Izabella Jagiellonka to postać, która w polskiej pamięci historycznej często ląduje w przypisach, zaraz pod wielkim cieniem swojej matki, Bony Sforzy. A przecież jej życie to gotowy scenariusz na serial, w którym „Gra o Tron” spotyka się z dylematami współczesnej dyplomacji.
Gdyby Izabella żyła dzisiaj, prawdopodobnie byłaby tą osobą, która w środku największego kryzysu korporacyjnego zachowuje lodowaty spokój, poprawia nienaganną fryzurę i wychodzi z negocjacji z najlepszym możliwym kontraktem. Tylko że jej „korporacją” były Węgry, a negocjatorami – najpotężniejsi gracze ówczesnego świata: Sulejman Wspaniały i Habsburgowie.
Wyobraźmy sobie tę sytuację: młoda wdowa, niemowlę na ręku i królestwo, które rozpadło się na kawałki niemal w chwili śmierci jej męża, Jana Zapolyi. Izabella nie miała luksusu żałoby. Musiała stać się politykiem w pełnym tego słowa znaczeniu.
Często zarzuca się jej, że „oddała” Węgry Sulejmanowi, ale spójrzmy prawdzie w oczy… Czy miała inne wyjście? Polska, rządzona przez jej brata Zygmunta Augusta, wysyłała głównie „wyrazy głębokiego zaniepokojenia”, a Habsburgowie tylko czekali, by wchłonąć Siedmiogród. Izabella wybrała przetrwanie. Była mistrzynią lawirowania. Wiedziała, kiedy uśmiechnąć się do sułtana, a kiedy postawić twarde warunki cesarzowi.
W jej żyłach płynęła wybuchowa mieszanka: włoski temperament i upór Jagiellonów. To właśnie ona, jako jedna z nielicznych kobiet tamtej epoki, odważyła się głośno domagać swoich praw, nie godząc się na rolę potulnej marionetki w rękach męskich krewnych.
Jej słynne hasło Sic fata volunt („Tak chcą losy”), które wyryła na murach zamku w Budzie przed jego opuszczeniem, nie było aktem kapitulacji. To była deklaracja godności. Izabella zrozumiała coś, czego wielu władców przed nią i po niej nie pojęło: że władza to nie tylko korona, ale przede wszystkim odpowiedzialność za zachowanie dziedzictwa dla następnego pokolenia.
Izabella Jagiellonka przypomina nam, że historia to nie tylko daty bitew, ale przede wszystkim historia charakterów. Była kobietą, która w męskim świecie wywalczyła dla swojego syna tron, a dla siebie miejsce w panteonie najbardziej niezwykłych Polek na obczyźnie.
Może czas przestać nazywać ją „córką Bony” i zacząć mówić o niej jako o Izabelli, która ocaliła Siedmiogród?
















