Godzina W. 63 dni bez pomocy. Bez odwrotu.

1 sierpnia o godzinie 17.00 zawyły syreny. Tradycyjnie, jak co roku, o godzinie „W” minutą ciszy uczciliśmy bohaterów Powstania Warszawskiego.

2 sierpnia 2013 na portalu www.powiatowy.pl opublikowaliśmy  rozmowę z Panem Józefem Sobczyńskim – wieruszowianinem- powstańcem warszawskim. Kilka dni wcześniej Pan Józef  w Redakcji mieszczącej się w jego rodzinnym domu udzielił Pani redaktor Annie Świegot obszernego wywiadu, ofiarując jej książkę ,,Wspomnienia z Powstania Warszawskiego,,.

Dziś o godzinie 17.00 zebrali się członkowie Stowarzyszenia Historycznego im. Ks. mjr Szczepana Walkowskiego. Tematem spotkania było Powstanie Warszawskie.  82 lata temu do walki ruszyło kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi. Nie ocenialiśmy, nie negowaliśmy decyzji Tadeusza Bora – Komorowskiego. Nie żyliśmy w tamtych czasach – nie mamy prawa oceniać. Naszą rolą jest pamięć o poległych powstańcach i uczestnikach, którzy przeżyli.  Z zainteresowaniem zapoznaliśmy się z artykułem z 2.08.2013 roku i książką Józefa Sobczyńskiego. Rozmawialiśmy również  o książkach ,,Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego, ,,Powstanie ’44” Normana Daviesa oraz ,,Obłęd ’44” Piotra Zychowicza. Nie sposób było nie wspomnieć Krzysztofa Kamila Baczyńskiego – żołnierza i poetę, który zginął 4 sierpnia 1944 roku na posterunku w Pałacu Blanka, śmiertelnie trafiony przez niemieckiego snajpera.  Jego dwa lata wcześniej poślubiona żona Barbara Drapczyńska zginęła  w odstępie niespełna miesiąca.  Ciężko ranna  Basia zmarła 1 września 1944 roku nie wiedząc, że była w ciąży. Mówiliśmy o odwadze tych młodych ludzi, o solidarności społecznej i testamencie wolności. Lekcja na dziś: ,,Wolność nie jest dana na zawsze i wymaga mądrej troski o państwo”. Spotkanie przerodziło się w wieczornicę ze śpiewem piosenek, które towarzyszyły tym, co walczyli o stolicę, o Polskę, o naszą wolność.

SH -PAMIĘTAMY!

Wśród heroicznych powstańców byli wieruszowianie, bracia: Józef i Gerwazy Sobczyńscy i ich siostra Klara, która była sanitariuszką.

„W Warszawie byliśmy we trójkę, ja, brat Gerwazy, pseudonim „Gerard” i moja siostra Klara. Ona, jak się później dowiedziałem, także była w konspiracji, była sanitariuszką. Nic bliżej nie wiedzieliśmy o sobie. Wiedziałem tylko, czym zajmuje się brat”– wspominał po latach Józef Sobczyński, strzelec 3 Kompanii Zgrupowania „Żubr”.

Józef Sobczyński, pseudonim „Franek” urodził się w Wieruszowie 19 grudnia 1925 roku. Kiedy wybuchła II wojna światowa był uczniem pierwszej klasy gimnazjum ogólnokształcącego w Kępnie. 1 września, w piątek służył do mszy, był ministrantem. Pamięta, jak ktoś wszedł do kościoła i powiedział „Niemcy są już w Bolesławcu”. Ojciec braci Sobczyńskich razem z wujostwem Słowikowskim zapakował wszystkich na furmankę. Zabrali niezbędne rzeczy i zapasy smalcu (Pan Sobczyński prowadził warsztat rzeźniczy).

„Razem z wujami, z moimi dwiema siostrami, starszą kuzynką Stasią Maciejewską i czterema z Słowikowskich odjechaliśmy w stronę Wielunia. Za Sokolnikami powiedziano nam, że droga na Wieluń jest zamknięta. Skierowaliśmy się w stronę Sieradza, dalej bocznymi drogami w kierunku Łodzi i Skierniewic. Kilkanaście kilometrów przed Skierniewicami dostrzegliśmy wojsko niemieckie. Zawróciliśmy do Wieruszowa” –  wspominał pierwsze dni wojny Józef Sobczyński.

Rodzice Pana Józefa Sobczyńskiego byli często przesiedlani. Posiadali duży dom w Rynku, na rogu mieli sklep. W ich domu zamieszkali Niemcy, a całą rodzinę wysiedlili najpierw na tyły domu, a potem na wieś. Stamtąd razem z najmłodszymi dziećmi: Dunią, Walentyną i Jankiem do Austrii, do Grazu. Dwóch braci Marian i Franek zostało w Wieruszowie. Brat Franciszek był zatrudniony jako rzeźnik u Niemca Sroki, który przejął ich mienie. Józefowi udało się przedostać przez granicę w Stradomiu do Generalnej Guberni. W Kieczydłowie miał ciocię, która była akuszerką i potraktowała go jako swoje dziecko. Jego brat Gerwazy pracował w Wieluniu, był wielokrotnie zatrzymywany na granicy. W końcu udało mu się przedostać do Generalnej Guberni. Do roku 1943 Józef Sobczyński był zatrudniony u wujka, który w Częstochowie miał sklep spożywczy. Aby uniknąć wywiezienia do pracy do Niemiec dostał się do Warszawy. Mieszkał najpierw u stryjostwa na ulicy Marszałkowskiej, a później na ulicach Chopina i Szaserów. We wrześniu 1943 roku został zaprzysiężony na żołnierza AK. Dowódcą był jego brat Gerwazy, pseudonim „Gerard”, który był kapralem podchorążym, miał odpowiednie przeszkolenie. Na Grochowie, ulicy Szaserów, gdzie mieszkał odbywały się zbiorki oddziału, ćwiczenia, musztra. Szkolili się obeznawać z bronią w terenie, w okolicach Lasu Bielańskiego.

Wybuch powstania zastał Józefa Sobczyńskiego na ulicy Barcickiej. Na trzy dni przed wybuchem Powstania brat Gerwazy powiadomił go, że ma się stawić na punkt zborny na Bielanach, na ulicę Barcicką. Przez trzy dni przenosili broń z Marymontu na Bielany. Z punktu zbornego 1 sierpnia o godzinie 17.00 uzbrojony jedynie w „sidolki” i butelki z benzyną wybiegł wraz z drużyną prowadzoną przez brata w szyku zbrojnym do Powstania.

Podczas jednej z akcji na Placu Konfederacji spotkał brata, który był ranny, dostał w policzek. Brat poszedł do punktu sanitarnego na ulicy Zdobyczy, a po kilku dniach przeszedł do Puszczy Kampinowskiej. Wkrótce i on tam trafił, ponieważ na Żoliborz poszli tylko uzbrojeni powstańcy. Po dniu dostał rozkaz powrotu do Warszawy na Zdobyczy Robotniczej, gdzie brał udział w walkach przeciwko czołgom, które szły w kierunku Wawrzyszewa. 3 sierpnia wrócił do Kampinosu z majorem „Serbem” (później „Żubr”), głównym dowódcą, tam przebywali ok. dwóch tygodni.

W dużych kolumnach wracali do Warszawy, żegnał ich kapelan z Lasek, późniejszy Prymas Stefan Wyszyński. Z daleka widzieli płonącą stolicę – bastion polskości. Początkowo rozlokowano ich w kolonii WSM-u, a stamtąd dostał przydział do fabryki „Opla”. Była to 3 kampania, której dowódcą był ”Ojciec Marian”. Był wartowniczym przed gmachem na ulicy Gdańskiej 2/4, został ranny za olejarnią, na wałach Skarpy Bielańskiej. Tam powstańcy mieli bunkry, które Niemcy ostrzelali działami z CIWF-u. Nieprzytomnego Józefa Sobczyńskiego, rannego w głowę zaniesiono na punkt opatrunkowy, gdzie był operowany. Znalazł się wkrótce w szpitalu na Krechowieckiej 6, gdzie przeleżał do końca Powstania.

