majątek ten utrzymywał 18 rodzin ordynarjuszów, pisarza podwórzowego i urzędnika gospodarczego. Okoliczni włościanie zarabiali tam w postaci najmu 1 5000 mk., prócz tego sprowadzano na roboty sezonowe 5 mężczyzn i 15 dziewcząt.

Górka Klonowska dostarczyła w r. b. do Urzędu Zbożowego 380 mtr. ctr. żyta, 400 ctr. mtr. jęczmienia i 300 ctr. mtr. owsa. Oprócz tego biedna ludność gminy po rządowej cenie kupiła 540 ctr. mtr. żyta, 12 ctr. mtr. jęczmienia i 6000 ctr. mtr. kartofli. Żyta siewnego miejscowi włościanie otrzymali 114 ctr. mtr. Oprócz zboża sprzedano w r. b. 140 ctr. saradeli, 50 ctr. mtr. peluszki i 240 ctr. mtr. łubinu. W lutym 1919 roku Min. Roln. i Dóbr Państwowych wymówiło kontrakt dzierżawy piśmiennie za Nr 1259 z terminem wyprowadzenia się 15 lutego 1920 roku. Do tego więc terminu p. Kūgelgen zmuszony był rozsprzedać cały żywy i martwy inwentarz. Zniknęła piękna zarodowa obora, jako całość, zniknęła zarodowa stajnia i chlewnia, a krajowa hodowla poniosła niepowetowaną szkodę.

Górka Klonowska, która promieniowała kulturę rolną na całą okolicę, która dostarczała mniejszej własności zboża siewnego, inwentarza rozpłodowego i trzody chlewnej, utrzymywała 20 rodzin, dawała zarobek miejscowej biednej ludności, dziś przedstawia obraz strasznego upadku: nawozy nie wywiezione, pola nie poorane, rozpacz pozostałych bez miejsca ludzi, nie mających środków na kupno ziemi i ogólne niezadowolenie okolicznego włościaństwa, dowód czego, że w czasie bytności Komisji Likwidacyjnej Majątków Państwowych zeszli się wszyscy ordynarjusze i oznajmili, że na parcelację Górki KI. się nie zgodzą i kategorycznie opór stawiać będą, gdyż przez to stracą z rodzinami swemi dach nad głową, sami zaś gruntu nabywać nie mogą, gdyż funduszów na to nie mają —- to oświadczenie na piśmie złożone zostało na ręce Komisji. Takie rzeczy robi się w imię demagogicznych haseł: „Dla dobra ludu“ — a rzeczy samej działa się na szkodę bezrolnej ludności i mieszkańców miast i niszczy się dwudziestokilkoletnią pracę ludzką i wysoką kulturę rolną. Wogóle Górki Klonowskiej, jakkolwiek był to majorat, nie powinno było Ministerst. Roln. i Dóbr Państwowych parcelować, a dla dobra mniejszej własności Górka Klonowska zostać powinna była jako całość.

Taką decyzję powziąłby napewno fachowy minister Rolnictwa, gdy jednakże w kraju rolniczym, jakim jest Polska, teka ministra Rolnictwa oddawana jest niefachowym ludziom, lecz przedstawicielom partji, to robi się takie doświadczenia, jak z Górką Klonowską. Doświadczenia takie przynoszą bezrolnej ludności i miastom zmniejszenie środków żywnościowych a rolnictwu krajowemu upadek. To też w tym

wypadku z całą bezwzględnością potępić należy niszczycielską działalność Ministerst. Roln. i Dóbr Państw, i z całą stanowczością żądać w imię głodnej ludności miast naszego powiatu, aby majorat Górka Klonowska nie był parcelowany, ale pozostał jako całość i wydzierżawiony został fachowemu, wykształconemu rolnikowi. Michał Białecki.

W tygodniku  informacyjno – społecznym przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA Nr 21, z dnia 22 maja 1920 r., wkrótce opublikowano;

Parcelacje.

Główny Urząd Ziemski po porozumieniu się z Ministrem Rolnictwa i Dóbr Państwowych w roku bieżącym przeznacza do parcelacji szereg majątków ziemskich w różnych zakątkach kraju na ziemiach b. zaboru rosyjskiego.

Najbliżej nas leżące zostaną rozparcelowane — w pow. Tureckim: Wilczków (280 mórg.), Niemysłów (288 m.), Wójtówka (109 m.), Wichertów (610 m.), Gusin (139 m.), Lubola (950 m.), Turkowice (301 m.). Zielenin (427 m.), Sempółki (316 m.); — w pow. Wieluńskim: Cisowa (209 m.), Pichlica (240 m.), Przywory (234 m.), Kwiatowa (360 m.), Bolesławiec (322 m.). Chruścin (340 m.); — w pow. Łęczyckim: Chociszew (275 m ), Łęka (270 m.); — w pow. Kaliskim: Cienia (192 m.); w pow. Sieradzkim: Glinno pod Wartą (967 m.), Kuźnica Zagrzebska (446 ni.) i Górka Klonowska (926 m.) w gm. Klonowa, Starostwo pod Szadkiem (311 m.).

Zgłoszenia kandydatów na nabycie ziemi z wyżej wymienionych majątków należy kierować do miejscowych Komisarzy Ziemskich, na terenie działalności których dany majątek jest położony. Prace parcelacyjne w niektórych z wyżej wymienionych majątków np. w Wieluńskiem zostały rozpoczęte już , w zeszłym roku.

O powstaniu w Lututowie Stowarzyszenia „Jutrzenka“, 25 lutego 1923 r. w tygodniku  informacyjno – społecznym przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA Nr 8, z dnia 22 maja 1920 r. tak napisano;

Z Lututowa. W miasteczku naszem z inicjatywy i staraniem miejscowego wikarjusza X W. Kubisia, powstało niedawno stowarzyszenie młodzieży Chrześcijańskiej, męskiej i żeńskiej. — Dzięki zabiegom i nieustannej choć znojnej pracy organizatora, Stowarzyszenie to rozwija się szybko, tak, że choć istnieje zaledwie kilkanaście tygodni — posiada swoją bibljotekę, urządza odczyty, pogawędki i t. p. rozrywki które dodatnio wpływają na młodzież w rozwoju jej umysłu i ducha, oraz uczą ją pożytecznie spędzać wolne chwile czasu. Stowarzyszenie to otrzymało nazwę „Jutrzenka“. —Na cel „Jutrzenki“ były już urządzone 2 przedstawiena, z których dość pokaźny dochód obrócono w części na zakup książek do bibljoteki „Jutrzenki“. Oprócz tego mają być kupione 2 maszyny do szycia i do robienia pończoch i kaftanów, przy których w wolnych chwilach znajdą zajęcie dziewczęta należące do „Jutrzenki“.

Dodać należy, że i ogół zapatruje się bardzo przychylnie na rozwój „Jutrzenki“, chętnie udziela jej swego poparcia, wobec czego w przyszłości możemy patrzeć śmiało i możemy wróżyć jej świetnych horoskopów. — Organizatorowi, X Wojciechowi Kubisiowi za nieustanną, a tak pożyteczną pracę — Cześć. A.M.

W tygodniku  informacyjno – społecznym przy współpracownictwie komisji redakcyjnej  — ZIEMIA SIERADZKA Nr 17, z dnia 27 kwietnia 1924 r., opisano wyrok procesu Sądu Okręgowego w Wieluniu;

Lututów.

Miasto i okolica cała była niedawno pod wrażeniem procesu jaki się toczył w Wieluniu przez Sąd Okręgowy z powodu zajścia z żydami na jarmarku w roku zeszłym. Znana jest wszystkim zeszło-! roczna awantura, wywołana przez żydów w Lututowie. Powód tej awantury wyjaśnił się na sprawie sądowej wyraźnie. Żydzi w Lututowie, licząc się w trzech czwartych ludności miasteczka 75% uważali się za jedynych gospodarzy w handlu.

To też kiedy miejscowy wikary ksiądz Kubiś zaczął organizować chrześcijańską spółkę handlu żelazem, oddział Rolnika Wieluńskiego i zachęcać chrześcijańską ludność do handlu i przemysłu, jako podstawy rozwoju ekonomicznego w Państwie,) żydzi znienawidzili księdza i zaczęli go prześladować. Z tego powodu wynikło zajście księdza z żydami w lipcu roku zeszłego, wywołujące wśród ludności wielkie oburzenie przeciwko żydom.

Ponieważ w tym czasie odbywały się wiece polityczne a stronnictwa lewicowe skrajne dążyły do wywoływania awantur i pogromów, więc wyzyskały całe zajście dla swoich celów. Przez jednostki przewrotne udało się agitatorom ludność jarmaczną wyprowadzić z równowagi, urządzić awanturę połączoną z biciem żydów, rozbijaniem straganów i kradzieżą cudzej własności.

Ponieważ Polska jest państwem opierającem się na prawie Konstytucji i władze rządowe nie mogą pozwalać na żadne rozruchy i kradzieże, więc z tego powodu zamieszani w awanturze jarmarcznej z żydami mieszkańcy Lututowa i okolicy i stanąć musieli przed Sądem Okręgowym 7 kwietnia r. b.

Prokurator sądu, opierając się na zeznaniach świadków (zeznania żydów były bezczelne) podzielił oskarżonych, 42 osoby, na 3 trzy grupy: 1) część oskarżonych rabowała towary i biła żydów, 2) część oskarżonych zachowywała się niewyraźnie lub stawiała pewien opór policji 3) resztka zaś oskarżonych została zamieszana do sprawy bez udowodnienia winy.

Niewinnych bronił znany nam ze swej obywatelskiej pracy mecenas Szymański z Kalisza. Między innymi mecenas Szymański tak przemawiał przed sądem: „Kto wiatr sieje—zbiera burzę“, mówi przysłowie i tę burzę właśnie posiali żydzi, którzy uważają! siebie za monopolistów w handlu zwłaszcza w Lututowie, gdzie jest 75% żydów.

Znienawidzili też oni wszystkich prowadzących jakąbądź akcję gospodarczą, podrywającą ich dochody. Stąd też zajście z ks. Kubisiem, który to incydent był powodem zaburzeń d. 19 lipca r. z. Chciano pokazać żydom że nie mogą być oni gospodarzami kraju, że nie wolno narzucać im się na panów.

Naród polski ma jedną zaletę przywiązanie do religii. Z tern się żydzi nie liczyli i przeciągnęli strunę żydzi 19 lipca bali się ale handlowali, wreszcie nastąpił rozruch a nie pogrom. Obrońca zbijał błędne zeznania świadków i udawadniał niewinność wielu oskarżonych. Po dłuższej naradzie Sąd wydał wyrok na 14 osób, skazujący na karę więzienną przeważnie za kradzież, resztę oskarżonych uniewinnił.

Zostali skazani na więzienie: Józef Banaś na 6 miesięcy, Marcin Forjas na 4 miesiące, Jozafat Zimoch, Jasiński Jan, Franciszek Majda wszyscy po 2 miesiące. Jan Fras, Józef Jeziorny, Dudek Wawrzyniec, Leon Kalus i Józef Pawlak wszyscy na 1 miesiąc. Zofja Galec, Aniela Hendrel, Marjanna Kubasiewicz, Emilja Rychlin na 1 miesiąc aresztu z zawieszeniem wykonania wyroku na 2 lata.

Wyrok Sądu niechaj będzie przestrogą dla wszystkich że każde 1 najmniejsze przestępstwo i kradzież sąd polski surowo karać będzie.

Zebrał: Marek Zgadzaj

 

 

 

Please follow and like us:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze