Tropem Wilczym. Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Lututowie.

Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Lututowie rozpoczęły się 1 marca o godz. 11.00  przy obelisku poświęconym  sierż. Józefowi Ślęzakowi ps. ,,Mucha,, dowódcy oddziału ,,Wawel,, i jego partyzantom, którzy mieli schron  w lesie pichelskim, obecnie na pograniczu Gminy Lututów i Gminy Sokolniki.

Uroczystości rozpoczęły się Hymnem Państwowym. Burmistrz Lututowa Marek Pikuła powitał delegacje z Urzędu Gminy w Sokolnikach, Urzędu Miasta w Lututowie, uczniów, dyrekcje i pedagogów ze Szkoły Podstawowej im. Powstańców 1863 roku w Lututowie,  uczniów, dyrekcje i pedagogów z Zespołu Szkół w Pichlicach oraz  Stowarzyszenie Historyczne Gloria Victis i Stowarzyszenie Historyczne im. Ks. mjr Szczepana Walkowskiego.

Następnie Anna Świegot ze Stowarzyszenia Historycznego im. Ks. mjr Szczepana Walkowskiego wygłosiła referat nt. działalności Konspiracyjnego Wojska Polskiego na terenie ziemi wieluńskiej, sieradzkiej i kaliskiej oraz  przedstawiła  notę biograficzną sierż. Józefa Ślęzaka ps. ,,Mucha,,  i działania Oddziału ,,Wawel,, którym dowodził.

Delegacje złożyły wiązanki kwiatów i zapalono znicze pamięci Bohaterom Niezłomnym i Niezapomnianym. Wartę Honorową przy obelisku wystawiło Stowarzyszenie Historyczne im. Ks. mjr Szczepana Walkowskiego.

Referat pod galerią zdjęć.

Referat /W lesie pichelskim Pani Anna przedstawiła referat w dużym skrócie/Tutaj pełna wersja.

Rankiem 28 sierpnia 1946 roku do pawilonu śmierci w gdańskim więzieniu wprowadzono młodziutką dziewczynę. Stanęła przy słupku, do którego zaraz ją przywiązano. Próbowano zasłonić jej oczy opaską, lecz nie pozwoliła na to. !,,Po zdrajcach narodu polskiego, ognia! – padła komenda dowódcy plutonu egzekucyjnego. Inka zdążyła jeszcze krzyknąć: Niech żyje Polska! Rozległ się huk wystrzałów, ale dziesięciu żołnierzy z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego… chybiło z trzech kroków. Nawet oni nie mieli sumienia, by strzelić do 17-letniej dziewczyny… Inkę zabił strzałem w głowę funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa –aparatu, który tworzyli specjalnie dobrani przesiąknięci ideologią komunistyczną funkcjonariusze decydujący o losach, o życiu i śmierci tysięcy Polaków. Inka odmówiła podpisania prośby o ułaskawienie do Bieruta, który zastępował Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, współpracownika NKWD- Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich – pierwszego państwa komunistycznego na świecie. Bierut kierował procesem sowietyzacji Polski. Kilka dni przed śmiercią Inka przekazała z więzienia gryps: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”… Dlaczego Inka pisała do babci? Bo mamę Eugenię, która współpracowała z AK zamordowało białostockie gestapo otrzymując donos, a ojca Wacława Siedzika Sowieci wywieźli na Sybir… W czasie, kiedy Inka czeka na śmierć w gdańskim więzieniu Bierut przebywa z rodziną w Sopocie, z żoną Janiną, córką Krystyną i synem Jankiem, którzy są tylko kilka lat starsi od Inki.