„30 września przyszedł rozkaz kapitulacji Żoliborza. Wszedł esesman z dwoma żołnierzami i komendantem naszego szpitala. Kazali oddać broń. …Ciężarówką zostaliśmy przewiezieni do obozu do Pruszkowa…Z Pruszkowa wyjechałem transportem do Allengrabow” – opowiadał Józef Sobczyński.

Przeżył bombardowanie obozu, razem z innymi więźniami przerwali druty i uciekli. Przedostał się do brzegów Łaby, którą przepłynął promem. Dotarł do strefy amerykańskiej. 8 maja przyszedł do nich żołnierz amerykański i powiedział ”War is finished”. Przebywał w Nordheim, a potem w Gottingen. W Nordheim było polskie gimnazjum. Otrzymał świadectwo małej matury.

W maju 1946 roku pierwszym transportem wrócił do Polski. Kiedy dotarł do Wieruszowa zastał rodzinę w komplecie. Brat Pana Józefa Sobczyńskiego Gerwazy był ranny w pierwszym dniu Powstania. Ewakuowany został do Puszczy Kampinowskiej. Brał udział w bitwie pod Jaktorowem, gdzie miała miejsce istna masakra. Stamtąd jako cywil przedostał się do Częstochowy, do rodziny.

W domu rodzinnym Sobczyńskich, w Wieruszowie o Powstaniu mówiło się sporadycznie. Ważna była radość, że rodzeństwo Sobczyńskich przeżyło Powstanie – bitwę o wolność, o niepodległość. Powstańcy Powstania Warszawskiego stali się symbolem męstwa i determinacji dla kolejnych pokoleń Polaków.

Red.

Powstanie zorganizowane przez Armię Krajową było największą bitwą stoczoną podczas II wojny światowej przez żołnierzy wojska polskiego, harcerzy i ludność cywilną. Ta ostatnia poniosła największą daninę krwi. Źródła podają, że ok. 100 tysięcy ofiar to właśnie ludność cywilna. 1 sierpnia 1944 roku, o godzinie 17.00, wybuchło Powstanie Warszawskie.
Do walki stanęło kilkadziesiąt tysięcy powstańców, w większości bardzo młodych ludzi
Uzbrojenie starczało mniej więcej dla co dziesiątego, reszta szła po broń zdobytą na wrogu
Powstanie planowano na kilka dni, do nadejścia pomocy. Sowieci zatrzymali się po drugiej stronie Wisły. Walka trwała 63 dni, do kapitulacji 2 października 1944. Zginęło około 18 tysięcy powstańców i od 150 do 180 tysięcy cywilów, a miasto zostało zburzone
Symbolem tego zrywu stała się kotwica, znak Polski Walczącej, litery P i W splecione w jeden rysunek. Malowali ją na murach chłopcy i dziewczęta, którzy często nie mieli nawet osiemnastu lat. Do dziś historycy spierają się o decyzję dowództwa. Ale o jednym sporu nie ma. O odwadze tych, którzy o siedemnastej wyszli na ulice, wiedząc, z kim się mierzą.
Dziś o 17.00 w całej Polsce zawyją syreny. Zatrzymaj się. Stań. To jedyne, o co proszą ci, którzy stamtąd nie wrócili.
Cześć i chwała Powstańcom Warszawskim.
Mieli walczyć kilka dni. Walczyli 63. Pamiętamy.
Polska Wieczna.
Głos Wolnych
#PowstanieWarszawskie #GodzinaW #1Sierpnia #Warszawa1944

Please follow and like us:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy