W Lututowie gleby gorsze niż w Młodojewie, za to lasy bardzo ładne…

Z dziedzicami przez wiek…

 

 

Taczanowscy i Kurnatowscy związani są z Ziemią Lututowską. Rodziny te są świetnym przykładem na to, że szlachty nie powinniśmy wyłącznie kojarzyć z hulankami, ucztami, awanturami miłosnymi czy rujnowaniem odziedziczonych majątków ale również z odpowiedzialnością za Ojczyznę. W swoim opracowaniu pokuszę się o przedstawienie historii tych rodów, ich powiązania z Lututowem, wpływ na lokalną społeczność, kultywowanie patriotycznych tradycji oraz umiłowanie i budowanie dobrobytu Ojczyzny.

29 lutego 1848 roku Leon Taczanowski na drodze publicznej licytacji nabywa dobra lututowskie za sumę ok. 310 tys. zł. Z racji tego, iż hipoteka nie była wolna od wierzycieli pomocy udziela rodzony brat Emanuel ofiarując kwotę 9800 zł. Wkład w dobra lututowskie ma również małżonka Leona, Joanna z Łubieńskich podejmując kwotę 44 tys. zł. od brata Napoleona z głównego kapitału Starzenic. Przedtem majątek należał do Biernackich, najpierw Alojzego Prospera Biernackiego h. Poraj, który w 1807 roku w Lututowie założył niższą szkołę rolniczą dla młodzieży chłopskiej, a następnie do Stanisława Biernackiego, z inicjatywy którego Lututów nabył prawa miejskie w 1843 roku, jako miasto V rzędu, czyli najmniejsze. Ustalono na poniedziałek cotygodniowe targi i 10 jarmarków w ciągu roku. Lokalizacja na szlaku Sieradz – Wrocław sprzyjała osadnictwu kowali, karczmarzy, dzięki temu kwitł handel, rzemiosło i usługi.

Poznajmy ród Taczanowskich h. Jastrzębiec
Leon Taczanowski h. Jastrzębiec (1804-1872), syn Franciszka (1790-1820) dziedzica połowy dóbr Rudniczyska w parafii Mikorzyn i Domiceli (1782-1843) Taczanowskiej h. Jastrzębiec. W roku 1835 poślubił w m. Ruda Joannę Łubieńską 1815-1883 z Łubnej h. Pomian. Leon Taczanowski był to przedsiębiorczy dziedzic. Dziś można by powiedzieć czerpiąc z zasobów związków frazeologicznych, że miał ,,żyłkę,, do interesów. Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Rolniczego. Dbał o ekonomiczną poprawę bytu, stale dokonując różnych transakcji. Cieszył się zaufaniem okolicznej szlachty.

W 1863 roku wybucha powstanie styczniowe. 28 lutego do dworu przybyło 40 zbrojnych powstańców Józefa Oxińskiego. Z dworu zabrano pięć czterokonnych furmanek. 15 czerwca pod lasem ,,Koziołek,, a więc na dobrach Taczanowskich rozegrała się wielka bitwa polskich kosynierów z kozakami, w której całkowitemu rozbiciu uległ ok. 250-osobowy oddział powstańczy dowodzony przez Antoniego Korotyńskiego. Korotyński zmarł od ran po bitwie. Do dworu, gdzie  zorganizowano  szpital powstańczy zostali przywiezieni ranni powstańcy, którymi opiekowała się dziedziczka Taczanowska. Leon Taczanowski nie brał udziału w powstaniu, jego syn Zygmunt był łącznikiem między terenem a lasem. Władze carskie nie dowiedziały się, że Zygmunt Taczanowski był powstańcem, dzięki temu ojciec nie stracił majątku. Po powstaniu Lututów stracił prawa miejskie w 1870 roku. Miasto szlacheckie z rynkiem otoczonym kamienicami z charakterystycznymi balkonami stało się gminą wiejską.

Zygmunt Emanuel Ludwik Taczanowski h. Jastrzębiec właściciel ziemski Lututowa i Wilczyna.

Urodzony 4 I 1839 roku w Rudzie. Tam też w tym jeszcze roku ochrzczony. W roku 1880 żeni się z Franciszką Krzymuską h. Radwan, urodzoną 10 IX 1852 roku w Wilczynie, córką Kazimierza Rafała  Krzymuskiego (1809-1896) i Teresy Gałczyńskiej (1816-1881). Dziedzic Lututowa, prawy obywatel, dobry gospodarz. Ojciec Marii przyszłej dziedziczki Lututowa. Zygmunt Taczanowski h. Jastrzębiec zmarł  25 VI 1909 roku w Lututowie wieku 72 lat. Pochowany 30 czerwca w grobowcu rodzinnym na cmentarzu parafialnym w Lututowie. Franciszka Taczanowska z d. Krzymuska zmarła dnia 21 III 1937 roku w m.  Kownaty w wieku 85 lat. Pochowana w Wilczynie  na cmentarzu parafialnym w grobowcu Krzymuskich i Taczanowskich.

 

 

 

Zygmunt i Franciszka Taczanowscy mieli troje dzieci:
– Kazimierz Feliks urodzony dnia 31 VIII 1886 – w Lututowie. 28 I 1913 roku bierze ślub z Ireną Aurelią Rudnicką h. Jastrzębiec 1892-1917). Zmarł 9 X 1952 roku w Warszawie w wieku 66 lat. Pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Matka Kazimierza, Franciszka Taczanowska z d. Krzymuska, majątek w Wilczynie przekazała synowi po śmierci męża, Zygmunta Taczanowskiego, sama zaś zamieszkała w pobliskim folwarku Kownaty.
– Joanna Teresa urodzona w roku 1885 w m. Lututów. W 1908 roku poślubiła Stefana Walewskiego z Walewic h. Pierzchała, syna Kazimierza Walewskiego i Stefanii z Dzierzbickich właścicieli Inczewa w pow. sieradzkim. Zmarła w roku 1941 w m. Wilków w wieku 56 lat.
-i najmłodsza Maria urodzona 8 XII 1888 roku w Lututowie, która dobra lututowskie (300 ha ziemi i ok. 600 ha lasów) wnosi w wianie Wojciechowi Kurnatowskiemu h. Łodzia. Ślub ma miejsce w roku 1919. Państwo Kurnatowscy zamieszkali w pałacu w Lututowie.
Maria Kurnatowska zmarła 3 XII 1966 roku w wieku 77 lat. Pochowana w Poznaniu na cmentarzu Junikowskim.

Skoncentrujmy się na dziedzicu Wojciechu Kurnatowskim h. Łodzia i jego małżonce Marii Kurnatowskiej z d. Taczanowska h. Jastrzębiec, ponieważ to oni od roku 1920 są prawowitymi właścicielami dóbr lututowskich.

Nie ma już naocznych świadków bytności w Lututowie właścicieli ziemskich Wojciecha i Marii Kurnatowskich. Pozostał jednak słowny i pisany przekaz. I choć właścicieli ziemskich od robotników dworskich dzieliła przepaść, to jednak Taczanowscy i Kurnatowscy dobrze zapisali się na kartach historii Lututowa.

Dwory były ośrodkiem szlacheckiej kultury i obyczaju, kultywowania tradycji rodowych, gospodarowania na roli  i walki o polskość. Dwór Taczanowskich, a później Kurnatowskich stał w centrum miejscowości, w bliskiej odległości od rynku, w otoczeniu drzew. Pałac otoczony był parkiem z cennym drzewostanem, ze stawami, pięknymi rabatami kwiatów i alejami, z lamusem potocznie zwanym spichlerzem z XVIII wieku, z drzwiami z wykutą datą 1792. W skład zespołu pałacowo – parkowego wliczały się również budynki folwarczne i gospodarcze.

Zespół pałacowo-parkowy Taczanowskich i Kurnatowskich w Lututowie od strony architektonicznej świetnie opisał współpracujący z nami architekt Pan Marek Zgadzaj w artykule na www.powiatowy.pl pod linkiem http://www.powiatowy.pl/2021/01/lututow-dawny-dwor-taczanowskich/

Autor stwierdza, że dwór Taczanowskich i Kurnatowskich należał do bardziej okazałych tamtego okresu. W tamtych czasach użylibyśmy określenia: „dom chędogi” polskiego szlachcica. Brak jest jednak historycznego opisu wnętrza, jak również opisu prowadzenia majątku przez Zygmunta Taczanowskiego. Więcej informacji możemy pozyskać o rezydencji dziedziców Kurnatowskich. Pozostaje nam na tym się skupić i chociaż tę cząstkę lututowskiej historii ocalić od zapomnienia. Dwór ten był  budynkiem zamieszkałym przez rodzinę szlachecką i w oddzielonych pomieszczeniach służbę. We dworze tętniło życie nie tylko towarzyskie ale przede wszystkim podejmowano decyzje związane z prowadzeniem majątku. Salon był ważną częścią domu. Tutaj przyjmowano gości, muzykowano, prowadzono rozmowy towarzyskie. Nie mniej ważnymi były inne pomieszczenia: pokój pana czyli gabinet, gdzie pan domu przyjmował administratora majątku, aby omówić zakończone roboty oraz wydać dyspozycje, pisać korespondencję, wypisywać rachunki czy czytać gazety, bowiem interesowały go sprawy gospodarcze, jak i polityczne. Ponadto: palarnia, biblioteka, sypialnie, garderoby, pokoje dziecinne, być może pokój dla guwernantki synów Antoniego i Stanisława pani Elżbiety Słubickiej – rodowitej warszawianki, a także mniejsze izby, ale równie ważne, jak chociażby: obszerna kuchnia dworska na najniższym poziomie, spiżarnia, kredens czyli pomieszczenie obok jadalni, sień, ganek.

 

Pan Słubicki był zarządcą majątku,  miał na imię Stefan,  urodzony w 1894 zmarł w 1944 r., a pani Elżbieta Słubicka urodzona w 1901 roku, zmarła w 1996 roku.

 

 

We dworze Kurnatowskich była elektryczność, a to za sprawą własnej elektrowni. Oświetlany był rynek i tzw. koszary, gdzie mieszkali ludzie, którzy pracowali w majątku. Z przekazu ludzkiego wiem, że powszechna wesołość panowała m.in. podczas Święta Wieńcowego na zakończenie żniw, czyli dożynek. Ostatnie ścięte kłosy zboża w formie wieńców czy bukietów zanoszono uroczyście z przyśpiewkami do dworu. Dziedzice wychodzili z dziećmi na ganek. Na czele barwnego pochodu szła przodownica z przodownikiem, którzy nieśli wieńce i chleb upieczony ze świeżej mąki, wręczali dziedzicowi. W podziękowaniu przodownica przypinała jaśnie panu wstążkę. Potem był poczęstunek, muzyka i tańce.

Aby dobrze zarządzać dworskim gospodarstwem potrzebne było zamiłowanie do pracy w rolnictwie. Zazwyczaj to dziedzic osobiście gospodarował w swym folwarku, ale w nadzorowaniu robót w polu i we dworze wyręczał się rządcami, karbowymi, polowymi. Z gospodarstwem folwarcznym związany był tak zwany przemysł dworski. Stanowiły go: młyn, wiatrak, elektrownia, gorzelnia, tartak, itp. Dwór funkcjonował na wielu płaszczyznach: kulturowej, oświatowej i gospodarczej. Tak to bywało we dworze Kurnatowskich.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, Lututów stał się gminnym ośrodkiem handlu i kultury.

Zbudowano elektrownię, którą nabył dziedzic Kurnatowski, w 1921 roku wybudowano remizę straży pożarnej. Piękna remiza stała się ośrodkiem spotkań kulturalnych. W miasteczku, bo chociaż Lututów był wsią mówiło się miasteczko, działały różnego rodzaju organizacje polityczne i społeczne: Oddział Związku Strzeleckiego, Lututowski Związek Rezerwistów, Stowarzyszenie Dobroczynne, w którym zrzeszeni byli Polacy, Żydzi i Niemcy Żydowskie Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe, Spółdzielnia Kredytowa, Spółdzielnia Spożywców „Jedność”, chór, teatr oraz wspomniana straż pożarna. Na podkreślenie zasługuje uczestnictwo w tych wszystkich organizacjach Marii i Wojciecha Kurnatowskich. Dziedzic pełnił funkcje reprezentacyjne, ale również popierał inicjatywy, sponsorował, dawał przykład.

 

 

 

 

Dziedziczka Kurnatowska wspierała oświatę, udzielała się publicznie, fundowała kapliczki, wspierała ochronki i szkoły, organizowała zajęcia nauki modlitw i pieśni religijnych, w swoim dworze prowadziła kursy gotowania, szycia, robótek ręcznych, co utrwalono na fotografiach. Maria Kurnatowska była filigranową, piękną kobietą. Miała dobre serce i wrażliwość na krzywdę ludzką.
Zaś dziedzic Wojciech Kurnatowski zapisał się w pamięci, jako dobry gospodarz, człowiek sprawiedliwy, miał poważanie. Jako lekarz troszczył się o zdrowie mieszkańców Lututowa i swoich pracowników, dbał o nich i szanował. Był człowiekiem wykształconym, kulturalnym. Jego stangret Matyszczak wspominał go, jako dobrego i wyrozumiałego pana. Rodzina Jana Mielczarka posiada wspomnienia z tego okresu. Jan był polowym, pilnował robót na polu a jesienią i zimą ogromnych kopców ziemniaków, które ciągnęły się aż pod Popielinę. Któreś nocy nadjechała banda zbirów z bronią i kazali się wynosić Janowi, jeśli mu życie miłe. Jan Mielczarek natychmiast udał się do dziedzica, i chociaż był to środek nocy poprosił, aby go obudzono, po czym opowiedział zajście. Dziedzic Kurnatowski powiedział: „Janie, masz żonę i dzieci, a dwór dworem był i dworem będzie”. Nie wiedząc, że Jan powiadomił dziedzica zawistni ludzie zacierali ręce. „Teraz go puści z torbami”. Jakież było zdziwienie, gdy do tego nie doszło. Kolejna historia z rodziny Mielczarków dotyczy jego córki. Po śmierci ojca, w rodzinie zapanowała bieda. Bez pozwolenia jedna z córek poszła na dziedzicowe pole i ukopała trochę kartofli. Ci sami zawistni ludzie, co myśleli, że za marmoladę zostanie wywieziona do Oświęcimia czekali z niecierpliwością na karę dziedzica. I znowuż, jakie to było zdziwienie, kiedy dziedzic Kurnatowski powiedział „Dziecko, więcej tak nie rób”. Po czym podarował rodzinie trzy długie raje kartofli. Te przykłady świadczą o mądrości życiowej i dobroci dziedzica Wojciecha Kurnatowskiego. Wspomnieć jeszcze należy o bezpłatnym leczeniu swoich ludzi.

Majątek dobrze prosperował.

W oborach stały mleczne krowy, chlewnie i owczarnie były pełne, a w stajniach stało kilkanaście koni: pod bryczkę i do pracy w polu. Wiosną bielusieńko zakwitał sad, a jesienią warzywniak był pełen dorodnych warzyw, które przechowywano w spiżarni.
Dla rodzin robotników dziedzic udostępnił czworaki, pozwalał nawet trzymać po jednej krowie, aby dzieci miały mleko. Rządcą majątku był pan Słubicki, jeździł na ogierze Birbancie. Polowym, który pilnował pracy ludzi na polu był Ignacy Bogusławski, który mieszkał na Łękach u Krzysztoporskich.

 

 

Dziedzic Kurnatowski był to wysoki, postawny mężczyzna, chodził zawsze w kapeluszu, w ręku trzymał laskę, zawsze miał przy sobie w metalowej puszce drobne cukierki, którymi częstował dzieci. Na jego widok z daleka pędziła gromadka umorusanych dzieciaków. Maria i Wojciech Kurnatowscy mieli dwóch synów: Antoniego (ur. 1920) i Stanisława (ur. 1929). Antoni został lekarzem, jak ojciec, Stanisław natomiast archeologiem. Po latach (lata 80. XX w.) prawdopodobnie  Stanisława widziano opartego na poręczy mostku przy strudze w pobliżu lasu lututowskiego „Koziołek”, kiedy z sentymentem patrzył na ziemie, które przed nacjonalizacją należały do jego rodziny.

,,Salus Rei Publicae –  dobro Rzeczypospolitej niech będzie najwyższym …”Taczanowscy i Kurnatowscy, zapisali się jako wybitni patrioci, miłujący tej Ojczyzny synowie i obrońcy polskości, zarówno w czasie powstania styczniowego jak i I i II wojny światowej. Miłość do ojczyzny uznawano za powinność. Kurnatowscy to szlachta rdzenna, nosząca nazwiska od nazw wielkopolskich miejscowości. Rodowym gniazdem rycerskiej familii Kurnatowskich była wieś Kurnatowice koło Kwilcza w Wielkopolsce. „Teodor Żychliński, autor Złotej księgi szlachty polskiej, w 1884 r. pisał o Kurnatowskich: „Ród to starożytny, w Wielkopolsce szeroko po dziś dzień rozrodzony. Używa herbu Łodzia i pisze się z Bytynia, włości, która na początku XV stulecia należała do posiadłości Nałęczów” (Ż y c h l i ń s k i 1884, s. 212). […] ród Kurnatowskich tak jest dzisiaj licznie rozrodzony i na wsze strony rozstrzelony, iż członkowie jednéj gałęzi nie tylko o innych gałęziach nie wiedzą, ale i o odnogach własnych żadnych prawie dokładnych wiadomości nie mają, co przedstawia smutny obraz naszych teraźniejszych familijnych stosunków i lekceważenia tego, co u ojców naszych było w takim poszanowaniu! (Ż y c h l i ń s k i 1884, s. 220)”. Wojciech Kurnatowski był potomkiem najmłodszej gałęzi Kurnatowskich herbu Łodzia, tj. brudzewsko – roszkowskiej. Jej założycielem był Dobrogost, właściciel majątku Orzeszkowo i Kurnatowice w Wielkopolsce.

Linia lututowska Kurnatowskich h. Łodzia
Wojciech Kurnatowski z Kurnatowic h. Łodzia urodził 16 grudnia 1889 r. we wsi Radolina w dzisiejszym woj. wielkopolskim, w pow. konińskim, w gminie Golina. W latach 1899-1907 uczęszczał do Zakładu Naukowo-Wychowawczego Ojców Jezuitów w Chyrowie koło Lwowa. Maturę zdał z wyróżnieniem. Studia medyczne odbył w Krakowie. Dyplom lekarski uzyskał w roku 1914. Od 1917 roku praktykował w Młodojewie, w woj. wielkopolskim, w pow. słupeckim. Służył w Pułku Ułanów Poznańskich – oddział kawalerii Armii Wielkopolskiej. Nazwa obowiązywała od 5 sierpnia 1920 roku. Wcześniej, w okresie wojny polsko-bolszewickiej znany jako 1. Pułk Ułanów Wielkopolskich.

Był członkiem Związku Hodowców Koni Województwa Łódzkiego. Według życiorysu Wojciecha Kurnatowskiego, znajdującego się w zbiorach rodziny, Kurnatowscy zostali wysiedleni z Lututowa 22 października 1940 roku. Wojciech Kurnatowski zmarł 6 marca 1954 roku. Pochowany został w rodzinnym grobowcu na cmentarzu junikowskim w Poznaniu.

Ojciec Stanisław Kurnatowski z Kurnatowic h. Łodzia urodzony 15 XI 1856 – w Brzezinach. Zmarł 1 I 1939, w wieku 82 lat. Matka Konstancja Swinarska z Wybranowa h. Poraj urodzona 7 VII 1865  w m. Radzyny, pow. Szamotuły. Zmarła dnia 10 I 1939 w Poznaniu w wieku 73 lat. Dziadkowie: Roman Kurnatowski z Kurnatowic h. Łodzia 1819-1878 i Władysława Wilson-Waldgon de Eastbourne 1834-18940. Ślub Romana Kurnatowskiego i Władysławy Waldgon odbył się ok. 1850 r.

Roman Kurnatowski h. Łodzia był powstańcem 1863 roku, natomiast jego syn Stanisław za działalność patriotyczną osadzony był w warszawskiej Cytadeli. Zaś syn Stanisława Wojciech Kurnatowski o czym wspomniałam powyżej był lekarzem w 15. Pułku Ułanów gen. Władysława Andersa. Ojciec Wojciecha Kurnatowskiego Stanisław Kurnatowski przyjechał do Poznania 3 sierpnia 1919 roku. Najpierw mieszkał przy ul. Teatralnej 7, następnie w październiku przeniósł się na Górną Wildę 24. W księdze adresowej m. Poznania z 1923 r. występuje jako właściciel tego domu
,, Spośród członków dalszej rodziny wspomnieć trzeba Apolinarego Stefana Kurnatowskiego z Chalina, powstańca 1831 i 1848 r. (K i e n i e w i c z 1971, s. 242-243); Stanisława Kurnatowskiego z Pożarowa, syna Zygmunta i Anny ze Stommów, posła w poznańskim sejmie prowincjonalnym i jego wicemarszałka, w 1863 r. – uczestnika konspiracji, za co został uwięziony w poznańskiej Cytadeli na Winiarach, później osadzono go w pruskim więzieniu w Berlinie (G a l o s 1971, s. 245-246); Zygmunta Aleksandra Kurnatowskiego (1778-1858) z linii pożarowskiej, generała Wojska Polskiego, członka Rady Stanu i Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego, uczestnika powstania poznańskiego 1806 r. roku i kampanii 1812 roku, od roku 1828 adiutanta cara Mikołaja I, w 1830 r. opowiedział się jednak po stronie księcia Konstantego, przechodząc tym samym na stronę Rosji (Ł e p k o w s k i 1971, s. 247-249). Natomiast Zygmunt Ignacy Kurnatowski (1858-1936), syn Stanisława i Eleonory z Potworowskich, jako jedyny w rodzie otrzymał od papieża Leona XIII dziedziczny na zasadzie primogenitury tytuł hrabiego rzymskiego (L e i t g e b e r 1981, s. 395; K w i l e c k i 2010, s. 21),,.

Przodkiem Wojciecha Kurnatowskiego był Jerzy Kurnatowski 1746-1807, piszący się „z Bytynia”- oficer Wojska Polskiego w randze kapitana. Poślubił Wiktoryę Mojaczewską 1759-1825 herbu Poraj. Z małżeństwa tego urodziła się córka Aniela urodzona w roku 1802. Zmarła w roku 1849 w wiek: 47 lat. W 1820 roku wyszła za Henryka Kajetana Unruga herbu własnego. Urodzony w roku 1791. Zmarł w roku 1849 w wieku 58 lat. Według WGM mieli pięciu synów: Kazimierz (zmarły bezpotomnie), Jan, Ludwik, Wiktor Adam i Stanisław. Dlaczego poświęciłam uwagę Henrykowi Kajetanowi Unrugowi i jego małżonce Anieli z Kurnatowskich, już wyjaśniam.

W artykule Marka Zgadzaja ,,Lututów, akta parafii – księga zmarłych, 3 wpisy poległych powstańców w bitwie pod Lututowem w 1863 roku” opublikowanego 9 sierpnia 2020 roku na portalu www.powiatowy.pl czytamy: „Inspiracją powstania tego artykułu była rozmowa z ks. Piotrem Szkudlarkiem, osobą niesamowitej wiedzy. W pewnym momencie ks. Piotr w przekazie własnej myśli wypowiada:
„Na odwagę zdobył się proboszcz, który do księgi zmarłych wpisał 3 powstańców poległych w bitwie pod Lututowem (15.06.1863). Piękne kaligraficzne pismo. Mowa jest, że służący z Ostrowa Kowalski przybył na plebanię wespół z mieszkańcem wsi Piaski. I tu ta ciekawostka – nazwisko nie do odczytania (!) Czy faktycznie przybył ktoś z Ostrowa? Ciekawe też, że nie dopisano tych zmarłych do roku 1863! Tak winno być, skoro są to dokumenty, ale byłby problem, gdyby przy kontroli urzędnik carski dopatrzył się, że wśród zmarłych w 1863 zapisano tych, którzy winni być wymazani z pamięci (?) Być może akty spisano na prośbę miejscowego dworu(?)-wszak Unrugowie-spolszczony niemiecki ród szlachecki -był spokrewniony z zacnymi polskimi rodami.

Prof. Stanisław Kurnatowski wspomniał mi, że jego ojciec nie inaczej mówił, jak o kuzynie, który spoczywa w mogile w lesie. Z dzieciństwa prof. Kurnatowski pamiętał, że była to zadbana mogiła z tabliczkami mówiącymi o tych, którzy tam spoczywają… Na końcu z zasłużonej dla polski niemieckiej linii Unrugów zapisano Zygmunta, ale jako OTTOMAR VON UNRUCH l.40. Jak zapisano Zygmunta w akcie chrztu? Niestety w czasie II wojny mogiłę z Powstańcami zrównali z ziemią Niemcy i do tej pory nie udało się jej zlokalizowa”.

Ze wspomnień Prof. Stanisława Kurnatowskiego możemy się dowiedzieć „Stanisław z Bytynia Kurnatowski, ożeniony z Emilią z Unrugów, miał kilka córek i jednego syna – Romana, pradziadka Profesora Stanisława Kurnatowskiego, który, podobnie jak następne pokolenia, jest bohaterem przytoczonych niżej wspomnień, w których Profesor podaje obszerne i ciekawe informacje o przodkach zarówno ze strony ojca, jak i matki. Kurnatowscy herbu Łodzia, z linii Profesora, byli skoligaceni (w różnym stopniu powinowactwa) z wieloma zasłużonymi rodami szlacheckimi, m.in. z: Jarochowskimi herbu Przerowa, Taczanowskimi herbu Jastrzębiec, Swinarskimi herbu Poraj, Trąmpczyńskimi herbu Topór, Krzymuskimi herbu Radwan, Mielęckimi herbu Ciołek, Mojaczewskimi herbu Poraj, Unrugami herbu własnego, Koszutskimi herbu Leszczyc, Walewskimi herbu Pierzchała, z Waldgonami (linia barona Seweryna Waldgon de Eastbourne)”.

Koligacje rodzinne Profesora Stanisława Kurnatowskiego

Pradziadek Roman brał udział w powstaniu 1863 roku, po którym stracił wszystko i musiał uciekać za granicę. Wraz z żoną i synem wyjechali do Francji. W roku 1870 dziadek Roman przepadł bez wieści w Paryżu, zginął gdzieś podczas tej całej zawieruchy i prababka została z dziadkiem Stanisławem sama. Moją prababką była Władysława Waldgon, z pochodzenia Irlandka. Była niesłychanie dzielna, gdyż samotnie utrzymywała, wychowała i wykształciła syna. Rodzice opowiadali mi, że w tym czasie bardzo jej pomagali krewni – Dygatowie, którzy byli lepiej sytuowani. Dziadków Kurnatowskich – Stanisława i Konstancję – troszeczkę pamiętam, tym bardziej, że jeździłem do nich do Poznania.

Moja babka Konstancja z domu Swinarska była jednocześnie moją chrzestną matką. W związku z tym przygotowywała dla mnie przyszłą wyprawę. Ubrania, a także inne specjały, w tym pomarańcze, jakieś inne historie, wielkimi skrzyniami przychodziły z Poznania. Pamiętam, że były to towary od Rotnickiego. Rotnicki prowadził delikatesy, w których były także wyroby mięsne. Gdy byliśmy z wizytą, babka Konstancja przyjmowała nas w pensjonacie Otolii Uderskiej na Mielżyńskiego, a potem na Rzeczypospolitej. Mój ojciec był jej ukochanym synem. W pensjonacie odwiedzało ją wiele osób. Nie powiem teraz, na którym piętrze on się mieścił.

Po pierwszej wojnie światowej dziadek Kurnatowski oddał swój majątek [Młodojewo], a właściwie to był majątek jego żony Konstancji Swinarskiej, który wniosła w wianie synowi Wojciechowi za jakąś sumę. […] Dziadkowie przenieśli się do Poznania. Nie chcieli zakładać i prowadzić własnego mieszkania, choć kupili w Poznaniu kamienicę, tylko skorzystali z tego, że ich krewna prowadziła pensjonat w budynku PTPN-u, i w nim zamieszkali. […] Pamiętam, że w pensjonacie na Rzeczypospolitej mieli dwa lub trzy pokoje dla siebie. Kamienicą zajmowała się siostra mojej prababki, Maria Paszewska z d. Taczanowska. Gdy przyjeżdżaliśmy do dziadków, to terroryzowałem babkę [śmiech]. Uwielbiałem jazdę tramwajem. W Lututowie, gdzie mieszkałem z rodzicami, takich atrakcji nie było. W związku z tym babka jeździła ze mną tramwajem od końca do końca. I tak przez pół dnia. Konduktorzy ją już znali i zawsze jej mówili: „niech się pani nie szkoduje” – i babka za przejazd nie płaciła. Drugą wielką atrakcją, jak przyjeżdżałem do Poznania, była zawsze defilada na 3 maja i chyba na 11 listopada. Wtedy w Poznaniu odbywały się parady wojskowe, ale nie tylko. Trzeciego maja odbywała się główna defilada. Trybuna honorowa stała przed Pomnikiem Wdzięczności, a moja babka miała jakieś znajomości i zawsze mieliśmy miejsca na balkonie, nad wejściem do obecnej Filharmonii, no więc znakomite. Pamiętam, że dla mnie była to niesłychana frajda. Prezentowała się oczywiście kawaleria, „tańczące” konie, wszystko ładnie, pięknie wyglądało. Jeśli chodzi o działalność dziadka Stanisława, to wiele nie pamiętam.

Dziadek studiował medycynę w Paryżu, na Sorbonie. Wówczas specjalności chyba nie było, ale szykował się na chirurga. Chciał się specjalizować w Berlinie, a potem u doktora, zapomniałem w tej chwili nazwiska, to był Anglik. Jak kończył Sorbonę, to w carstwie rosyjskim obowiązywała już amnestia po powstaniu styczniowym. Mógł więc wrócić do kraju. Aby nostryfikować swój dyplom w cesarstwie rosyjskim, pojechał do Rygi, tam nawiązał kontakt z Kołem Polskim, między innymi z Weyssenhoffem; coś tam zaczęli urządzać przeciwko władzy i w wyniku tego dziadek trafił do warszawskiej Cytadeli. Miał szczęście i po kilku miesiącach został zwolniony, wyjechał w słupeckie. Tam poznał swoją przyszłą żonę i niebawem wzięli ślub. Jeszcze raz był zagrożony w 1905 roku, bo był to okres buntów, a dziadek był narodowcem. Znał generała gubernatora kaliskiego, który go ostrzegł przed aresztowaniem. Czmychnął więc przez granicę, bo była blisko, i pojechał do Lwowa. Tam spędził rok czy nawet dwa lata, dokładnie nie wiem. W tym czasie pisał do gazet narodowych i pracował. Jak się już uspokoiło, wrócił. Do końca życia pozostał narodowcem. W Poznaniu należał do jakiegoś klubu […] chyba Myśliwski się nazywał. Chodził do niego, bo odbywały się tam dyskusje polityczne, a on to bardzo lubił.

Natomiast mój ojciec trzymał się z daleka od polityki. Jedyne polityczne obowiązki, jakie spełniał, to była funkcja przewodniczącego komisji wyborczej w Lututowie. […] Mój ojciec Wojciech ukończył gimnazjum w Chyrowie, a potem studia medyczne… Do gimnazjum w Chyrowie, jako młody dzieciak był oddany również brat mego ojca, Stanisław Stefan, ale zmarł młodo. I wojnę światową ojciec spędził w Słupcy, czyli w okolicy Młodojewa, w majątku dziadków Swinarskich.

Na początku 1919 roku wziął ślub z moją matką Marią Taczanowską. Rodzice byli zeswatani. […] Zaraz po ślubie ojciec poszedł do wojska, był lekarzem w 15. Pułku Ułanów u generała Andersa, który był wówczas pułkownikiem. Całą wojnę bolszewicką przeżył w tym pułku. Wrócił chyba dopiero w 21. roku i wtedy dziadkowie Taczanowscy oddali mu swój majątek Lututów. Moja matka wniosła go w posagu. Gleby były tam znacznie gorsze niż w Młodojewie, ale za to lasy były bardzo ładne. Ojciec miał wtedy tyle pracy w obu majątkach, że zrezygnował z praktyki lekarskiej. Ojciec hodował konie i w Młodojewie, i w Lututowie, ale głównie w Młodojewie, bo były tam ładne łąki. Na Młodojewie gospodarował w zastępstwie ojca pan Zarzycki, bardzo porządny i zdolny administrator. Konie były pasją ojca, ale ciekawe, bo nie jeździł konno, był dość otyły i to było chyba powodem. Jeździł tylko, jak był w zastępie ułanów. Był znanym hodowcą. Miał sukcesy, otrzymał kilka nagród, między innymi w Lublinie. […] Dopiero pod koniec II wojny światowej ojciec zaczął z powrotem praktykować w klinice w Radomsku, jako lekarz.

Po wojnie, jak przyjechał do Poznania, dostał posadę lekarza rejonowego ubezpieczalni na Starołęce. To był duży rejon i mnóstwo chorych. […] Przepracował się i w 54 roku umarł, jeszcze nie doszedł do emerytury. Serce nie wytrzymało. Moja matka umarła w 66 roku, już po naszym ślubie, u swojej siostrzenicy. […] Moimi prapradziadkami ze strony matki byli Cyprian Jarochowski i Konstancja Trąmpczyńska. Mieli kilkoro dzieci, synów i córki. Ich syn Kazimierz, współtwórca PTPN-u i członek AU, ożenił się z Marią Koszutską, córka Otolia wyszła za Karpińskiego, a Waleria za Swinarskiego – mojego pradziadka. […]Leon , pradziadek ze strony matki] kupił Lututów w 1848 roku. Przedtem majątek należał do Biernackich. Tego słynnego Biernackiego, który zakładał pierwszą oświatę rolniczą […]. Tam zastało go powstanie styczniowe. Leon nie brał udziału w powstaniu, jego syn a mój dziadek Zygmunt był łącznikiem między terenem a lasem. Władze carskie nie dowiedziały się, że był powstańcem, dzięki temu nie stracił majątku i na zsyłkę nie poszedł. A nawet potem, w późniejszych latach XIX wieku, był sędzią pokoju w Lututowie.

Sędzia pokoju, tak mi rodzice mówili, to był jedyny dla Polaków dostępny wówczas urząd w gminach. Urzędy te bardzo sprawnie działały. Dziadek Zygmunt Taczanowski ożenił się z Franciszką Krzymuską z Wilczyna. Z kolei ojciec Franciszki Krzymuskiej był oficerem Królestwa Kongresowego. Do dzisiaj w naszym mieszkaniu zachowało się biurko, przy którym gospodarował. I tu wspomnę pewną anegdotę, jak wyglądało to gospodarowanie. Teraz to biurko żona zagospodarowała i ma dużo miejsca. Ale wtedy dziadek miał jedną szufladę, do której wkładał pieniądze i wyjmował. Każdego roku na sylwestra przeliczał je i to, co w szufladzie zostało, to był dochód. Bez księgowości, bez niczego. Majątek prowadził bardzo dobrze, bo rodzina dobrze stała. Po ojcu zmysł gospodarczy przejęła jego najmłodsza córka. Ona odziedziczyła ten klucz. Dziadek wiedział, że go utrzyma. Po przejęciu przez córkę majątku dziadkowie Taczanowscy przenieśli się do Wilczyna koło Klecina – bliżej Kujaw.