Danuta Siedzikówna ur. 3 września 1928 we wsi Guszczewina w powiecie bielskim na Podlasiu. W 1943 r. w wieku 15 lat złożyła przysięgę AK i odbyła szkolenie sanitarne. Po wojnie przyłączyła się do oddziału partyzantów 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5 Wileńskiej Brygady AK /sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego/, w 1946 w 1 szwadronie Brygady działającym na Pomorzu. Dowódcą 5 Wileńskiej Brygady AK. był Zygmunt Edward Szendzielarz, ps. „Łupaszka” – major kawalerii Wojska Polskiego i Armii Krajowej. Inka pośmiertnie została mianowana podporucznikiem Wojska Polskiego. W czasie potyczek z UB, zgodnie z kanonami służby medycznej, opatruje rannych z obu walczących stron. Na skutek zdrady zostaje aresztowana pod zarzutem mordowania jeńców – ludzi, którym w rzeczywistości ratowała życie. Poddana brutalnemu śledztwu, nie zdradza. Pośpiesznie osądzona, zostaje rozstrzelana 28 sierpnia 1946 w Gdańsku). Umiera z okrzykiem na ustach: Niech Żyje Polska!
,,Zachowała się jak trzeba,,.

Wstrząsająca i wzruszająca historia Danuty Heleny Siedzik ps. „Inka”, młodziutkiej sanitariuszki i łączniczki Armii Krajowej to opowieść, wobec której żaden polski patriota nie przejdzie obojętnie. Ale podobnych historii podczas II wojny i w powojennej Polsce było wiele. Wyparcie wojsk niemieckich z Polski nie oznaczało odzyskania niepodległości. Sowieci zmierzali do stworzenia państwa o nowym ustroju i przystąpili do unicestwiania osób i środowisk niezgadzających się z nowym stanem rzeczy. Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy podziemia pozostało w konspiracji, zachowując gotowość bojową. Nie mogli się pogodzić z samowolą i bezkarnością sił sowieckich stacjonujących w Polsce i nie uznawali rządu komunistycznego. Wierzyli, że nadal jest szansa na odzyskanie suwerenności Polski
Rotmistrz Witold Pilecki -Żołnierz niezłomny, żołnierz wyklęty, żołnierz „Rzeczypospolitej utraconej”, ostatni ułan Rzeczypospolitej … „Nil”, „Zapora”, „Inka”, „Łupaszka”, „Ogień”, „Lalek” – żołnierze i działacze podziemia antykomunistycznego. Walczyli o wolną Polskę. Władza ludowa potraktowała ich jak zdrajców. Stanisław Sojczyński „Warszyc” uczestnik wojny obronnej Polski w 1939 r., twórca i pierwszy komendant Konspiracyjnego Wojska Polskiego wiosną 1945 r. w Radomsku. Był nauczycielem w szkole podstawowej w Rzejowicach koło Radomska, pochodził z rodziny chłopskiej pielęgnującej tradycje patriotyczne powstań narodowych.

Moskwa naciskała na rząd w Warszawie, aby jak najszybciej zlikwidować ten „bandycki twór KWP”. Na szczególną uwagę zasługuje postawa żołnierzy „Warszyca”, bezgranicznie oddanych swojemu dowódcy, przeważnie byli to mieszkańcy wsi. Przed wykonaniem wyroku kilku z nich w więzieniu w Radomsku UB pozwoliło księdzu Stanisławowi Piwowarskiemu udzielić ostatniej posługi kapłańskiej, do celi, w której spowiadał – wchodzili, chwiejąc się na nogach pobici do siności. Byli dumni, że walczyli pod dowództwem „Warszyca” – o wolną Polskę. 16-letni chłopiec rozpłakał się i zapytał księdza, czy może jeszcze chwilę poczekać w celi spowiednika. Ksiądz go zapytał „dlaczego, chłopcze”? – Bo nie chcę, żeby oprawcy widzieli łzy w moich oczach, chcę zginąć z podniesionym czołem i pogardą dla oprawców.

Żołnierzom „Warszyca” silne struktury tej organizacji udało się zbudować w Sieradzu, Wieluniu i wielu miejscowościach. W strukturach poakowskich czynnie działało wielu żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego m.in. nasz lokalny bohater sierżant Józef Ślęzak ps. ,,Mucha,,. Józef Ślęzak urodził się 24 stycznia 1925 r. we wsi Dobrosław w gm. Lututów na ziemi wtedy Wieluńskiej. Był synem Piotra Ślęzaka i Józefy z domu Gała. Mieli czterech synów i cztery córki.  Rodzina posiadała 10-hektarowe gospodarstwo, a więc podpadała nowej władzy jako tzw. podkułacznicy. Przed wojną Józef, jak wielu chłopców na ówczesnej wsi, ukończył tylko 4 klasy szkoły powszechnej, a dalej już uzupełniał wiedzę, jako samouk i pomagał rodzicom w gospodarstwie. Kiedy w 1942 r. ukończył 17 lat, został przez Niemców wywieziony na roboty pod Wrocław. Do domu powrócił dopiero po zajęciu Śląska przez Armię Czerwoną. Nowy okupant instalował swoją władzę i do walki z Polakami używał Polaków przymusowo zmobilizowanych do wojska. Za dezercję z komunistycznej armii groziła kara śmierci. 21-letni Józef wiedział o tym dobrze, gdy w sierpniu 1946 r. otrzymał kartę mobilizacyjną. W całym kraju trwały wówczas intensywne walki z żołnierzami konspiracji prowadzone przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB) i żołnierzy, podległego Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego KBW), wspieranych przez liczne oddziały „ludowego” Wojska Polskiego. Józef nie chciał pomagać bolszewikom i brać udziału w polowaniach na „wrogów ludu”. Podjął decyzję nie tylko o dezercji, ale także postanowił podjąć walkę zbrojną z nowym okupantem. Kiedy jechał wraz z innymi poborowymi do RKU /Rejonowa Komisja Uzupełnień/ w Wieluniu, zbiegł z transportu.

Jego kolega Bolesław Kubiak skontaktował go z leśnym oddziałem ppor. Antoniego Pabianiaka „Błyskawicy”, działającego na ziemi wieluńskiej. Jako żołnierz KWP Ślęzak posługiwał się ps. „Nikodem”, „Seflik” i „Mucha”. Pod tym ostatnim był znany najbardziej. Po raz pierwszy „Mucha” wziął udział w akcji 28 października 1946 r., zabezpieczając akcję ekspropriacyjną w spółdzielni „Samopomoc Chłopska” („SCh”) w miejscowości Klonowa między Wieluniem a Sieradzem. Tak zaczęły się jego zmagania z komunizmem w regionie wieluńsko-sieradzko-kaliskim, które miały trwać przez długie 8 lat. Józef Ślęzak walczył ze stalinizmem przez cały okres jego trwania. Uważał, że z bolszewikami trzeba walczyć do końca… Taka postawa zbliżyła go do sierż. Jana Małolepszego – „Murata”, kwatermistrza „Turbiny”, jednej z jednostek organizacyjnych KWP. Kiedy w końcu 1946 r. doszło do konfliktu z dowódcą „Turbiny”– „Błyskawicą”, Józef Ślęzak wraz z 6 żołnierzami stanął od razu po stronie „Murata”, który był zwolennikiem dalszej walki i ostro przeciwstawiał się biernemu oczekiwaniu na amnestię. Gdy grupa „Błyskawicy” skorzystała 31 marca 1947 r. z amnestii, ludzie „Murata” pozostali w lesie i postanowili kontynuować walkę zbrojną…11 września „Mucha” wziął udział w dużej akcji na GS „Rolnik” w Widawie, 25 km na południe od Łaska.

Doszło wówczas do koncentracji kilku grup KWP, liczących w sumie 30 żołnierzy. Oddziały musiały z czegoś finansować swoją działalność i pozyskiwać niezbędne zaopatrzenie. Na osoby prywatne, niezwiązane z komunistami, napadów dokonywali tylko pospolici przestępcy. Żołnierze KWP przeprowadzali akcje wyłącznie na instytucje komunistycznego państwa i odbierali pieniądze poborcom podatkowym. Na miejscu pozostawiali pokwitowania za skonfiskowaną sumę lub zarekwirowane towary. 15 października „Mucha” wziął udział w akcji w Ostrówku, 15 km na północ od Wielunia, a po dwóch dniach 10 km dalej, w miejscowości Jeżopole, położonej 3 km na wschód od Lututowa. Tutaj doszło do wymiany ognia z ormowcem [funkcjonariuszem Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO)], który zginął na miejscu. Po tej akcji Józef Ślęzak został mianowany sierżantem i dowódcą oddziału o krypt. „Wawel”, którego bazą był pow. wieluński. „Mucha” zastąpił na tym stanowisku ppor. Kazimierza Szczepańskiego „Rydwana” i dowodził w tym momencie 13 żołnierzami. W styczniu 1948 r. jego oddział na skutek strat zmniejszył się jednak do ośmiu partyzantów. „Mucha” miał zostać najdłużej działającym żołnierzem „Murata”, z którym był w stałym kontakcie, składał mu meldunki i wykonywał jego rozkazy. Organizacja zapobiegała samowoli i demoralizacji oddziału. Ślęzak i jego ludzie czuli się i byli żołnierzami Rzeczpospolitej walczącymi z okupantem narzucającym obcy i zniewalający ustrój. Cały 1948 r. „Mucha” przeprowadzał akcje na swoim terenie obejmującym rodzinną, północną część pow. wieluńskiego.

Do końca swojej działalności czuł się tu pewnie i wszędzie znajdował pomoc i oparcie wśród miejscowej ludności. Pracowali dla niego wywiadowcy, informujący o ruchach bezpieki i KBW oraz o miejscowych donosicielach i ormowcach.  Na największą pomoc Józef Ślęzak mógł liczyć w rodzinnej gm. Lututów: w Popielinie, Dymkach i innych okolicznych wsiach. Kazimierz Maciejewski szył buty dla oddziału, pomagał piekarz Kazimierz Kostrzewa, ukrywał oddział m.in. Bronisław Matuszek. Szczególnie silne oparcie miał Mucha w Dymkach. Do aresztowań w 1949 r. pomagał mu tu Józef Świtoń, a u Jana Ślęzaka urządził magazyn broni. W wyniku walk z UB jego oddział topniał. W połowie 1948 r. „Mucha” miał już tylko czterech żołnierzy: swojego sąsiada z Dobrosławia, Jana Krzywańskiego „Jankiela”, Tadeusza Szymańskiego „Manifesta” z Augustynowa, Czesława Góreckiego „Rzędziana z Unikowa   oraz Stanisława Gwiazdę. Stefan Wydrzyński „Zygmunt” dołączył do „Muchy” pod koniec roku. Wszyscy pochodzili z okolic Lututowa. „Mucha” ze swoimi ludźmi przeprowadzał akcje na terenie między Wieluniem a Wieruszowem, na południe od Lututowa: 4 kwietnia w Rososzy, 3 czerwca w Parcicach i 27 lipca w Łyskorni. Następnie oddział sierż. Ślęzaka powrócił na północ. „Mucha” tropił wyjątkowo aktywnego ormowca Stanisława Gonerę. 10 sierpnia zaskoczył go w Przybyłowie, na skraju kompleksu leśnego, gdzie partyzanci mieli schronienie. Doszło do strzelaniny, ale Gonerze tym razem udało się uciec. 3 września „Mucha” przeprowadził udaną akcję między Lututowem a Czastarami na samochód pocztowy przewożący pieniądze. Konwojującego samochód milicjanta Zdzisława Gwarka z posterunku w Lututowie rozbrojono i wypuszczono. 13 października „Mucha” wraz ze swoimi czterema partyzantami wykonał we wsi Kostki wyrok śmierci na Józefie Jaśniaku, donosicielu UB, który wytropił i wskazał bezpiece schron oddziału „Wawel”.

Aresztowanie „Murata” oznaczało koniec ostatniego dowództwa KWP. Odtąd Ślęzak musiał wszystkie decyzje podejmować sam. Rok 1949 zaczął się dla oddziału „Wawel” źle. 11 lutego poniósł on dotkliwe straty w wyniku działalności agentury. Agent UB „Błyskawica” wydał Tadeusza Szymańskiego – „Manifesta” ze wsi Popielina. Szymański zeznał, gdzie przebywa Jan Krzywański „Jankiel”, który został który został aresztowany 12 lutego. Po kilku dniach przesłuchań i tortur Krzywański wyjawił, że u Jana Ślęzaka znajduje się magazyn broni oddziału. Jana Ślęzaka aresztowano 17 lutego i skazano na 12 lat więzienia. Szymański i Krzywański zostali skazani 21 czerwca na karę śmierci. Obu zamordowano w więzieniu w Wieluniu 13 września tego roku. Józef Ślęzak stracił dwóch bliskich żołnierzy ze swojej wsi, z którymi razem walczył od początku. Ostatnią akcją w regionie wieluńskim „Mucha” przeprowadził wspólnie z grupą ppor. Antoniego Chowańskiego „Kuby”, która pozostała z dawnego oddziału Kazimierza Skalskiego „Zapory” i nadal operowała w powiecie kępińskim oraz z jeszcze jednym partyzantem Janem Kwapiszem „Lisem–Kulą”. 20 kwietnia w Biadaszkach „Mucha” rozbił Posterunek ORMO i wykonał wyrok na jego komendancie Wacławie Zborowskim, natomiast dwu ormowcom za nadgorliwość w tropieniu Podziemia wymierzono karę chłosty.

Dalsze przebywanie w pow. wieluńskim z powodu infiltracji agentury czyli wprowadzania tzw. swoich do środowiska i wielu aresztowań stało się niebezpieczne. Dlatego w końcu kwietnia Józef Ślęzak razem z ocalałymi partyzantami: Gwiazdą, Góreckim i Wydrzyńskim przenieśli się do pow. sieradzkiego. W tym czasie bezpieka starała się osaczyć rodzinę Ślęzaków, werbując donosicieli z ich najbliższego otoczenia…., UB nie uzyskał jednak żadnych wartościowych informacji, gdyż Ślęzak przeniósł się już na inny teren… UB zwerbował też byłą narzeczoną Ślęzaka z terenu wieluńskiego i nadał jej ps. operacyjny „Róża”. Miała ona uzyskiwać informacje od rodziny Ślęzaków. Wreszcie bezpiece powiodło się zwerbowanie rodzonego brata „Muchy” Tadeusza i jego kuzynki Kazimiery Paś. Rodzina została kompletnie osaczona. W sumie bezpieka do końca roku 1950 posiadała już 13 tajnych współpracowników wśród rodziny i bliskich znajomych Józefa Ślęzaka. Dlatego powrót w rodzinne strony oznaczał dla „Muchy” pewną wpadkę. W 1949 r. „Mucha” operował w zachodniej części pow. sieradzkiego. Już 25 kwietnia przeprowadził akcję w Woźnikach. W maju skonfiskował na potrzeby oddziału podatki w Wólce, Czartorii i Kociej Górze, gdzie też wymierzył karę chłosty gorliwemu działaczowi Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). W czerwcu działał już w Kobierzycku… 20 czerwca 1949 r. w Kliczkowie Małym, na południe od Sieradza, „Mucha” pochwycił komendanta SP Stanisława Zielińskiego oraz komendanta miejscowego ORMO Władysława Adamskiego.

Na obu wykonano wyrok śmierci, natomiast funkcjonariusz Ignacy Lipiński został wychłostany… 23 czerwca „Mucha” kontynuował akcję przeciwko ormowcom. W Michałowie w ręce partyzantów wpadł gorliwy ormowiec i członek PZPR Józef Zakręt, którego ukarano chłostą. W lipcu „Mucha” przeprowadził akcje w Tubądzinie koło Kobierzycka,  Po tych akcjach partyzanci rozdzielili się i „Mucha” z Wydrzyńskim ukryli się w gospodarstwie Stanisławy Przyczak w Józefowie, 12 km na południe od Sieradza. 30 lipca do gospodarstwa weszło dwóch funkcjonariuszy MO. „Mucha” pierwszy zorientował się w sytuacji i otworzył ogień w momencie, gdy jeden z nich otworzył drzwi wejściowe. Zginął on na miejscu, natomiast drugiemu udało się uciec. Partyzanci musieli natychmiast wycofać się, gdyż milicjant zaalarmował oddział pościgowy. Część grupy „Bałtyk” Antoniego Chowańskiego „Kuby” z sieradzkiego przeniosła się w maju 1948 r. do Środy Śląskiej, a w lutym 1949 r. powróciła do woj. łódzkiego i założyła swoją bazę w pow. kępińskim. Na początku sierpnia ludzie „Kuby” wycofali się ostatecznie z kępińskiego kilkadziesiąt kilometrów na wschód.

Placówkę w Masanowie założył Stanisław Rauk. Partyzanci połączyli swe siły. „Kuba” i Jan Tomaszewski „Rudek” przyłączyli się do „Muchy”. Ich główną bazą stał się Masanów. Wieś leżąca 22 km na południe od Kalisza, a jednocześnie na skraju kompleksów leśnych, ciągnących się na południe między Ostrowem Wielkopolskim a Sieradzem. Według aktu oskarżenia „Mucha” założył tu magazyn broni: 4 pistolety, 3 automaty i karabin Mausera. Również w Masanowie poznał swoją miłość Marię Rauk, córkę Stanisława. Zapewne to sprawiło, że pozostał tu przez kilka lat. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby wieś nie milczała. Wkrótce w Masanowie przyszedł na świat syn Józefa Ślęzaka i Marii Rauk Kazimierz. 10 sierpnia „Mucha” z „Rudkiem”, „Kubą” i „Zygmuntem” przeprowadzili udaną akcję w Rososzycy, 14 km na wschód od Ostrowa Wielkopolskiego. Działał tu niebezpieczny donosiciel UB gajowy Franciszek Bogusławski, na którego „Mucha” wydał wyrok śmierci za tropienie partyzantki. Wyrok wykonano. Do końca roku „Mucha” operował w rejonie Ostrowa Wielkopolskiego. Ostatnią wspólną akcję „Mucha”, „Zygmunt”, „Kuba”, „Rzędzian” i „Rudek” przeprowadzili 30 września 1949 r. Jesienią zginął w potyczce z UB Jan Tomaszewski „Rudek”, a Czesława Góreckiego „Rzędziana” udało się bezpiece aresztować. Dokonano na nim mordu sądowego w maju 1950 r. w Łodzi. Był to w praktyce koniec oddziału „Wawel”. Ślęzakowi pozostali jeszcze „Kuba” i „Zygmunt”.

Do końca 1949 r. przeprowadzili pięć akcji. 29 listopada „Mucha” wykonał wyrok na Władysławie Pustelniku za organizowanie kołchozu w miejscowości Krzaki pod Sieradzem, a 8 grudnia razem z „Zygmuntem” złapali wreszcie ormowca Gonerę, na którym wykonali wyrok. Rok 1950 „Mucha” zaczął od szeregu akcji, które przeprowadził razem z „Kubą” i „Zygmuntem”. Teren ich działalności rozciągał się od Ostrowa Wielkopolskiego po Kępno na południu, gdzie stoczyli walkę z ormowcami w Szklarce Mieleckiej i Sieradz na wschodzie, gdzie 9 marca dokonali ostatniej wspólnej akcji w Godynicach. Jak czytamy w materiale szkoleniowym SB z 1979 r., relacjonującym na potrzeby funkcjonariuszy historię walki z Podziemiem: w dniu 15 marca 1950 r. Chowański udał się na melinę, gdzie uprzednio zorganizowano zasadzkę. Usiłujący zatrzymać go żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego o nazwisku Witek został przez Chowańskiego śmiertelnie postrzelony…

Do usiłującego uciec Antoniego Chowańskiego oddano serię strzałów, które okazały się śmiertelne. Było to we wsi Kurek. Po śmierci „Kuby” Józef Ślęzak został sam ze Stefanem Wydrzyńskim, co miało stać się przyczyną jego wpadki z powodu cholerycznego charakteru i braku odpowiedzialności „Zygmunta”. W 1950 r. przeprowadzili jeszcze dwie akcje w rejonie Ostrzeszowa. W 1951 r. „Mucha” przeprowadził już tylko jedną akcję, o której wiemy. 6 grudnia, w pobliżu Masanowa pijany Wydrzyński wdał się w awanturę na zabawie i oddał kilka strzałów. W konsekwencji „Zygmunt” musiał w styczniu 1952 r. wyjechać z gościnnej wsi. Przez rok „Mucha” ukrywał się sam. Zaprzestał też działalności, nie widział już żadnych perspektyw. Wiosną 1953 r., po śmierci Stalina, „Mucha” i „Zygmunt” znów się spotkali i postanowili powrócić do aktywnego oporu. W sumie przeprowadzili w ciągu tego roku siedem akcji.

Teren działań obu partyzantów obejmował pow. sieradzki i południowe okolice Ostrowa Wielkopolskiego. Ostatni raz wspólnie zadanie wykonali 14 września 1953 r. 14 listopada Wydrzyński znów wdał się w awanturę na wiejskiej zabawie. Tym razem natknął się na informatora UB, który wezwał milicję. „Zygmunt” otworzył ogień do legitymujących go funkcjonariuszy MO Konrada Wawrzyniaka i Lucjana Nawrockiego, ale nie zdołał uniknąć aresztowania. W czasie przesłuchań ujawnił wszystkie kontakty i kwatery, na których przebywał z „Muchą”, co jednak nie uratowało go przed wyrokiem śmierci w marcu 1955 r. 16 lutego 1954 r. bezpieka aresztowała Marię Rauk i jej ojca Stanisława oraz grupę osób z Masanowa wspierających „Muchę”: Antoniego Hełka, Stefana Nowaka i Stanisława Otwiązka. Po zeznaniach Wydrzyńskiego czekano zapewne tak długo, licząc, że uda się wyśledzić „Muchę”. Trzymano ich w areszcie równo przez rok, traktując jak zakładników i starając się wymusić zeznania, które pozwoliłyby złapać „Muchę”. Wreszcie w lutym 1955 r. wszyscy otrzymali wyroki do 5 lat pozbawienia wolności. Po aresztowaniu Wydrzyńskiego „Mucha” natychmiast opuścił teren, na którym razem się ukrywali i przeniósł się w rejon Sieradza. Miał jeszcze przez prawie rok wymykać się sieci konfidentów, którą na niego zastawiała bezpieka. Schronienie znalazł we wsi Złotowizna, nieopodal Kliczkowa i Kociej Góry, a więc w rejonie swoich akcji z pierwszej połowy 1949 r., gdy musiał opuścić pow. wieluński. Uznał, że jedynym rozsądnym wyjściem będzie ucieczka za granicę. „Mucha” jeszcze w 1949 r. dostał od „Kuby” podrobioną książeczkę wojskową na nazwisko Antoniego Salamandry i postanowił ją wykorzystać.

Najpierw jednak musiał dostać się na teren Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W tym czasie muru berlińskiego jeszcze nie zbudowano, więc jakieś szanse na powodzenie przedsięwzięcia istniały. Automat ukrył i wziął z sobą tylko pistolet „Waltera”. Pojechał pociągiem do Szczecina i 18 kwietnia 1954 r. chciał przekroczyć nielegalnie granicę z NRD na wysokości miejscowości Dołuje. Tutaj do Odry przylegał gęsty las, więc „Mucha” liczył, iż uda mu się niepostrzeżenie podejść do rzeki, by przedostać się na drugą stronę. Niestety, szybko zauważony przez patrol Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP), musiał się wycofać. Postanowił wracać na znany sobie teren, co okazało się błędem. „Mucha” znalazł schronienie u Wincentego Pacyny we wsi Dziwińskie, położonej wśród lasów w połowie drogi między Wieluniem a Kaliszem, czyli na terenie, w którym bezpieka już intensywnie rozbudowała sieć donosicieli. Kilka dni przed jego przybyciem UB zwerbował żonę Wincentego Pacyny. Powiadomiła ona natychmiast o gościu i 26 czerwca 1954 r. „Muchę” aresztowała grupa operacyjna UB z oddalonego o 30 km Złoczewa.

Wspólny proces Józefa Ślęzaka i Stefana Wydrzyńskiego toczył się przed Wojskowym Sądem Rejonowym (WSR) w Łodzi od 10 stycznia do 22 marca 1955 r. Socjalistyczna sprawiedliwość skazała „wroga ludu” na trzykrotną karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz przepadek całego mienia. Mordu sądowego dokonali: Zygmunt Papczyński jako przewodniczący oraz ławnicy: kpr. Antoni Bomba i Piotr Sobolewski. Oskarżał „Muchę” prokurator wojskowy Ryszard Jakubiec. Wyrok na Józefie Ślęzaku i Stefanie Wydrzyńskim został wykonany 26 sierpnia 1955 r. w Łodzi. Miejsce ich spoczynku nie jest znane. Ukochana Ślęzaka Marianna Rauk opuściła więzienie w Fordonie już po śmierci „Muchy” 30 kwietnia 1956 r.

Przebywając w areszcie 28 kwietnia 1955 roku Józef Ślęzak zwrócił się do WSR/ wojskowy sąd rejonowy/ w Łodzi z prośbą na zezwolenie na zawarcie związku małżeńskiego z Maria Rauk, z którą miał syna Kazimierza urodzonego w 1950 roku. Nie uzyskał zezwolenia.
Postanowieniem IV Wydziału Karnego SW w Łodzi z 30 marca 1994 roku wyrok WSR w Łodzi uznano za nieważny, stwierdzając, że Ślęzak działał na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego.

Cmentarz Doły w Łodzi to prawdopodobnie miejsce pochówku sierż. Józefa Ślęzaka. Istnieje szansa na odnalezienie jego szczątków, dzięki pobranemu materiałowi genetycznemu od rodziny.

Żołnierze Konspiracyjnego Wojska Polskiego, ,,Żołnierze niezłomni,, „Żołnierze wyklęci przez komunistów,, żołnierze, co nie złożyli broni przed sowieckim okupantem! Antykomunistyczny i niepodległościowy ruch partyzancki, który stawiał opór sowietyzacji Polski. Wiedzieli, że wkraczający do Polski w czasie II wojny światowej Rosjanie nie przynoszą wolności, lecz chcą wcielić nasz kraj w strefę wpływów ZSRR. Sowiecka władza brutalnie z nimi walczyła. Wielu z „żołnierzy wyklętych” zginęło lub spędziło swoje życie w więzieniach. Łącznie w latach 1944–1956 w podziemiu niepodległościowym w różny sposób działało od 120 do 180 tys. ludzi. 21 października 1963 r., od kul ZOMO/ Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej/ zginął Józef Franczak ps. Lalek, żołnierz WP, AK, ostatni partyzant podziemia. Oddziały KWP były postrzegane jako przeciwnicy polityczni, dlatego komuniści stosowali wobec nich różne formy represji, w tym aresztowania, tortury i wyroki śmierci.

Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej z rąk komunistycznych oprawców zginęło ponad 20 tys. osób, ponad 5 tys. żołnierzy podziemia antykomunistycznego sądy wojskowe skazały na kary śmierci. Symbolem ,,żołnierzy wyklętych,, jest przypinka, na której widnieje wizerunek wilka, który symbolizuje odwagę i determinację, na tle biało-czerwonej flagi, będącej symbolem narodowym. Żołnierze Konspiracyjnego Wojska Polskiego walczyli o wolną Polskę, o wolną i niepodległą Ojczyznę. Należy się IM największy szacunek i godny pochówek. 1 marca 1951 r. o godz. 20:00 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie strzałami w tył głowy zabici zostali członkowie IV zarządu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

W 2011 roku Sejm RP ustanowił 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z wielką determinacją dążyłam aby w tym miejscu nieopodal schronu Oddziału ,,Wawel,, którego swego czasu dowódcą był sierż. Józef Ślęzak stanął obelisk poświęcony naszemu lokalnemu żołnierzowi KWP i wszystkim niezłomnym, którzy walczyli przeciwko sowietyzacji Polski. . O tym schronie dowiedzieliśmy się od Pana Marka Zgadzaja i w tym miejscu składam gorące podziękowania. Podziękowania kieruję również na ręce Burmistrza Lututowa i Wójta Gminy Sokolniki za podjęte działania, których efektem jest ten obelisk.

1 marca kto chce może w tym miejscu oddać hołd Żołnierzom Wyklętym i miejscowemu bohaterowi sierżantowi Józefowi Ślęzakowi. To piękna lekcja historii dla młodych ludzi.
Wieczna Chwała Polsce! Cześć i Chwała jej Bohaterom!

Na podst. publikacji Jerzego Targalskiego IPN.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Urszula
4 miesięcy temu

Tadeusz Szymański „Manifest” to brat mojej babci Eugenii (córki Leona i Stanisławy)