Była to ostatnia i jedna z największych w Polsce akcja Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wzięło w niej udział blisko 500 uzbrojonych banderowców.
Mimo zakończenia II wojny światowej Dynowszczyzna i wioski leżące za Sanem, wcale nie czuły się bezpiecznie. Napadanie, palone, niszczone, mordowani mieszkańcy. Strachvkaxdej nocy zaglądał do wielu wsi.
Wszystko zaczęło się o wiele wcześniej, w 1943 roku i daleko stąd, na Wołyniu! Konflikt między narodowościami przybierał na siłe i zbliżał na te tereny. Powracali wcześniej wysiedleni mieszkańcy, niestety już nie całymi rodzinami a niektóre rodziny nie wróciły wcale. Coraz głośniej mówiono o tym, co działo się z Polakami na Wołyniu. Ponadto nienawiść wlała się w serca mieszkańców, a wiele okolicznych wsi zamieszkanych było przez Ukraińców, wspierających ukraińskie bandy.
Kiedy rozsformowano oddziały Armii Krajowej w miasteczku tworzy się Samoobrona, podobnie w wielu okolicznych wsiach. Każdej nocy, liczne uzbrojone patrole pilnują miasta. Jej komendantem zostaje Leonard Chudzikiewicz zaś jego zastępcą Bronisław Gąsecki, obaj to byli żołnierze AK. Samoobrona przemianowana później decyzją władz na ORMO liczy kilkuset a każdej nocy na patrolaj było około 60 osób.
Miasteczko atakuje przemyski kureń UPA wzmocniony siłami nadrejonu Chołodny Jar. Ich głównym celem jest zaopatrzenie ukraińskich oddziałów przed zbliżającą się zimą. Ukraińcy chcieli zaopatrzyć się w leki, pieniądze, towary z miejscowych sklepów. Ponadto chodziło jeszcze o jeden cel. Bandy UPA chciały pokazać swoją siłę i zastraszyć polskie społeczeństwo tych terenów. Szacuje się, iż akcja UPA na tym terenie, była jedną z największych w Polsce.
Godz. 21.30 noc 16.11.1946 roku. Z raportu szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Brzozowie dowiedujemy się, iż Dynów atakuje banda w siłę około 400 ludzi, która jest uzbrojona w rkm-y, karabiny maszynowe, karabiny i granaty ręczne. Część banderowców dla zmylenia była po cywilnemu a część przebrana w polskie mundury. Banderowcy uszkadzają linie telefoniczne łączące miasto z Brzozowem, Sanokiem i Przemysłem. Ponadto liczbę siły UPA zabezpieczają drogi prowadzące do miasta, skąd mogłaby nadejść pomoc.
Do Dynowa wkraczają trzy oddziały a każdy z nich ma inne zadanie do wykonania. W jednej z grup są lekarze i farmaceuta, którzy atakują i włamują do apteki Kazimierza Baranieckiego. Ich celem są leki, środki medyczne, opatrunkowe, uśmierzające ból. Inne grupy banderowskie zajęły się rabunkiem potrzebnych rzeczy w Spółdzielni Rolno – Handlowej, prywatnych sklepach i zakładach Tarnawskieho, Kędzierskiego, Buczkowskiego, Stankiewicza, Kędzierskiej, Węgrzyn, Majdy. Straty oszacowano na ponad 3 miliony złotych. By zdezorientować wszystkich przedstawili się jako Wojsko Polskie. Mówili po polsku, i po polsku wydawali komendy.
Kiedy zostali rozpoznani wywiązała się strzelanina. Kolejna z band atakuje posterunek MO po opuszczeniu go przez milicjantów, którzy udają się w miejsca odgłosów wymiany ognia. Na posterunku pozostaje jedynie dyżurny, który bronił się do momentu gdy zabrakło mu amunicji. Wtedy skrył się na strychu. Napastnicy pociskami uszkodzili wejście i wdarli się do środka. Zrabowali umundurowania, pościel, obuwie, prowiant, po czym dokonali zniszczenia sprzętów i dokumentów a następnie dołączyli do grup rabujących miasto.
Do podejmujących i broniących się mieszkańców miasta banderowcy strzelają. Ginie Jan Sikora, Domin Stanisław, Bułdys Władysław. Ranni to Domin Jan, Drozd Agata, Cymbalista Mieczysław.
Z oddziałów Samoobrony zabity zostaje Rakowski Józef ugodzony rykoszetem kulą w brzuch umiera po kilku minutach, Ulaniecki Antoni trafiony ośmioma pociskami w brzuch, nogi i tękę umiera od rana, ranni zostają Tymowicz Stanisław trafiony kulą dum-dum w nogi co spowodowało roztrzaskanie kości, ponadto zostaje kilkukrotnie ugodzony bagnetem, przewieziony do szpitala w Rzeszowie, 27 lutego zabrany przez rodzinę do Dynowa umiera następnego dnia, ranny zostaje także Toczek Karol. Po północy bandy UPA wycofują się z miasta. Zabierają zdobyczną broń. Tylko dzięki obronie nie było więcej ofiar i nie dopuszczono do rabowania kolejnych sklepów.
Ukraińcy w swych dokumentach podają, iż po pierwszych strzałach całą MO i Samoobrona (ORMO) zaczęli uciekać. Podają również, iż w wyniku akcji jeden z banderowców zginął a dwóch zostało rannych. Natomiast znalezione rankiem następnego dnia po napadzie liczne ślady krwi mogą wskazywać, iż straty UPA były większe od podawanych. Według Ukraińców zastrzelono 9 osób co również jest nieprawdą.
Zabitych członków Samoobrony upamiętniono na tablicy im poświęconej która widnieje na budynku urzędu miasta Dynowa.
Zdjęcia z pogrzebu członków Samoobrony zbiory własne.



















