Nie wolno nam zapomnieć


1 września przed pomnikiem „W hołdzie bestialsko pomordowanym przez Wehrmacht w dniach 1-2 września 1939 roku w Mikorzynie, Torzeńcu i Wyszanowie” odbyły się uroczystości upamiętniające 72 rocznicę wybuchu II wojny światowej.

Mieszkańcy Wyszanowa i okolic, rodziny pomordowanych w pierwszych dniach września 1939 roku, młodzież i dzieci ze szkół wraz z dyrekcją i gronem nauczycielskim, samorządowcy, kombatanci delegacje urzędów, instytucji i placówek oświatowo – kulturalnych z terenu Wieruszowa zgromadzili się 1 września przed pomnikiem w Wyszanowie, by oddać hołd ofiarom II wojny światowej i pomordowanym mieszkańcom Wyszanowa, Torzeńca i Mikorzyna. Delegacje złożyły wiązanki kwiatów. Wartę przy pomniku pełnili żołnierze Batalionów Obrony Narodowej.

„Przez północną część powiatu szły oddziały Wehrmachtu wspierane przez czołgi, z Pisarzowic, Rzetnię, Domanin, Mikorzyn, Torzeniec do Wyszanowa. Wojska hitlerowskie dotarły do Wyszanowa około godziny 14:00 tutaj kilkunastu żołnierzy polskich dostało się do niewoli. Następnego dnia wraz z mężczyznami pozostałymi we wiosce wywieziono ich samochodem ciężarowym do obozu jenieckiego w okolicy Norymbergi, w drodze pod Mechnicami zastrzelono Walentego Kosa i Michała Powolnego. W następnym dniu do wioski wkroczyły następne oddziały wojskowe. Wioska płonęła, ludzie skryli się między innymi w piwnicy rodziny Szyszków. W piwnicy zgromadziło się 21 osób, w tym 8 kobiet i 13 dzieci. Dzieci ciągle płakały, co było słychać na zewnątrz. W pewnej chwili do piwnicy wpadły granaty. W wyniku wybuchu zginęło 13 osób, a 3 dalsze zmarły w szpitalu. Miały miejsce w Wyszanowie pojedyncze zabójstwa. Wielką osobistą tragedię przeżyła rodzina Marcina Szyszki, zginęła żona z czworgiem dzieci. Przypuszcza się, że tragedia Wyszanowa spowodowana została oporem zbrojnym garstki żołnierzy polskich w pobliskiej Lubczynie. Podobna tragedia miała miejsce w Torzeńcu. Jej przyczyną była parominutowa strzelanina. W piwnicy pod stodołą Antoniego Kubery spłonęło 8, zaś wczesnym rankiem rozstrzelano 18 osób”- tak opisywał te tragiczne wydarzenia Henryk Tyszkiewicz.

O tym strasznym okresie czasu jakim była II wojna światowa, największa i najokrutniejsza w dziejach ludzkości i tragicznym losie milionów osób nie wolno nam zapomnieć. Z racji uroczystości pod pomnikiem w Wyszanowie upamiętniających 72 rocznicę wybuchu II wojny światowej przypomnijmy wspomnienia Stanisława Świtonia z Wyszanowa gm. Wieruszów, jakie opowiedział nam dwa lata temu. (ITP nr 33 (532) z dn. 26.08.2009).

„ Miałem 7 lat jak wojna wybuchła. Przygotowywaliśmy się do szkoły. Mój ojciec był wójtem w Podzamczu. Przyjechał i kazał nam się schować do piwnicy. Było słychać strzały, Niemcy już szli. Po ok. pół godziny pięciu wtargnęło na podwórze, ojca zaraz wzięli, a nam dali spokój. Musieliśmy wszyscy wyjść z rękami do góry, a sąsiad, który był z nami w piwnicy schował się za murek i nie wyszedł. Moi rodzice po niemiecku dobrze umieli, bo chodzili do szkoły niemieckiej, przed 1915 r. Wtedy wszyscy musieli chodzić do niemieckiej szkoły. Przyszedł Niemiec i zaczął się wypytywać dlaczego rodzice umieją po niemiecku? Pamiętam, że matka martwiła się co dalej będzie, każdy się bał, ja też. W pewnym momencie ten sąsiad wyskoczył z tej piwnicy i chciał uciekać, Niemiec stał na szosy, zawołał „halt, halt”, złapali go, ale szczęście nie zabili. Wszystkich mężczyzn, w tym mojego ojca, więcej jak 30 ludzi wzięli, na ul. Mirkowskiej była posesja Muskałów, ustawili ich po domem, naszykowali karabiny maszynowe i mieli ich rozstrzelać, ale przyszedł rozkaz i zaprowadzili ich wszystkich do piekarni naprzeciwko kościoła. Tam stali stłoczeni, że nie mogli nawet usiąść. Tak zostali do drugiego dnia do rana. Rano kazali im iść piechotą w kierunku Kępna, później w Sycowie wsadzili na pociąg i wywieźli do Niemiec, do obozu. Wrócili pod koniec listopada, pamiętam, że akurat kobiety woziły koniem buraki, chłopów nie było to roboty były opóźnione. Nam Niemcy konia zabrali, mieliśmy starą chałupę pod słomę to ocalała, bo spalili wszystkie domy do kościoła. Uciekliśmy z domu, do matki kuzynki. U nich w domu był sztab, myśleliśmy, że jak sztab to nie będą palić. Tu niedaleko był dom rodziny Szyszków, schowali się do piwnicy. Niemcy wrzucili tam granaty, zginęło kilkanaścioro ludzi, dzieci i starszych. Jak otwarli te piwnice to taka dziewczyna o dwa lata starsza ode mnie jeszcze żyła, zabrali ją, że niby do szpitala. Po drodze umarła, wyrzucili ją na pole w kartofle. Ludzie ją później znaleźli. Ojciec wrócił ciężko chory na nerki. Niemcy wiedzieli, że był wójtem i go szukali. Przyszedł niemiecki policjant, żeby go aresztować. Ojciec był w domu już ze trzy miesiące, zobaczył, że leży bardzo chory i w domu są małe dzieci, to dał mu spokój. W drugim dniu wojny w nocy uciekaliśmy do rodziny, do Torzeńca. W drodze spotkaliśmy mężczyznę, który jak się dowiedział, że jedziemy do Torzeńca to mówił „nie jedzcie tam, bo Niemcy wszystkich chłopów połapali, ustawili pod ścianą i co drugiego zastrzelili. Ci, co zostali musieli im dół kopać”. Wróciliśmy się na Mieczków. Tam były takie piwnice dworskie. Pamiętam jak przyszedł, właściwie przyczołgał się zakrwawiony mężczyzna. Żonę mu zabili jak krowę w oborze doiła i dzieci, roczne i dwuletnie. A jego uwiązali do drzewa i zrobili sobie żywą tarczę, strzelali do niego z krótkiej broni, śmiertelnie nie trafili. Leciał samolot, chyba polski, przestrzelili mu sznury na tym drzewie, także zdążył uciec i ledwo przyczołgał się do Mieczkowa. Opowiadał, co tam się robiło w tym Torzeńcu, masakra, tyle ludzi tam zginęło. A to wszystko był odwet za powstanie wielkopolskie. W czasie wojny wszyscy musieli chodzić do niemieckiej szkoły, po trzech m-cach chodzili tylko folksdojcze. Do kościoła chodziliśmy do Doruchowa, bo tu kościoły były pozamykane. W Doruchowie i Mikorzynie kościoły nie zostały zamknięte. Mikorzyn nie ucierpiał w czasie wojny, bo jak Niemcy weszli to akurat był odpust na św. Idziego. Ulice były udekorowane i Niemcy myśleli, że to ich tak witają. I tak przeszła okupacja. I potem wielka radość z wyzwolenia.”

II wojna światowa szczególnie na Polakach odcisnęła się piętnem tragicznych wydarzeń i zagładą milionów istnień ludzkich. Wojny nie można zapomnieć. Musimy pamiętać by ustrzec przyszłe pokolenia.
Jerzy Przybył


Ten wpis został opublikowany w kategorii Wieruszów. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.