Dziadek bardzo tęsknił za Lututowem. Nadal był sędzią pokoju i jeździł po 100 kilometrów piachami, żeby na sesje sądu dojechać. Zmarł jeszcze przed I wojną światową, natomiast babka umarła dopiero w 1937 roku. Dziadkowie Taczanowscy mieli trójkę dzieci. Najmłodsza była moja matka – Maria. Najstarsza była jej siostra Joanna, która wyszła za Walewskiego, a środkowy był Kazimierz Taczanowski, który został przy majątku w Wilczynie. Wuj Kazimierz przeżył tragedię w 1939 roku. […] Kazimierz zmarł po wojnie i nigdy już nie chciał Wilczyny odwiedzić. […] Jak zaczynała się wojna, miałem ledwo dziesięć lat. Jak się zbliżał front, moi rodzice wyjechali ze mną i z moim bratem Antonim do Wilkowa między Kazimierzem nad Wisłą a Puławami, gdyż tam mieliśmy znajomych. Czuliśmy się znacznie lepiej i bezpiecznej, bo to była taka „sąsiedzka okolica”. Jakieś pół roku potem wuj Adam Paszewski konikami z platforemką przyjechał do nas, bo również uciekał przed frontem. Pamiętam, jak mówił, że nie myślał, iż Hitler będzie taki głupi, aby bić się do końca, i wcześniej skapituluje.

Stanisław Kurnatowski (5.08.1929-11.01.2015) podczas wojny uczył się na kompletach, dochodząc do III klasy gimnazjalnej. W 1944 r. pełnił służbę łącznika AK, przenosząc między placówkami terenowymi a oddziałami leśnymi (w jednym z nich był jego starszy brat, Antoni) meldunki i drobne przesyłki. Po zakończeniu wojny, w 1945 r. rodzina musiała opuścić odebrany im Lututów. Został przyjęty do IV klasy Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu, gdzie w 1948 r. zdał maturę. W tymże roku rozpoczął studia archeologiczno-prehistoryczne w Uniwersytecie Poznańskim pod kierunkiem prof. Józefa Kostrzewskiego, a ukończył je w 1952 r. pod kierunkiem prof. Witolda Hensla.
Antoni Kurnatowski (2.04.1920-9.02.1997), lekarz laryngolog. Ukończył Zakład w Chyrowie (matura 1939). W styczniu 1945 r. wstąpił do AK Okręgu Radomsko-Kieleckiego (pseud. „Grzyb”). Po wojnie studiował medycynę na Uniwersytecie Poznańskim, a następnie w Szczecinie. Od 1958 r. pracował w Stargardzie Szczecińskim w placówce Służby Zdrowia. Jego żona Romana Danuta z d. Sołtys również była lekarzem. Obydwoje pochowani na cmentarzu w Stargardzie Szczecińskim. Potomkami Antoniego są: córka Halina (s. Sebastian i Maciej) oraz syn Wojciech (ż. Urszula z d. Bronisz, bliźnięta Magdalena Romana i Michał Antoni).

„Gospodarze, niezwykle skromni i ciepli, jednocześnie otwarci na kontakty z innymi, przyjęli nas bardzo życzliwie”.
Wspomnień Prof. dr hab. Stanisława Kurnatowskegoi wysłuchały w czerwcu 2013 r. w skromnym mieszkaniu Profesora i Jego Małżonki, Profesor Zofii Hilczer-Kurnatowskiej, na jednym z poznańskich osiedli: Dobrosława Gucia i Alicja Pihan-Kijasowa Zaprezentowane zdjęcia pochodzą ze zbiorów Wojciecha Kurnatowskiego.

Od autora: Opowiadamy historie lokalnie.
Dziękuję za przeczytanie artykułu. Mam nadzieję, że przypadł Państwu do gustu. Oby odkrywanie historii Lututowa dało Państwu tyle radości, co autorce powyższego tekstu. Chciałabym podkreślić, że temat nie uważam za wyczerpany. Zwracam się do wszystkich osób z uprzejmą prośbą o kontakt, przysyłanie informacji, opowieści rodzinnych, fotografii, aby w przyszłości tę historię móc rozbudować, podobnie, jak inne historie z naszych okolic.

Z pozdrowieniami
Anna Świegot
mail: naczelny@powiatowy.pl

W artykule korzystałam z następujących źródeł:
1. „Gaj Liści Palmowych Dla Erudytów” Jerzy Maciejewski
2. „Nad Prosną i Niesobią” Jerzy Maciejewski
3. „Lututów – dawny dwór Taczanowskich” Marek Zgadzaj
4. „Lututów, akta parafii – księga zmarłych, 3 wpisy poległych powstańców w bitwie pod Lututowem w 1863 roku” Marek Zgadzaj
5. Wielka Genealogia Minakowskiego
6. „Koligacje Rodzinne Profesora Stanisława Kurnatowskiego The family relations of prof. Stanisław Kurnatowski” Dobrosława Gucia, Alicja  Pihan -Kijasowa, Jakub Wojtczak. Z publikacji tej pochodzą zdjęcia ze zbiorów Wojciecha Kurnatowskiego.
7. Przekaz słowny użyczony
8. zdjęcia ze zbiorów nieznanych

9. Piosenkę ,,Kursitki…,, śpiewa moja siostra Maryla. Słowa tej piosenki spisała od naszej Mamy. Piosenkę tę śpiewano na kursach u dziedziczki Marii Kurnatowskiej

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments